PRZYPINKI DLA LUDZI NATURY

Fundusze pozyskane ze sprzedaży wspierają nasze projekty związane z ochroną przyrody i ratowaniem zagrożonych gatunków!

Fot. Shutterstock
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on tumblr
Share on email
Share on print

Atak Giżyńskiego

Siedem lat rząd walczy z afrykańskim pomorem świń i cały czas przegrywa, więc kolejny raz minister rolnictwa zrzuca winę na myśliwych, a łowczy krajowy nie umie nas bronić.

Krótki komunikat zamieszczony na stronie PZŁ sprowokował mnie do obejrzenia posiedzenia parlamentarnego zespołu do zwalczania chorób zakaźnych. Czterogodzinne spotkanie to w dużej części wylewanie żali przez rozgoryczonych rolników, którym politycy boją się powiedzieć, że mają się przebranżowić i przestać hodować świnie.

Wszyscy wiedzą, że afrykańskiego pomoru świń nie można zatrzymać. Jedynym lekarstwem będzie kiedyś szczepionka. Do czasu jej opracowania możemy tylko spowalniać rozprzestrzenianie się śmiertelnego dla świń wirusa i ograniczać straty.

W tym roku nasze państwo wyda ponad miliard złotych na walkę z ptasią grypą i ASF. Ta ogromna kwota jest tylko kroplą strat, jakie ponoszą rolnicy, dlatego protestują i domagają się wybicia dzików, widząc w tym działaniu jedyną szansę dla swoich upadających gospodarstw.

Zrozumiałe, że politycy chcą zrzucić z siebie odpowiedzialność i wskazują Polski Związek Łowiecki jako głównego winnego, a Paweł Lisiak, bojąc się o swoje stanowisko, opowiada dyrdymały, prowokując w ten sposób kolejne ataki na myśliwych.

Posiedzenie zespołu

ASF ma się w Polsce dobrze, ponieważ – zdaniem ministra Szymona Giżyńskiego – to system wielkich połączonych interesów. Na obecności wirusa w naszym kraju ma korzystać handel wielkopowierzchniowy i zakłady przetwórstwa, które mają możliwość zbijania cen oraz firmy zajmujące się utylizacją.

Dzieckiem ASF-u ma być również system tuczu nakładczego – czyli „wyzyskiwania” rolników. Generalnie mięsne korporacje wynajmują od rolników chlewnie i podpisują umowy na odbiór tuczników, zapewniając paszę i obsługę weterynaryjną. Wielu rolników decyduje się zarabiać minimalne stawki, ponieważ nie ponoszą ryzyka, które w tym „systemie” rozkłada się na wielu hodowców. Minister przyznał, że nasze państwo ma służby, ale wielki kapitał zagraniczny jest silniejszy.

Bezsilny Szymon Giżyński ma świadomość, że wektorem przenoszącym wirus są dziki, ale jego zdaniem „wektorem” jest również Polski Związek Łowiecki, ponieważ to jedyna organizacja powołana przez państwo, która ma zwalczać ASF i to jest „główny problem”, zdaniem pełnomocnika rządu do zwalczania afrykańskiego pomoru.

Byłem pewien, że Paweł Lisiak da ostrą ripostę, broniąc myśliwych, ale również „swojego” ministra. To, co usłyszałem uzmysłowiło mi, że na czele naszego związku stoi osoba nie mająca wiedzy i żadnego pomysłu, jak zarządzać tym kryzysem.

Niewykorzystana szansa

Afrykański pomór świń był swoistym „darem niebios” zesłanym nam w bardzo trudnym okresie. Nasze środowisko nie było przygotowane do odparcia ataku organizacji antyłowieckich, które każdego dnia profesjonalnie rozrabiają nas w mediach.

Pokazując politykom i społeczeństwu, że sprawnie i skutecznie umiemy ograniczyć populację dzików, mogliśmy odzyskać powszechny szacunek, ale również udowodnić, że jesteśmy potrzebnym, a nawet niezbędnym elementem w systemie zarządzania przyrodą.

Ostatnie trzy lata udowodniły, że zmiana ustawy łowieckiej była największym błędem PiS-u i głównym powodem całkowitej klęski w walce z ASF. Odebranie nam samorządności sparaliżowało związek. Trzech kolejnych łowczych powołanych przez ministra wymieniło praktycznie wszystkich łowczych okręgowych. W ich miejsce powołano osoby bez żadnego doświadczenia.

Nowi etatowi pracownicy w większości siedzą i nic nie robią. Koła łowieckie nie mają od nich żadnego wsparcia – prawnego, ale również instytucjonalnego. Same muszą rozwiązywać problem chłodni, borykać się z nadleśnictwami, powiatowymi lekarzami weterynarii oraz wybitnie roszczeniowymi rolnikami.

Paweł Lisiak nie umiał wydać 20 milionów, jakie dostaliśmy na zakup chłodni z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, a teraz opowiada w Sejmie dyrdymały o tłumikach, strzelaniu lisów i łucznikach, którzy w jego mniemaniu zatrzymają afrykański pomór.

Konieczne zmiany

Posłowie, ministrowie i rolnicy oczekują od Polskiego Związku Łowieckiego jasnego komunikatu na temat obecnej sytuacji i propozycji konstruktywnych zmian prawnych, jakie należy uchwalić Parlamencie. Nie wiem czy Paweł Lisiak i jego pracownicy są zdolni do tego wysiłku intelektualnego, ale podejrzewam, że będą się bali wyjść przed ministra, więc postaram się w kilku zdaniach zawrzeć najważniejsze kwestie.

Po pierwsze należy jak najszybciej przywrócić samorządność, co zakończy konflikt, jaki funkcjonuje pomiędzy Zarządem Głównym, a Naczelną Radą Łowiecką. To pozwoli sprawnie koordynować walkę z afrykańskim pomorem świń w skali całego kraju i uświadamiać myśliwym konieczność redukowania dzików.

Pomijam, że komisarze tego nie umieją, ale nikt w kołach łowieckich nie będzie słuchał partyjnych nominatów, którzy nie mają żadnego autorytetu. Śmieszne opowieści, jakie serwuje Paweł Lisiak, wynikają z błędów, które popełnił w czasie swojego urzędowania. Nie może przedstawić właściwych pomysłów, ponieważ tym samym udowodniłby swoją dotychczasową niekompetencję.

Tymczasem koła łowieckie, aby sprawnie redukować dziki potrzebują chłodni. W każdym łowisku muszą być co najmniej dwie, ponieważ kiedy rząd ustanawia „kolorowe” strefy część łowiska zostaje wyłączona z polowania. Kolejnym dużym problemem jest brak możliwości zagospodarowania tusz, ponieważ punkty skupu nie przyjmują „strefowych” dzików. Dlatego myśliwi ich nie strzelają i problem narasta. Aby go rozwiązać, każdy powiatowy lekarz weterynarii musi mieć własne chłodnie, do których myśliwi będą mogli przywozić odstrzelone dziki.

Po drugie należy znieść nakaz informowania „wszystkich świętych” o organizowaniu polowań zbiorowych na dziki. Jeśli kilku myśliwych ma czas, a warunki sprzyjają, to należy nam ułatwiać efektywnie polować. Szczególnie tam, gdzie nie ma jeszcze wirusa.

Paweł Lisiak nie powie tego publicznie, ponieważ nie mając do tego żadnych uprawnień, zakazał zbiorówek w czasie pandemii. Nie będzie również komentować danych odnośnie liczebności dzików, choć doskonale wie, że inwentaryzacja – przez pandemię – w ostatnich dwóch latach robiona była na podstawie całorocznych obserwacji.

Zwierzyna w stanie wolnym jest własnością Skarbu Państwa i to rząd powinien ponieść koszty profesjonalnego oszacowania liczebności dzików. Najlepiej dronami wyposażonymi w kamery termowizyjne. Zdaniem fachowców takie „liczenie” wystarczy wykonywać raz na pięć lat!

Szybka ścieżka

Tak jak to zaproponował przewodniczący zespołu parlamentarnego poseł Lewicy Arkadiusz Iwaniak należy przygotować jasne i czytelne zmiany w ustawie łowieckiej. Obecne władze związku tego nie zrobią, ale istnieje poważne niebezpieczeństwo, że zrobią to przeciwnicy obecnego modelu łowiectwa i sparaliżują ostatni element łowieckiej układanki, czyli koła łowieckie.

Paweł Lisiak chce skoczyć w przepaść. Dla niego jedyną szansą pozostania na stanowisku łowczego krajowego jest uzyskanie poparcia myśliwych. Z pewnością przywrócenie prawa zabierania naszych dzieci na polowania byłoby powodem do chwały, ale nie możemy popełnić kolejny raz tego samego błędu i próbować przy okazji „nowelizacji” cofnąć wszystkich negatywnych zmian, jakie nastąpiły w 2018 roku.

Jeśli tak zrobimy, to wywołamy kolejną burzę w mediach, a doskonale wiemy, jak zachowa się prezes Kaczyński. Pewnie kolejny raz posłucha wegan i zamiast poprawić ustawę założy nam ciaśniejszy kaganiec i uwiąże na krótkiej smyczy.

ZAPRASZAMY DO ZAKUPÓW

Galeria zdjęć

Więcej artykułów