Fot Włodzimierz Puchalski
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on tumblr
Share on email
Share on print

Dokąd zmierzamy

Kłusownik zastrzelił nastolatka. Łowczy krajowy przeprasza Polaków, wystawiając na strzał całą organizację. Przeciwnicy polowania wprost mówią o likwidacji łowiectwa, a związek nie ma żadnej strategii komunikacji ze społeczeństwem.

Zawsze w wielką atencją podchodzę do naszej historii, ponieważ to ona zbudowała naszą tożsamość. Dlatego zdjęciem ilustrującym do tego tekstu jest przedwojenny myśliwy. Być może patrząc na Karpaty, rozmyśla nad przyszłością łowiectwa?

To jedno z moich ulubionych zdjęć Włodzimierza Puchalskiego, który przez całe swoje życie dokumentował polowanie, myśliwych i naszą przyrodę. Nie bez powodu przywołuję naszego mistrza fotografii – był doskonałym przykładem budowania wizerunku myśliwego.

Dzisiaj brakuje takich autorytetów, których nasze społeczeństwo chciałoby obserwować, lajkować i udostępniać ich posty. Przekonanie do współpracy osób z wielkimi nazwiskami nie jest i nie było prostym zadaniem, a nowa władza bez zastanowienia wyrzuciła za drzwi np. Roberta Makłowicza.

Morderstwo w sadzie

Z pełną premedytacją nie komentowałem zamordowania 16-letniego chłopca w sadzie. Tak, to było morderstwo! Takie samo jak w wypadku pijanego kierowcy, który taranuje ludzi na przystanku. Opisując takie zdarzenia, nikt nie umie znaleźć słów, które mogłyby w jakikolwiek sposób usprawiedliwić morderców.

Tragiczne wydarzenie w Kluczkowicach będzie przez dziesięciolecia funkcjonować w świadomości wielu dziennikarzy, a tym samym całego społeczeństwa i kojarzyć się z myśliwymi.

Reklama

Czy jedynym winnym jest emerytowany policjant? Bez wątpienia zostanie ukarany również strażnik koła i jednocześnie kościelny, który był tej nocy kierowcą kłusownika i szukał szperaczem celu.

Łowczy krajowy po sześciu dniach od zdarzenia wydał całkowicie nieprzemyślany komunikat, w którym tak naprawdę posypał głowę popiołem. Nie powinno nikogo dziwić, że jest cytowany w każdym artykule na ten temat – w wiadomym kontekście! Zadziwiające, że Komendant Główny Policji oraz Prymas Polski w równym stopniu nie poczuwa się do winy za śmierć nastolatka i nie napisali własnych „przeprosin”?

To niestety kolejny błąd, ale tym razem nie będę się pastwił nad łowczym krajowym tylko zacytuję jeden komentarz, jaki zyskał najwięcej polubień pod informacją o tym tragicznym zdarzeniu na stronie internetowej „Gazety”.

„PZŁ to organizacja równie bezkarna jak kler. Z tego myśliwi się nie wywiną, ale na porządku dziennym jest roznoszenie ASF, zabijanie zwierząt chronionych, morderstwa, po których zapadają śmieszne wyroki w zawiasach… Przyjdzie dzień w historii PZŁ, który stanie się ostatnim, a cała parszywa banda tam należąca, będzie musiała sobie poszukać nowego hobby.”

Spisek mediów

Kłusownicy w naszych szeregach to temat wstydliwy. Brak możliwości wyrzucania z koła podejrzanych i nieetycznych osób oraz legalizacja celowników termo i noktowizyjnych tak naprawdę wykluczają możliwość pozbycia się „czarnych owiec” jak również wykrycia ich przestępstw. Prawdopodobnie kłusowników w naszych szeregach będzie coraz więcej.

Kolejne wypadki będą rujnować obraz prawego i etycznego łowcy. W dawnych czasach myśliwy pojawiał się mediach przy okazji hubertusów, albo jako osoba pomagająca przeżyć biednym sarenkom w czasie srogiej zimy. Taki wizerunek bardzo nam pasował. Michał Sumiński opowiadał o zwierzątkach i roli myśliwych w „Zwierzyńcu”, a w kołach łowieckich organizowano akcję zbierania żołędzi. Było cudownie, ale…

Świat się zmienił! Dzisiaj mówi się o zastrzeleniu naganiacza, rowerzysty, koni w czasie rykowiska. No, ale rzeczywistość nie jest tak kolorowa, jak w dawnych czasach. Jednej nocy objeżdżamy kilkukrotnie łowisko, na broni mamy termowizyjny celownik, a wpisu dokonujemy telefonem po zlokalizowaniu zwierza, albo nawet po jego zastrzeleniu.

Obecne łowiectwo jest wszędzie krytykowane. Przeciwnicy polowania podnoszą te same argumenty. Niestety, jak na razie, w żadnym kraju myśliwi nie znaleźli sposobu na akceptację społeczną!

Śledzę wiele portali łowieckich i czytam różne komentarze. Wszędzie toczy się dyskusja, żeby nie publikować filmów i zdjęć z polowań – co mnie mocno rozśmiesza. Po pierwsze, to nie w tym miejscu leży nasz problem, a po drugie, w Europie jest siedem milionów myśliwych i nikt im nie może zakazać upubliczniania prywatnych fotografii.

Musimy raz na zawsze zapomnieć, że media głównego nurtu kiedykolwiek wrócą do dawnych opowieści. Większość społeczeństwa mieszka teraz w mieście i „wiejskie” życie będzie pokazywane w innym „nowym” świetle.

Powolny spadek akceptacji polowania nie jest żadnym spiskiem, a odpowiedzią na zapotrzebowanie dzisiejszego społeczeństwa. Stawiam tezę, że 95 procent Polaków nie interesuje się myśliwymi, łowiectwem i naszymi tradycjami.

Polaryzacja Polaków

Nawet jeśli dziennikarze napiszą tekst, który będzie „zahaczał” o łowiectwo, to nie zostanie opublikowany – bo takich treści nikt nie czyta. Naszym szczęściem telewizja i prasa drukowana straciła monopol i dzisiaj nie ma już wyłącznego prawa do tego, kto jest słyszany lub co jest pokazywane.

To media społecznościowe umożliwiły każdemu publicznie wyrażanie swoich opinii i doświadczeń. Instagram, Facebook i YouTube przyczyniły się do stworzenia platformy dla tych, którzy mają pomysł na zaistnienie i chcą być wysłuchani, a wszyscy wierzą, że będą gwiazdami, więc najczęściej publikują kontrowersyjne treści, które najlepiej się sprzedają, ale również polaryzują społeczeństwo.

Bardzo często bez przemyślenia użytkownicy tych mediów wrzucają do sieci, co popadnie. Niestety, Internet niczego nie zapomina. Jeden nieostrożny post, źle zidentyfikowany ptak na trokach lub kulawka w ręku myśliwego są tykającą bombą, która wybuchnie jak zwykle w najbardziej nieodpowiednim momencie.

Nasi przeciwnicy posługują się mediami społecznościowymi dużo lepiej niż nasze środowisko. Mają dodatkowo na swoich usługach „darmowych” celebrytów, którzy nagle stali się obrońcami starych drzew, piesków i kotków. Bardzo chętnie podchwytują „bulwersujące” informacje, aby wzbudzać większe emocje i zwiększyć swoje zasięgi, co wprost przekłada się na ich zarobki.

Każdy z nas widzi, że kampanie internetowe są niesamowicie skuteczne. Dlaczego z nich nie korzystamy? Nie mamy pomysłów? Celebrytów?

Projekt „Safety first”

Obserwując kolejne wpadki i brak jakichkolwiek działań Polskiego Związku Łowieckiego, prawdopodobnie nie zobaczymy kreatywnego pomysłu, który skutecznie będzie promował łowiectwo w oczach naszego społeczeństwa.

Dla większości Polaków „łowiectwo” to słowo którego znaczenia nie znają, ale nikt nie będzie czytał o tworzeniu „zespołów interdyscyplinarnych”, projekcie „safety first”, czy nawet sadzeniu remiz. Społeczeństwo kompletnie nie ogarniają naszej specjalistycznej wiedzy i skomplikowanej argumentacji. Nie interesują ich szkody łowieckie, nasze trofea i sukcesy łowieckie.

Mieszkańcy miast chcą zobaczyć prawdziwą i autentyczną naturę i to chyba nikogo nie dziwi! Tutaj istnieje szansa na przekazanie ciekawostek i podstawowej wiedzy.

Szczerze mówiąc, nie liczę już na opamiętanie „komisarzy” w mundurach PZŁ. Choć cały czas mam nadzieję, że uda się w niedalekiej przyszłości odzyskać samorządność i odbudować coraz mocniej nadwątlony wizerunek.

Galeria zdjęć

Więcej artykułów