WildMen

PRZYPINKI DLA LUDZI NATURY

Fundusze pozyskane ze sprzedaży wspierają nasze projekty związane z ochroną przyrody i ratowaniem zagrożonych gatunków!

Musimy zbudować fortecę

Wywiad z dyrektorem generalnym CIC Tamásem Marghescu na temat zagrożeń i przyszłości łowiectwa.

CIC w świadomości wielu myśliwych jest formułą obliczania punktów medalowych trofeów. Tymczasem Międzynarodowa Rada Ochrony Zwierzyny i Dzikiej Przyrody jest niezależnym i jednym z najważniejszych organów doradczych, którego celem jest ochrona dzikiej zwierzyny łownej i polowań. W jaki sposób CIC chce docierać z tą informacją do Europejczyków, którzy między innymi domagają się zakazania przywozu trofeów?

CIC zakładały wielkie osobowości w 1913 roku w Paryżu. Celem tej organizacji nigdy nie było reprezentowanie myśliwych, a łowiectwa, to zasadnicza różnica. Środowisko myśliwych reprezentują krajowe organizacje, które niekiedy „zwalniają”. W takich sytuacjach nasze struktury mogą działać bardzo szybko i bronią łowiectwa na forum międzynarodowym.

Przykład zakazu importu trofeów jest świeży. Dotyczy Wielkiej Brytanii i Belgii. Doskonale pasuje, aby pokazać jak działamy i kiedy możemy pomóc. W przypadku Anglii, gdzie ma wejść w życie prawo zakazujące importu trofeów nasza organizacja nie mogła podjąć oficjalnych działań, z powodów których nie chciałbym tutaj poruszać.

Mimo wszystko CIC dostarczała argumentów w tej debacie, ale nasze działania były zakulisowe. Generalnie patrząc w przeszłość uważamy, że dużo większy skutek mają nieformalne spotkania niż głośne pokrzykiwania. W tym konkretnym przypadku zadbaliśmy o to, aby nasi afrykańscy partnerzy zabrali głos w tej debacie. Ich zdanie wybrzmiewa nieporównywalnie mocniej!

Konkretne przykłady utraty miejsc pracy jakie generują polowania w Afryce, ale również pokazanie negatywnych konsekwencji, czyli utraty siedlisk, a co za tym idzie bioróżnorodności robi wstrząsające wrażenie. Zyskaliśmy wielu sprzymierzeńców, którzy dzisiaj wprost mówią o neokolonializmie.

W przypadku Belgii – gdzie również wprowadzono zakaz importu trofeów – dowiedzieliśmy się o tym fakcie na trzy dni przed głosowaniem. Zrobiliśmy wszystko, co się dało, ale było za późno! W takich przypadkach współpraca organizacji krajowych i międzynarodowych ma kluczowe znaczenie.

To samo się wydarzyło w Polsce w 2018 roku. Nowe prawo było procedowane w ekspresowym tempie, nikt nie przewidział tak negatywnego dla myśliwych zwrotu obozu rządzącego.

Dzieci nie mogą uczestniczyć w polowaniach, jest problem ze szkoleniem psów i sokołów, ale to, że ojciec nie może zabrać syna lub córki na polowanie to katastrofa i bardzo zły przykład dla władz innych Państw. Od tamtego czasu Polska jest przykładem dla organizacji „ekologicznych” z całego świata. Skoro udało się zakazać polowań w obecności dzieci w Polsce, dlaczego by nie zrobić tego w innych krajach…

Takiego czarnego scenariusza nie wymyśliliby nawet przeciwnicy łowiectwa. Choć nie mam pewności, czy tutaj też nie wrzucili swojego kamyczka. Za większością ataków na łowiectwo stoją wszystkim znane wielkie organizacje, których nie chcę ze zrozumiałych względów wymieniać…

Środowiska antyłowieckie są skonsolidowane i mają opracowaną strategię walki z myśliwymi. Działają perfekcyjnie, a my w żaden sposób nie umiemy się zmobilizować do działania. Jaka jest tego przyczyna?

Myśliwy zawsze byli i są nadal wielkimi indywidualistami. Lubią razem polować, ale jeśli postawimy pięciu myśliwych to będziemy mieć dziesięć poglądów. Niesamowicie ciężko jest nas zjednoczyć. Nasi liderzy pracują w małych królestwach i nie mają ogólnego obrazu, a to jest podstawa współpracy.

Rolą CIC nie jest stać na czele i trzymać sztandar. My rozwiązujemy problemy. Istnieje ryzyko, że zwykły myśliwy nas nie zna i tkwi w mylnym przekonaniu, że zajmujemy się wyceną trofeów. Dużo łatwiej jest oceniać organizację poprzez rzeczy które się wydarzyły, a nie rzeczy którym udało się zapobiec.

Nasza pozycja jest silna. CIC ma status obserwatora w ONZ, jesteśmy stroną w Konwencji Waszyngtońskiej, RAMSAR . Tak naprawdę wszystkich konwencji związanych z ochroną przyrody. Realnie uczestniczymy w podejmowaniu decyzji. Inne organizacje łowieckie z którymi współpracujemy takie jak FACE, czy SCI też tam są, ale jako organizacje pozarządowe, które mają ograniczone prawa głosu. My kiedy chcemy mówić, to trzeba nas wysłuchać. To wielka różnica!

CIC wspiera ochronę dzikiej przyrody i propaguje zrównoważone użytkowanie, ale przygotowując się do wywiadu widziałem, że osobiście pan dyrektor bardzo mocno angażuje się w pomoc humanitarną…

Od 6 marca na granicy węgiersko-ukraińskiej każdego dnia myśliwi gotują gorące posiłki dla uchodźców. Z całą moją rodziną pojechałem tam na trzy tygodnie. Gotowaliśmy i wydawaliśmy posiłki. Uważam że jako myśliwi powinniśmy dawać dobry przykład. Robimy to – ponieważ tak trzeba.

Warto w tym miejscu powiedzieć, że nigdy wcześniej nie mieliśmy jako myśliwi tak dobrego odbioru jak podczas tej akcji. Wywiady i zdjęcia obiegły cały świat. Problemem naszego środowiska jest to, że robimy wiele naprawdę dobrych rzeczy, tylko nie potrafimy się z nimi przebić do szerszego grona odbiorców.

Łowiectwo na Węgrzech jest pozytywnie oceniane przez społeczeństwo?

To zawsze jest zależne od tego jak zachowują się myśliwi. Na Węgrzech tak jak w Polsce na wsi jesteśmy częścią tej społeczności i mamy akceptację. Problem jest w dużych miastach, gdzie mieszkańcy nie rozumieją łowiectwa. Znika w ich umysłach skąd się bierze pięknie opakowany kawałek kurczaka w supermarkecie.

Odejście od natury – Amerykanie mówią o chorobie, którą nazwali „niedobór natury” – jest problemem społecznym, dlatego na Węgrzech powstał pomysł, aby zrównoważone łowiectwo włączyć w centralny plan edukacji i przekazywać tą ceną wiedzę dzieciom i młodzieży.

Musimy pamiętać, że łowiectwo i polowanie będzie akceptowane tylko wtedy, gdy zbudujemy wystarczająco duże przymierze z różnymi grupami. Wewnątrz możemy się różnić, ale na zewnątrz musimy być fortecą!

Nie możemy zamykać się we własnym gronie, dziś nie walczymy tylko o łowiectwo, a o całą szeroko rozumianą wieś. To znacząca różnica!

Jeśli chcemy przetrwać jako myśliwi musimy sobie poradzić z tymi, którzy z nami walczą. Używać wszystkich narzędzi komunikacji i przyciągać jak najwięcej młodzieży. Przekonać ich, że polowanie jest naturalną częścią życia człowieka. Zabijamy zwierzęta i to zabija nasze argumenty, bo to są bardzo emocjonalne sprawy. Nie wygramy z tymi emocjami, dlatego świadomość społeczeństwa musimy budować od podstaw.

Na koniec najważniejsze przesłanie. Myśliwi muszą pamiętać, że politycy zawsze idą za linią tych, którzy są lepsi w komunikacji!

Bardzo dziękuję, że pan dyrektor poświęcił mi tak dużo czasu podczas konferencji jaką zorganizowała FACE w Warszawie. To bez wątpienia była jedna z najbardziej interesujących rozmów na temat łowiectwa jaką miałem przyjemność prowadzić!

ZAPRASZAMY DO ZAKUPÓW

Galeria zdjęć

Więcej artykułów