PRZYPINKI DLA LUDZI NATURY

Fundusze pozyskane ze sprzedaży wspierają nasze projekty związane z ochroną przyrody i ratowaniem zagrożonych gatunków!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on tumblr
Share on email
Share on print

Majowe refleksje

Eksplodowała bujna zieleń i pudła myśliwych. Nasza stęskniona lasu myśliwska brać, której politycy zafundowali przymusowy urlop opóźniający rozpoczęcie sezonu – trochę roztrzęsiona - próbuje nadrobić zaległości.

Nie pomagają myśliwym nadmierne emocje fundowane przez polityków i ich namiestników w naszych związkowych organach. W maju udzieliło się to nawet mojemu łowczemu.

Przepracowany i zmęczony wypełnianiem sterty absurdalnych związkowo-weterynaryjnych papierów, negocjacjami w sprawie szkód łowieckich, setką spraw koła i karuzelą stołków w PZŁ…

Na wieczornej zasiadce, postrzelił dzika. Szkoda mi tego zapracowanego altruisty i pasjonata, bo patrząc na działania naszych zwierzchników, można zaryzykować hipotezę, że nie za długo on i jego koledzy z zarządów wielu kół zostaną zdymisjonowani!

Ich nowi następcy, już na pełnych i płatnych nowych etatach, zostaną powołani przez jakiegoś ministerialnego namiestnika i to bez możliwości odwołania przez walne zgromadzenie. Wreszcie będzie „profesjonalnie” z dyscypliną i furą etatów do obsadzenia przez polityków związkowych.

Nam pozostanie tylko płacić i… płakać! Ach ta moja fantazja, niedobrze ze mną, zaczynam robić się pesymistą…

Ruszamy spokojnie

Całe szczęście, że te emocje nie udzielają się mojemu Cezarowi, bo tym razem sprawa jest poważna. Postrzał zwiastuje długie dochodzenie. Nadzieją jest nasz nieduży, podmokły i bujny w roślinność teren, który stanowi dobrą kryjówkę dla rannego dzika.

To może zachęcić go do pozostania w nim, a nam oszczędzi długiego dochodzenia… Ruszamy spokojnie we trzech za naszym przewodnikiem, podziwiając bujną zieleń naszej „Bieli”.

Praca przebiega sprawnie, a upał nie daje się nam jeszcze we znaki, bo korony olch i wilgotny mikroklimat chroni nas przed słońcem. Nawet Cezarowi w pracy to sprzyja, bo taki teren dobrze zachowuje zapach rannego postrzałka, a nasz poszukiwany dzik nie pozostawił na tropie żadnych śladów farby.

Przez asfalt

Ale wszystko, co dobre szybko się kończy i wbrew moim nadziejom, po dwóch kilometrach dzik dalej ciągnie na gruby i suchy las. Opuszcza nasz teren przekraczając ruchliwą asfaltową szosę. Wędruje na teren sąsiedniego koła. Mijanie takich dróg jest dla mnie dodatkowym stresem.

Tym razem musieliśmy urządzić sobie dłuższą przerwę, natrafiając na rozciągniętą wojskową kolumnę. Cezar egzamin z komendy stój i odłożenia zdał celująco, a wszystko bez smyczy, otoku i wydane na odległość!

Praca w sosnowym, suchym lesie nie jest już tak komfortowa. Brak deszczu od trzech tygodni powoduje, że ściółka jest przesuszona, a to nie sprzyja tropieniu. Jednak rutyna, doświadczenie i talent mojego orła robią swoje. Mimo utrudnień pracuje bez większych problemów.

Zawrót z tropu

Tylko niekiedy robi kółko korygując swoją pracę. Gdy dochodzimy do piątego kilometra tropu i w duchu już zaczynam wątpić w przychylność losu, nagle dostrzegam zmianę w zachowaniu Cezara. Zawraca z tropu i odbijając przede mną w bok dość żwawo, zaabsorbowany zatacza łuk, jakby coś okrążał.

To przypomina mi jego manewr zachodzenia dzika leżącego przed nim na tropie, szerokim łukiem pod wiatr. Ta umiejętność czytania mowy swojego psa bywa kluczowa przy takich postrzałkach.

Zbyt późne jej odczytanie grozi utratą szansy zaskoczenia rannego dzika, a co w efekcie grozi kolejnym, długim pościgowym maratonem w upale i to z niewiadomym skutkiem. Bywało, że za dzikami postrzelonymi na szczękę potrafiliśmy robić nawet 15 kilometrów!

Wiem, że gdy Cezar namierzy postrzałka precyzyjnie górnym wiatrem muszę być przy nim blisko, bo na kolejną szansę możemy długo poczekać. Tym razem się nie mylę, a Cezar wskazuje mi dzika nosem.

Jednak czujny dzik wyskakuje – spod suchego wierzchołka sosny – tak szybko, że mnie zaskoczył. Nie zdążyłem oddać strzału, ale mój orzeł nadrobił tą moją ślamazarność i przypuścił szturm na jego zad. Dzik będąc już teoretycznie bezpieczny za leżącą sosną, która go osłaniała w trosce o swoje „cztery litery” zawrócił i postanowił dać odpór swojemu prześladowcy. To dało mi szansę dostrzeżenia jego sylwetki w luce pomiędzy gałęziami…

Szampańskie nastroje

Wystrzelona przeze mnie kula trafiła w cel, kończąc to dochodzenie i jego udrękę. Tak więc ten piękny słoneczny dzień obaj z Cezarem zakończyliśmy sukcesem. Byliśmy w szampańskich nastrojach i aby szybko nam ten stan nie minął, postanowiłem mniej czytać o „naszych” władzach, bo ogarnia mnie wtedy chandra!

ZAPRASZAMY DO ZAKUPÓW

Galeria zdjęć

Więcej artykułów