PRZYPINKI DLA LUDZI NATURY

Fundusze pozyskane ze sprzedaży wspierają nasze projekty związane z ochroną przyrody i ratowaniem zagrożonych gatunków!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on tumblr
Share on email
Share on print

Cudowny spacer

Tego postrzałka dedykuję kolegom, którzy twierdzą, że poszukując postrzałki trzeba zawsze pracować na otoku.

Nasza mazurska przygoda zakończyła się dzień wcześniej niż planowaliśmy. Powodem tego była moja żona, która tak zatęskniła za naszym domem, że chciała choć jeden dzień w nim pomieszkać. Gdy ona rozkoszowała się tym czwartkiem, my sprawdzaliśmy rankiem już pudło do byka w odległym kole, a w piątek mieliśmy zaplanowany kolejny wyjazd na nasze coroczne święto, którym jest Hubertus Węgrowski.

Wieczorem gdy dopinałem walizki, zadzwonił Tomek. To doświadczony kolega z mojego koła „Uroczysko-Biele”. Strzelał do byka, który niestety uszedł. Dzwoni kontrolnie i chce się upewnić czy już jestem w domu. Po trzech godzinach dzwoni ponownie i tym razem już prosi o pomoc. Mówi, że nie rozumie, co poszło nie tak…

Jest przekonany o swoim perfekcyjnym, komorowym trafieniu. Byk wystawił blat, a jego 30-06 jest idealnie przystrzelany i nawet wszystkie lisy strzelane z niego padały w ogniu. Ma przy sobie swojego dobrego wachtla, ale nie potrafi odnaleźć byka. Tomek uważa, że powodem tego może być zbyt ciężki teren do tropienia, czyli podmokłe rozległe szuwary, w które byk poszedł po strzale.

Wreszcie odpuścili

Obawiał się, że tusza do rana może ulec zaparzeniu, więc z kolegami nie dawali za wygraną. Przeszukali cały teren, a jeden z nich nawet poświęcił się i mokry do pasa, nocą przedzierał się dalej za sfarbowanym tropem. Niewiele to dało i po pokonaniu 200-300 metrów musiał się wycofać.

Zrobili wszystko co mogli i wreszcie odpuścili. Umawiamy się obaj na rano. Teren, gdzie byk uszedł należy niestety do wyjątkowo ciężkich. Nasze urocze kiedyś Biele, to niedostępne, zalane wodą łąki, porośnięte krzakami i trzcinami. Z informacji od Michała, który nocą brnął tym trzcinowiskiem za rannym bykiem, dowiedziałem się, że aby wejść na jego trop i rozpocząć pracę, trzeba najpierw wykąpać się do pasa w oddzielającym je dość szerokim kanale.

Określił mi również kierunek, w jakim byk uchodził. Zaproponowałem Tomkowi próbę dotarcia na trop postrzałka z drugiej strony. Tej bardziej suchej. Niestety, nie przyniosło to oczekiwanego efektu, a my błąkaliśmy się w tych mokradłach dodatkowe 40 minut.

Dopiero Michał, który przyjechał tym razem zaopatrzony w wodery, pokonał kanał i wreszcie skierował nas na właściwe miejsce w tej podmokłej dżungli.

Bez otoku

Teraz już Cezar mógł wreszcie rozpocząć swoje zadanie. Widać było po nim, że był już mocno zniecierpliwiony tymi naszymi „pomysłami”, bo z werwą ruszył do pracy. Ale w takim nietypowym i trudnym terenie nie było łatwo go dostrzec jego poczynań. Tu zdobycze techniki, czyli śledzenie go przy pomocy Garmina były nieodzowne.

W takich chwilach myślę o kolegach, którzy mówią, że poszukując postrzałki trzeba zawsze pracować na otoku. Pytam: po co i z jakiego powodu? Dobrze wyszkolony pies pracujący luzem ma trzymać trop, będąc w bliskim dystansie z menerem. A praca na otoku, w takim gęstym terenie w przypadku rannego dzika, może być dla nich obu bardzo niebezpieczna.

Otok ma służyć do prawidłowego wyszkolenia, a nie jako postronek hamujący nieposkromioną pasję psa!

W tym labiryncie ścieżek wydeptanych przez dziki i jelenie, wśród trzcinowisk, krzaków i niezmierzonych chaszczy, pokonywaliśmy kolejne kanały i bagniska. Tomek nie może uwierzyć w to co widzi, ale fakty mówią same za siebie.

Byk znaczy od czasu do czasu swój trop farbą… Jednak idzie dalej. Wreszcie po pokonaniu kilometra przekraczamy z ulgą ostatni kanał oddzielający nas od w miarę twardego podłoża.

Cezar podnosi byka

Radośnie witamy już teren torfowisk porośniętych olchą, i leszczyną. Wreszcie pozwala nam to na lepsze poruszanie się i przyzwoitszą widoczność. Teraz już rosną nasze szanse i wreszcie widzę poczynania Cezara.

Przemieszczamy się tu już dużo żwawiej i nagle Cezar wszczyna alarm! Ma byka, który podnosi się z łoża. Widać już po nim, że goni resztkami sił. Celnym strzałem kończę jego niedolę…

To mocny, piękny byk. Radość Tomka ze skutecznego dojścia jest olbrzymia. I my oddychamy z wielką ulgą. Składamy mu i Cezarowi gratulacje i robimy pamiątkowe zdjęcia uwieczniające tą wyjątkową chwilę. Jednak nasze duże zdziwienie budzi rana postrzałowa.

To teoretycznie dobre trafienie na idealną komorę. Niestety nie mogę asystować przy jego patroszeniu. Muszę pędzić z Cezarem czym prędzej do domu, bo w końcu nie dotrzemy na czas, na naszego Hubertusa.

Proszę Tomka o wnikliwą analizę tego postrzału i informację na jej temat. Jak się okazało, przyczyną złego ulokowania kuli było ustawienie byka na „kulawy sztych”. Nie docenił go nasz kolega i kula mierzona na komorę za łopatką, trafiła w to miejsce pod sporym kątem.

Naruszyła trzy żebra, wchodząc pod łopatkę i uszkadzając przy okazji górną część płuca. Tak, to nawet doświadczonemu myśliwemu strzelającemu z wygodnej ambony na skutek braku dogłębnej analizy spowodowanej emocjami, pośpiechem i dynamiczną sytuacją, potrafi zdarzyć się niezbyt precyzyjny strzał.

Pewnie gdyby to była łania lub inny zwierz takie dalekie odejście byłoby dużo mniej prawdopodobne, ale jednak jeleń byk, szczególnie w okresie rykowiska, to nadzwyczaj odporny zwierz.

ZAPRASZAMY DO ZAKUPÓW

Galeria zdjęć

Więcej artykułów