PRZYPINKI DLA LUDZI NATURY

Fundusze pozyskane ze sprzedaży wspierają nasze projekty związane z ochroną przyrody i ratowaniem zagrożonych gatunków!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on tumblr
Share on email
Share on print

Byk i łania

Tym razem udało się jednego dnia odszukać pięknego starego osiemnastaka i łanię, które były postrzelone na miękkie.

Upłynął już tydzień od naszego ostatniego sukcesu ale w ciągu jego trwania nie można powiedzieć, że się byczyliśmy. Cały ten czas spędziliśmy za kółkiem na dalekich wyjazdach w celu sprawdzenia strzałów do byków jeleni. Wracaliśmy z nich rozczarowani. Te cztery prace, okazały się w trzech przypadkach zwykłymi pudłami a w jednym, to była obcierka.

W tym przypadku byk po 400 metrach od zestrzału, delikatnie umazał farbą listek w lesie. Cezar po trzech kilometrach tropienia dał mi do zrozumienia, że byka nie dojdziemy. No ale cóż, nawet on nie jest w stanie „wyczarować” byka, jeśli nie było trafienia. Na szczęście rykowisko wreszcie się zaczyna, więc pracy będzie dużo.

Kontrola zestrzału

Rano dostaję wiadomość, że w OHZ-cie stęsknili się za nami. Proszą o kontrolę, bo istnieje podejrzenie, że Diana strzelając rankiem do łani z kalibru 9,3×62 pociskiem Norma Vulcan mogła ją zranić. Jarek mówi, że reakcji nie zaobserwował i również nie znalazł farby, ale jak to określił, miał wrażenie, że z łani się „zakurzyło”. W jego „nos” i doświadczenie można śmiało wierzyć.

Twierdzi, że łania uciekała wzdłuż ściany lasu i zniknęła za wzgórkiem… Cezar obwąchuje okolice teoretycznego zestrzału i po łuku idzie jednak w bok do lasu. Ja mu wierzę i posłusznie idę za nim. Jednak po 200 metrach takiej kontroli zawraca i ponownie sprawdza zestrzał. Jarek sugeruje, że może pies poszedł tropem byka, który tędy przechodził dobrą godzinę przed tą samotną łanią…

Ponowna kontrola zestrzału zapowiada się już jednak dużo bardziej obiecująco. Cezar ciągnie teraz wzdłuż łąki, a po 50 metrach natrafiamy na pierwszą farbę. W tym momencie jego praca nabiera tempa i wigoru.

Pędzę za nim z Maćkiem niczym pociąg pospieszny przez dwa kilometry, ale mój orzeł odjeżdża „ekspresem”, nie dając mi żadnych szans. Dystans między nami gwałtownie rośnie mimo, że ja wrzuciłem już swój najwyższy bieg. Klnę po cichu myśląc o tym, że powinienem tą pracę przerwać wcześniej i poprawić ją kolejnego dnia.

Wygłodniałe wilki

Mam świadomość, że w takim tempie możemy gonić łanię do nocy. Niestety, jest już za późno. Cezar w tym pościgu jest już 700 metrów przed nami, a ja pędząc mam przed oczami wygłodniałe wilki, których tu jest wiele.

To dodaje mi sił. Nagle na Garminie przychodzi mi komunikat… „Cezar szczeka”. Ma ją wreszcie! O dziwo nawet z tej dużej odległości i ja słyszę jego głoszenie. Ale, jak ja go słyszę, to też słyszą go inni….

Nie trzeba mnie już zachęcać do biegu. Rwę co sił, głośno sapiąc niczym stara parowa lokomotywa. Na szczęście widzę, że pędzą w stronę ambony, gdzie łania była strzelana i gdzie został Jarek z Dianą.

Gon trwa już dobre dwa kilometry i wreszcie widzę, że Cezar dopiął swego i jest stanowienie! Biegniemy z Maćkiem na skróty drogą do ambony, mijając naszą parę, która w osłupieniu patrzy na to, co się dzieje.

Moje „raporty” mają pokazać myśliwym jak wygląda dochodzenie postrzałków z dobrze ułożonym posokowcem, z którym warto sprawdzić każdy wątpliwy strzał.

Wpadam do lasu i widzę, jak łania strasząc Cezara wypada zza drzewa. To mi wystarczy. Pada mój strzał, który kończy nasz maraton. Łania otrzymała od Diany postrzał na miękkie. Pewnie gdyby to dochodzenie odbyło się cztery godziny później, byłoby dla nas mniej forsujące. Przez chwilę wszyscy świętujemy. Pora nam jednak w drogę, bo już czeka na nas następny kolega i byk do którego strzelał.

Upał i piach

Krzysiek zaobserwował, że po strzale wyrzucił do tyłu oba badyle. Niestety na zrębie nie znalazł żadnych śladów farby i nie za bardzo wie, w którym kierunku byk uszedł. Strzelał z kalibru 8×57, więc ruszamy z Cezarem w środku upalnego dnia na rozległy piaszczysty zrąb.

To dla psa kiepskie warunki do tropienia. Susza, upał i piach nie sprzyjają trwałości zapachu. Tak, jak w porannej pracy i tu jest problem w umiejscowieniu rejonu zestrzału. Sprawdzamy trop prowadzący do przyległego lasu, ale to nie ten.

Wracamy i zaczynamy ponownie. Tym razem mój orzeł spokojnie ciągnie w lewo, w poprzek zrębu. Wchodzimy w las i gdy trafiamy już na zielone poszycie. Mam pewność, że znalazł tam to, czego szukał. Jest nim ten wyjątkowy zapach, który go tak napędza…

Widzę to po nim. Rusza śmiało w gąszcz, a my za nim. Nie trwa to zbyt długo i za moment słyszę jego przepiękny baryton. Ma rannego byka! Byk rusza do ucieczki, ale sześć godzin od strzału na miękkie robi swoje. Cezar utrzymuje się za nim i po kilkuset metrach jest stanowienie!

Złom i gratulacje

Dochodzę do nich, ale byk jest czujny i odjeżdża. Podchodzę do nich tak parę razy, ale albo źle widzę byka, albo nie widzę mojego Cezara, a wtedy o strzale nie może być mowy! Po paru takich, nieudanych próbach, udaje mi się wreszcie zajść ich z boku. Na prześwicie między krzakami spostrzegam uchodzącego byka, więc strzelam i trafiam.

Byk uchodzi resztkami sił w pobliski, gęsty, świerkowy młodnik, gdzie szybko gaśnie. Jak zwykle Cezar musi na nim rozładować swoje emocje i dzięki czemu mogę ich odnaleźć…

Jestem zaskoczony. To piękny, stary byk o wieńcu osiemnastaka regularnego. Nie zawsze dochodzimy tak piękne byki, więc i nasza radość jest niecodzienna.

Złom, zdjęcia i radość wieńczą ten nasz wspólny, wspaniały sukces. A ten dzień zaliczymy do wyjątkowo udanych!

Piękny i stary osiemnastak jest nasz!

Pogotowie postrzałkowe

Proszę się nie dziwić, że na niektórych zdjęciach jestem sam z Cezarem. Mnie, jako menera obowiązuje pełna tajemnica. Tak jak adwokatów, czy lekarzy. Proszę nie pytajcie mnie również w komentarzach, ile byk miał lat, czy dzik był odyńcem, czy lochą.

Jeśli moi koledzy wyrażają zgodę, to wówczas podaję te dane i publikuję ich fotografie. Moje „raporty” mają jedynie pokazać myśliwym jak wygląda dochodzenie postrzałków z dobrze ułożonym posokowcem, z którym warto sprawdzić każdy wątpliwy strzał.

Jeśli go nie macie to dzwońcie do „Pogotowia Postrzałkowego” naszego lub tych, które powstały przy każdym Zarządzie Okręgowym PZŁ.

ZAPRASZAMY DO ZAKUPÓW

Galeria zdjęć

Więcej artykułów