Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on tumblr
Share on email
Share on print

Nauczyciel Szarika

Układał i prowadził przed kamerami najsłynniejsze psy w historii naszego kina. Cywila, Szarika i Sabę. W wieku 95 lat odszedł wspaniały myśliwy i wielka postać naszej kynologii - Franciszek Szydełko.

W 1938 roku polował w Łańcucie w Alfredem Potockim. Hrabia w jednym z pierwszych pędzeń strzelił lisa. Franciszek nosił na plecach mykitę do końca polowania, a kiedy rogi obwieściły koniec łowów… Podszedł do niego Potocki i wręczył mu dwa złote z wizerunkiem marszałka Piłsudskiego.

Tak rozpoczęła się wielka przygoda Franciszka Szydełki z łowiectwem.

Po wojnie trafił do Szkoły Tresury Psów Milicyjnych w Słupsku. Ukończył ją z celującym wynikiem i został instruktorem. W 1950 roku dostał awans i przeniesienie do Centrum Wyszkolenia Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Milicji Obywatelskiej w Sułkowicach.

Akcja promocyjna “Czterech pancernych” obejmowała odwiedziny wielu miast i miasteczek.

Tam poznał i zaprzyjaźnił się pułkownikiem Józef Pawłusiewiczem, myśliwym, kynologiem i pierwszym prezesem koła łowieckiego „Ogar” w Sułkowicach. Pod jego czujnym okiem stawiał pierwsze kroki jako pełnoprawny łowca. W takcie naszych rozmów często wspominał tamte czasy. Swoje wyżyły, dubeltówki i kartofliska pełne kuropatw.

Talent do układania psów szybko dostrzegli filmowcy. Największą popularność zdobył jako przewodnik Cywila i Szarika. W 1972 roku uczestniczył ekranizacji „W pustyni i w puszczy”. Henryk Sienkiewicz chciał, aby psem Nel był mastiff, ale takich psów wówczas nie było w Polsce, więc Franciszek Szydełko zaproponował imponujące dogi, które przez trzy miesiące szkolił w Rembertowie.

Reklama

W 1972 roku Franciszek Szydełko uczestniczył ekranizacji „W pustyni i w puszczy”, gdzie układał i prowadził Sabę.

W trakcie jego myśliwskich spotkań często powracał temat pastowanych dzików. Powodem było najsłynniejsze polowanie w dziejach polskiego kina w filmie „Nie ma mocnych”. Nic dziwnego! To pan Franciszek był konsultantem i osobiście wymalował oraz układał „odyńca”. W sumie uczestniczył w produkcji prawie 150 filmów.

Do końca polował w kole łowieckim „Ogar”, którego był prezesem przez ćwierć wieku. Przyznawał, że nigdy nie pracował tak ciężko jak na emeryturze. Chciał odpocząć, ale do końca nie mógł zawieść zaufania kolegów.

Galeria zdjęć

Więcej artykułów