Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on tumblr
Share on email
Share on print

Polowanie wśród wikingów

Wywiad z Jarosławem Klytą laureatem konkursu fotograficznego, który mieszka i poluje we Szwecji.

Masz tyle pasji, że nie wiadomo, od której zacząć naszą dyskusję.

Myślę, że wielu myśliwych nie rozgranicza swoich zainteresowań, ponieważ się mocno przenikają. W Szwecji żyjemy w naturze i użytkujemy zasoby przyrodnicze. Wstajemy rano jedziemy do pracy, która w moim przypadku polega na zarządzaniu lasami. W trakcie wyjmujesz spinning łapiesz szczupaka patroszysz i smażysz nad ogniskiem. Wracasz do domu i razem żoną oraz córkami idziesz na polowanie – strzelasz kilka kaczek kolację. Takie zwykłe wiejskie życie.

Nie takie zwykłe – przecież Ty wychowałeś się w trochę innych warunkach.

Mieszkałem blisko lasu. Razem z tatą chodziliśmy na „wyprawy”, które były dla mnie wielką atrakcją. Przyroda zawsze mnie fascynowała. Pewnie z tego powodu już w szkole podstawowej hodowałem bażanty – zwykłe i ozdobne. Potem bardzo świadomie wybrałem również szkołę. Technikum leśne, co gwarantowało mi zdobycie zawodu i mieszkanie poza miastem – jak najbliżej dzikiej natury. Ale z wielką przyjemnością wracam do cywilizacji. Gościnnie poluję w miejscowym kole, wiec mogę zarzucić strzelbę na ramię i przemierzać łąki oraz laski wokół rodzinnego miasteczka Woźniki.

Mieszkasz i pracujesz w Szwecji. W naszym kraju było za mało dzikiej natury?

Reklama

To spełnienie moich dziecięcych marzeń. Szwecja zawsze wzbudzała moją ciekawość, co doprowadziło do mojej emigracji. Teraz mieszkamy w 300 letniej chacie razem żoną Natalią i córkami Lilianą i Jagódką. Kilka kilometrów od małej wioski, wokół las, piękne jezioro – prawdziwe życie i smak natury.

Żyjemy kilka kilometrów od małej wioski, wokół las, piękne jezioro, a nasza działka ma 200 hektarów – prawdziwe życie i smak natury.

.

Czyli przez okrągły rok możesz polować?

Możemy! Jeszcze w kraju razem z Natalią zdaliśmy egzamin łowiecki, ale w Polsce nie zdążyliśmy się napolować. Jednak w Szwecji mieszka dużo naszych rodaków. Między innymi Roman – który jest tutaj rusznikarzem i poluje całe życie – pomógł uzyskać mi uprawnienia i nauczył polowania po szwedzku. Łowiectwo w tym kraju opiera się na innych zasadach, choć metodologia jest dokładnie taka sama.

Trudne, wymagające i pewnie kosztowne?

Też miałem takie wyobrażenie, ale rzeczywistość w moim przypadku przerosła marzenia. Każdy myśliwy musi wykupić roczną kartę łowiecką za 350 koron, czyli około 150 złotych. W tym jest ubezpieczanie, ale musisz mieć ziemię lub wydzierżawić łowisko. Ceny kształtuje rynek, więc trudno powiedzieć ile kosztuje obwód łowiecki. Ja mam dużo szczęścia jestem koordynatorem prac leśnych. Pracuję w dużej firmie leśnej i opiekuję się wieloma majątkami. Ich właściciele pozwalają mi polować bez żadnych opłat. Dodatkowo mam 200 hektarów wokół domu, na których mogę polować bez ograniczeń. Nęcisko dla dzików mam za domem.

Szwedzi mogą strzelać dziki bez ograniczeń. Tak jak w naszym kraju bardzo popularne są nęciska.

Chyba rozumiem, dlaczego przelatek – ze zdjęcia, które wygrało konkurs – znalazł się na taczkach.

Bardzo często łatwiej i szybciej pod dzika dojechać taczkami. W moim mikro łowisku nie strzelam zbyt często – w ciągu roku zaledwie pięć dzików. Saren w ogóle nie strzelamy – wolimy cieszyć się widokiem pasących się kóz i rogaczy. Trudno to wytłumaczyć, ale to nasze sarny!

Rozumiem, że na rogacze jeździsz do znajomych?

Zdecydowanie tak! Praktycznie każdy mnie zaprasza. Tutaj narodowym polowaniem są łosie. Sarny to zwierzyna drobna i Szwedzi polują na ten gatunek głównie jesienią z jamnikami. W regionie gdzie mieszkamy sezon otwiera się późno, bo dopiero 16 sierpnia, ale zawsze z podchodu uda się upolować koziołka. Nie ma szału, ale kilku znajomych strzeliło tutaj medalowe sztuki. W Szwecji polowanie to głównie zdobywanie smacznego i zdrowego mięsa. W naszym domu wszystko przerabiamy w sklepie kupuje się tylko produkty, których wytworzenie jest niemożliwe.

W Szwecji tak jak w innych krajach Europy funkcjonują zagrody w których hodowane są jelenie i daniele.

Trzymając się naszej nomenklatury – lubisz polować na drobną, czy grubą zwierzynę?

Zdecydowanie na drobną! Mamy tutaj słonki, jarząbki, cietrzewie, głuszce, a nawet bażanty. Właśnie zbudowałem wolierę i zamierzam sobie dopuszczać kolorowe koguty. Mam duże doświadczenie z dzieciństwa, więc sukces hodowlany jest murowany. Na gęsi i kaczki jeździmy na wyspę Oland. Tam podczas jesiennych migracji przelatują setki tysięcy ptaków. Niesamowite polowanie, ale najwięcej emocji przynosi zdobycie zimą głuszca. Zapinasz rakiety i podchodzisz koguty zerujące na świekrach – naprawdę super przeżycie, ale musisz mieć doskonałą kondycję!

Na łosie polujesz z łajkami?

Oczywiście, ale w tym przypadku Szwedzi nie są hojni. Wielu poluje tylko na ten gatunek! W tym przypadku władze wyznaczają limity na odstrzał, średnio na 500 hektarów każdy właściciel lasu może strzelić w sezonie tylko 2 lub 3 dorosłe łosie. Niestety ich populacja – w ocenie Szwedów – znacząco się zmniejszyła w ostatnich latach. Naukowcy twierdzą, że łosie przesuwają się na północ.

Zimowe polowania na głuszce to niesamowita przygoda i wielkie emocje

Fotografujesz ludzi i przyrodę, wiec może dasz się namówić na pisanie tekstów dla naszych czytelników. Szwecja to niesamowicie ciekawe miejsce!

Z wielką przyjemnością w tym kraju większość informacji dotyka polowania. A być może kogoś zachęcimy do odwiedzenia Skandynawii i naszej małej agroturystyki.

Dziękuję za rozmowę i czekamy na pierwsze relacje!

Tutaj nikt niezabrania zabierania dzieci na polowanie!

Galeria zdjęć

Więcej artykułów