WildMen

posso mescolare amoxicillina con il cibo €39.45
Fot. Shutterstock

Zlikwidować PZŁ

Czołem Panie Redaktorze! Widziałeś Pan! Znów rozgorzała dyskusja o zmianie naszego modelu łowiectwa – czytaj likwidacji związku i budowie „czegoś Innego”…

Dyskusja toczy się od 30 lat, ale uważam, że należy reagować na każdy jej przejaw, bo mąci w głowie wielu „młodym” myśliwym. Dlatego postanowiłem ją uporządkować i podzielić się z Tobą moimi przemyśleniami. Jeśli zechcesz podzielić się nimi z czytelnikami portalu „WildMen” to fajnie, jak nie są dla Ciebie…

Ostatnio poużywaliśmy sobie na władzach PZŁ. To prawda i ja i Ty jesteśmy wobec nich bardzo krytyczni. Cztery lata temu napisałem list otwarty do poprzedniej Naczelnej Rady Łowieckiej z propozycją odejścia, bowiem jej działania wzbudzały niezadowolenie części myśliwych . Było to po słynnej demonstracji na Wawelskiej, zorganizowanej w proteście przeciwko propozycjom zmian w Prawie Łowieckim.

Pisząc tamten list, pod którym podpisało się kilkaset koleżanek i kolegów z całej Polski zapomniałem o ludowej mądrości- „nie ma tego dobrego, co by na złe nie wyszło”. Jak porównuję tamtą NRŁ z tą to nie pozostaje mi nic innego niż posypać głowę popiołem i udać się do Canossy.

Tamta NRŁ nie była dobra, ale w porównaniu z obecnymi władzami przynajmniej wstydu sobie i nam nie przynosili… Ale mierne zdanie o zarządzających naszym związkiem, to dalibóg nie powód, żeby Polski Związek Łowiecki rozwalać i zmieniać nasz model łowiecki!

Trzy argumenty

Po tym wstępie przejdźmy do tematu właściwego. „Przeciwnicy” PZŁ używają głównie trzech argumentów:

-Trzeba sprywatyzować łowiectwo, bo koła prowadzą złą gospodarkę łowiecką, a jak obwody będą prywatne to będzie dobrze.

-Właściciele gruntów powinni mieć prawo do polowania na własnej ziemi i nikt inny nie ma prawa się po niej włóczyć.

-Łowiectwo nie może być dla wszystkich, bo to sprawa elitarna.

Pokłosiem takiego mylenia jest stwierdzenie:

Jeśli poluję na własnym gruncie to żaden związek łowiecki nie jest mi do niczego potrzebny, a jak uznam, że mi jest potrzebny to sobie założę własny lepszy!

Tym którzy tak twierdzą należy zadać tylko jedno pytanie: Francuzi, Angole, Hiszpanie, Niemcy polują na własnych bądź dzierżawionych prywatnie gruntach, a jednak utrzymują krajowe związki łowieckie i to silne związki. Czyżby byli głupsi od Polaków?

Mój ogląd sprawy Pawle, jest następujący. Bogaci, uważają się za elitę i uważają, że tylko oni mają brawo polować. Brutalne, ale taka jest prawda! Znasz wielu z tych, którzy postulują zmianę modelu. Czy są wśród nich mali i średni rolnicy, leśnicy, nauczyciele, urzędnicy, mali przedsiębiorcy? Nie zauważyłem!

Zmian domagają się ludzie, którym się powodzi ponadprzeciętne. Mam wrażenie, że w gruncie rzeczy gardzą takimi jak ja- zarabiającymi w okolicach średniej krajowej, wkładającymi w łowiectwo nie żywą gotówkę, ale pracę swoich rąk.

Jak zauważyłeś – jeden z nich nawet napisał: „bezdomni nie powinni polować”. Abstrahując od tego, że bezdomni rzeczywiście nie polują, ale widzisz ile w tym jest pogardy dla, jak to pisał Miłosz, zwykłego człowieka…

W tym samym duchu utrzymywane jest inne twierdzenie „Łowiectwo to hobby elitarne i nie powinno być dla każdego”. Tu się zgadzam. Łowiectwo powinno być elitarne, ale powinno być dla każdego, kto spełnia wyśrubowane normy etyczne, a nie finansowe.

Nie ma na to żadnych badań, ale dość powszechna jest opinia, że wielu nowobogackich nie spełnia norm etycznych takich jak sobie wyobrażamy, czyli nie są lepiej wychowani, oczytani i bardziej kulturalni. Powtarzam – nie ma na to żadnych badań, ale opinia pewnie nie wzięła się znikąd…

Zresztą obserwujemy swoje koła i sąsiadów. Często najbardziej wartościowe jednostki w kole to nie Ci z grubym portfelem, ale tzw. „warstwy uboższe”, więcej pracują, więcej wnoszą do łowiska są bardziej koleżeńscy. Z pewnością uogólniam, ale jak mawia Edek Fedko „cósik w tym to to musi być”.

Pochodną tego stwierdzenia jest to, co napisał ostatnio jeden z kolegów z Podlasia, zachwycony szwedzkim modelem łowiectwa. „Pojechaliśmy na 3 dni na polowanie do Szwecji i zapłaciliśmy 1000 euro i mogliśmy upolować aż 3 łosie”. Na zwróconą uwagę, że w polskim modelu łowiectwa nikt nie musi wykładać tysiąca euro, by polować przez cały rok odpowiedział: „Łowiectwo nie ma być tanie.”

A dlaczego nie, skoro w Polsce jest tanie! Ma być drogie, bo tak sobie umyśliła garstka kolegów z „bogatszych sfer”?

Tym pytaniem przeskakujemy do następnej tezy przeciwników naszego modelu: „Trzeba rozwiązać PZŁ, zmienić model, bo w innych krajach gospodarka łowiecka jest lepsza” Wprawdzie nigdzie nie mówią na czym ta „lepszość” polega…

Tymczasem dewizowcy zazdroszczą nam wielkich obwodów, gdzie zwierzyna żyje w naturalnych warunkach, a polowanie jest prawdziwą przygodą!

Jedynym argumentem jaki usłyszałem było to, że w Niemczech strzela się więcej sarny. Prawda. Ale czy ktoś z zwolenników „lepszości” był kiedyś na wystawie strzelonych kozłów, jakie co roku robi się w ichniejszych regionach?

Ja byłem! Zatem odpowiem anegdotą. Kiedy, prawie 30 lat temu, pojechałem po raz pierwszy do mojego przyjaciela Hansa Hermana do Assendorf pod Hamburgiem (a jest Hans Herman Schroeder myśliwym, który polował na trzech kontynentach i chyba we wszystkich krajach europejskich) to zaprosił mnie do swojego pokoju, a właściwie salonu myśliwskiego. Na potężnej ścianie wisiało dobrze ponad dwie setki parostków. Ale dziwnie poukładanych. Po lewej stronie same słabe, po prawej stronie mocne. Obie grupy przedzielone ozdobną listwą. Hans Herman popatrzył na ścianę i się uśmiechnął:

-Patrz, te z lewej to niemieckie, te z prawej strzeliłem w Polsce.

W tym miejscu muszę dopowiedzieć, że Hans Herman nie polował na wschodzie naszego kraju, tylko na zachodzie, gdzie kozły rzadko są imponujące…

W miniony roku siedząc na werandzie jego polskiego domku letniskowego w Kuligowie wdaliśmy się w dyskusję o łowiectwie. Hans, który już zdążył się „poduczyć” polskiego i jest na bieżąco z tym co się u nas dzieje, powiedział – tym swoim śmiesznym akcentem:

„Andrzej, Polska ma najlepsze łowiectwo w Europie i nie rozumiem czemu chcecie je zmieniać…

Myśliwskie ogródki

Kilka lat temu byłem w Westfalii. Gospodarz, którego nazwiska już nie pamiętam, chciał się pochwalić swoim łowiskiem i zaprosił mnie na objazd. Obwód liczył około 500 hektarów, dzierżawili go we trzech. Sami lekarze. Zajęło nam to trzy godziny, ale zaglądaliśmy w każdy kąt i zatrzymywaliśmy się u wszystkich gospodarzy…

Organizują tam jedno polowanie zbiorowe w roku – dwa mioty- dla około 10 przyjaciół. Najczęściej strzelają po dziku i kilkanaście zajęcy. W tamtym – westfalskim modelu- podobało mi się tylko jedno – tenuta łowiecka i część kwoty odszkodowań szła na koto funduszu sołeckiego, w związku z czym mieszkańcy wsi byli życzliwie nastawieni do myśliwych…

Kiedyś zadzwonił do mnie Polak mieszkający od lat we Francji i tam od lat polujący. Akurat przetaczała się fala dyskusji podobna do tej, którą dzisiaj prowadzimy. Pogadaliśmy telefonicznie:- „jak będę w Polsce to chętnie opowiem o różnicach. Jedno już mogę powiedzieć- francuskie łowiectwo nie umywa się do polskiego”.

Niestety, nigdy się nie spotkaliśmy, ale to zdanie zapamiętałem – nie umywa się do polskiego.

Oborowe łowiectwo

Podobne zdanie ma Zdenek Ther, jeden z najbardziej znanych myśliwych w Czechach i w Polsce. Zdenek dzierżawi obwód w północnych Czechach, ale mimo to jest członkiem polskiego koła i przyjeżdża do nas na polowania, co najmniej sześć razy w roku. Dlaczego? Bo jego obwód – nie „obora” – ma około 500 hektarów i strzelenie dzika jest problemem, a jedyne czego nie brakuje to muflony, które Zdenek sam sobie hoduje w zagrodzie.

Mam wrażenie, że zwolennicy likwidacji PZŁ i zmiany modelu zachowują się jak… Polacy. Cóż tego, że wszyscy dookoła pozytywnie oceniają nasze łowiectwo, my wiemy lepiej i chętnie go rozpieprzymy.

Prosty argument – dlaczego zachodni myśliwi tak chętnie polują w Polsce? Bo jest tanio i mamy dużo zwierzyny. Wygląda na to, że część z nas chce, by było drogo i skromnie!

Ponieważ nasi „bogacze” wiedzą, że po prywatyzacji łowiectwa większości polskich myśliwych nie będzie stać na dzierżawę obwodu postulują, by je zmniejszyć – tak jak w Niemczech, czy Czechach.

Będą mniejsze, to będzie Was stać – usłyszałem kiedyś od jednego takiego, co to blazery ma trzy, a za prace w łowisku woli płacić. No teoretycznie na małe obwody byłoby stać większą część myśliwych, ale… czy chodzi o to żeby były małe?

Przecież właśnie tym czego nam dewizowcy zazdroszczą w każdej rozmowie, to właśnie wielkie obwody, gdzie zwierzyna żyje w naturalnych warunkach, a polowanie jest prawdziwą przygodą!

Dobre praktyki

Zresztą… właśnie nadarza się okazja, by sprawdzić jak też zwolennicy nowego modelu sprawdzą się w praktyce. Oto w tym roku kilka kół zrezygnowało z obwodów. Kilka z nich jest nadal wolnych, ja wiem, co najmniej o dwóch, które wydzierżawili myśliwi z Warszawy. Zawiązali nowe koła i wydzierżawili. Jeden obwód w Lubuskiem pod Lubskiem, drugi w Zachodniopomorskim koło Barlinka.

Ciekaw jestem jak uda się ten eksperyment i proszę kolegów tamtych stron o info jak to funkcjonuje i za jakie pieniądze.

Czy nie należy brać przykładu z niektórych rozwiązań stosowanych w innych krajach? Jak najbardziej, ale czym innym jest wdrażanie „dobrych praktyk”, a czym innym chęć rozpirzenia tego, co mamy i dobrze funkcjonuje.

I tak wracamy do kwestii naszego związku. Wielu, bardzo wielu naszych kolegów ma bardzo krytyczne zdanie o PZŁ, wielu bardzo wielu pyta: do czego jest mi potrzebny ten związek?

Gospodarujemy sobie w kole i wystarczy. Sami sobie załatwiamy sprawy z nadleśnictwem, starostwem, rolnikami. Z faktu płacenia na związek składki nie mamy żadnej korzyści.

Brak jedności

Pozornie mają rację. Bowiem związek, który nie broni interesów myśliwych, nie jest im do niczego nie potrzebny. Rzeczywiście – nie od dzisiaj tak to wygląda. Rozumiem, że nie zawsze da się wywalczyć swoje postulaty…

Nawet w Anglii, gdzie związek jest silny… Myśliwi przegrali bój o rzecz najbardziej angielską z angielskich – polowania konne na lisy. I to jest dobry przykład, by pokazać różnicę miedzy nimi, a nami.

Kiedy pojawił się projekt niekorzystny dla myśliwych ichniejszy związek zorganizował protesty. Myśliwi wprawdzie przegrali, ale mieli poczucie – jedności. Wiedzieli, że nie są w swoim oburzeniu sami. U nas kiedy pojawiły się propozycje niekorzystnych zmian związek ograniczył się do wyrażania stanowiska i nie starał się nas w jakikolwiek sposób zaangażować w tę walkę.

I to jest grzech PZŁ. Często wracam i będę się powoływał na manifestację myśliwych, która odbyła się pod gmachem ministerstwa na Wawelskiej… Wtedy kiedy pojawił się projekt nowelizacji zakazujący m.in. polowań z dziećmi. Była to największa manifestacja łowieckiej braci w dziejach. Ilu nas było – tysiąc? Na 100 tysięcy myśliwych!

Zaświeci słońce

Polski Związek Łowiecki jest dziś słabiutki. Zawłaszczony przez jedną partię, z fatalnym kierownictwem, z wieloma królikami wyciągniętymi z kapelusza jako łowczymi okręgowymi, nie odpowiadający na zapotrzebowanie myśliwych, ale ciągle jeszcze – wprawdzie bardziej jako popychadło niż partner – siedzimy przy stole, gdzie zapadają decyzje.

Teraz wyobraźmy sobie, że go nie ma i nikt już nie wydaje nawet najcieńszego pisku w obronie naszego środowiska? Rozjechaliby nas jak Rudy Niemców pod Studziankami…

Musimy walczyć na trzech frontach – o sprawy naszego środowiska na zewnątrz, o dobry związek wewnątrz i niestety z piątą kolumną wśród nas. Ale jestem optymistą- i na naszej ulicy zaświeci słońce!

Warunek, od którego trzeba zacząć – w zbliżających się wyborach dobrze myśleć nad tym kogo wybierzemy do zarządów kół, na okręgowe zjazdy i do NRŁ. Czy fajnych kumpli, czy tych, którym model łowiectwa, nasz związek i jego samorządność leżą na sercu. Fajnych kumpli, czy fajterów, a to nie zawsze idzie w parze!

Drodzy czytelnicy! Z Andrzejem Brachmańskim znamy się od wielu lat i mamy podobne poglądy na temat łowiectwa. Z wielką przyjemnością opublikowałem jego list, ale chciałbym dopowiedzieć kilka zdań…

ZAPRASZAMY DO ZAKUPÓW

Galeria zdjęć

Więcej artykułów