WildMen

Fot John Rigby & Co.

Łowca ludojadów

Jim Corbett był jednym z najsłynniejszych myśliwych w historii. Polował na lamparty i tygrysy, które atakowały ludzi.
Reklama

Jim Corbett urodził się w Indiach. Jego rodzice pochodzili z Anglii i Irlandii. Od najmłodszych lat fascynował się dziką przyrodą. Pracował na kolei i był myśliwym. Ścigając niebezpieczną zwierzynę wolał polować samotnie. W tych łowach towarzyszył mu często springer spaniel Robin.

Reklama

Widząc jak ludojady terroryzują miejscową ludność postanowił je eliminować. Zastrzelił kilka lampartów i tygrysów, które w sumie zabiły 1200 ludzi.

„Są takie wydarzenia w życiu, które, nieważne jak odległe, nigdy nie znikają z pamięci.” Jim Corbett

Pierwszym zastrzelonym przez niego ludojadem, był tygrys Champawat, który zabił 436 osób. Na swoim koncie miał również, co najmniej dwa lamparty. Pierwszego zastrzelił w 1910 roku. Zabił 400 osób, a drugiego w 1926 roku, który przez ponad osiem lat terroryzował pielgrzymów udających się do hinduskich świątyń – 126 zgonów.

Reklama

Przybywał tam, gdzie innym myśliwym się nie powiodło. Nie pobierał opłat za swoje usługi. Poszukując ludożerców pokonywał duże odległości w trudnych warunkach, z niewielkim dobytkiem i ograniczonym wyposażeniem.

„Ci, którzy nigdy nie widzieli lamparta w jego naturalnym otoczeniu, nie mogą mieć pojęcia o wdzięku ruchu i pięknie ubarwienia tego najwspanialszego i najpiękniejszego ze wszystkich zwierząt w indyjskich dżunglach.” Jim Corbett

Polowanie na tygrysy ludojady jest prawdziwym wyzwaniem. Tak oto opisał swoje pierwsze doświadczenia Jim Corbett: „Spędziłem wiele nocy w dżungli, szukając zwierzyny, ale to był pierwszy raz, kiedy spędziłem noc na poszukiwaniu ludojada. Droga bezpośrednio przede mną była doskonale oświetlona przez księżyc, ale po prawej i lewej stronie zwisające drzewa rzucały ciemne cienie, a kiedy nocny wiatr poruszył gałęziami i cienie się poruszyły, zobaczyłem tuzin tygrysów zbliżających się do mnie. i gorzko żałowałem impulsu, który skłonił mnie do zdawania się na łaskę pożeracza ludzi. Brakowało mi odwagi, by wrócić do wioski i przyznać, że jestem zbyt przerażony, by wykonać narzucone sobie zadanie. Szczękając zębami, zarówno ze strachu, jak i z zimna, przesiedziałem długą noc. Gdy szary świt rozświetlał śnieżne pasmo, ja oparłem głowę na podciągniętych kolanach i właśnie w tej pozycji moi ludzie po godzinie zastali mnie pogrążonego w głębokim śnie; tygrysa ani nie słyszałem, ani nie widziałem”.

Reklama

Historia prezentu

W dowód uznania wicegubernator podarował mu cenny prezent. Był nim sztucer brytyjskiej firmy Rigby w kalibrze .275 (7 × 57). Broń miała srebrną tabliczkę z wygrawerowanym napisem: „Prezent dla pana JG Corbetta od Sir JP Hewett KCSI wicegubernatora Zjednoczonych Prowincji w uznaniu za zabicie tygrysicy ludożercy w Champawat w 1907 roku”.

Pamiątkowa plakieta na sztucerze Jima Corbetta

Sztucer pojawia się w wielu ekscytujących opowieściach Jima Corbetta. Wśród nich jest historia tygrysicy Talli Des. Podobnie jak wiele innych ludojadów miała ranę, która uniemożliwiała jej polowanie na naturalną zdobycz.

Reklama

Powodem były kolce jeżozwierza, które są niemożliwe do usunięcia. Tygrysica Talla Des przez osiem lat prześladowała ludzi. Przypisano jej w sumie 150 ofiar. Corbett wyruszył na polowanie 4 kwietnia 1929 roku. Dotarcie do wioski Talla Kote zajęło mu kilka dni. Rozpoczął poszukiwania w towarzystwie syna kobiety, którą zjadła tygrysica.

Już pierwszego dnia znalazł dwa śpiące tygrysy na polanie. Pierwszego zastrzelił podczas snu. Nie mógł odróżnić młodego od matki, z odległości 120 metrów. Drugi, słysząc strzał, wbiegł na wzgórze i też został trafiony. W swojej książce napisał: „młode umarły za grzechy swojej matki. Były łatwe, ale polowanie dopiero się zaczęło.”

Dwa młode tygrysy przed namiotem Jima Corbetta

Strzały wypędziły matkę z miejsca, w którym odpoczywała, ale była na 200 metrów i biegła. Corbett strzelił. „Nigdy nie widziałem, aby zwierzę padło tak przekonująco martwe, jak ta tygrysica.” Wydarzenia miały jednak pokazać, że strzał nie był śmiertelny…

Idąc do bestii Corbett zobaczył jak powoli się wspinała, była ranna, ale dystans do niej wynosił 360 metrów. Tym razem spudłował. Mógł tylko patrzeć, jak tygrysica kulejąc znika z pola widzenia.

Corbett znalazł farbę, ale zbliżała się noc i nie było wystarczająco dużo światła…

Przed swoim domem z matką i siostrą oraz spanielami (biało- czarny to Robin)

Tygrys w paprociach

Po kolejnych dwóch dniach żmudnego i niebezpiecznego tropienia rannej tygrysicy Corbett znalazł ją, gdy odpoczywała, ale nie miał czystego strzału. Nie miał szczęścia i cierpiał. Miał ropień w uchu. Lewe oko było tak spuchnięte, że nic nie widział.

Był zdeterminowany, ale postanowił odpocząć. Wspiął się na dąb i wtedy ropień pękł. Przez noc zregenerował siły i bladym świtem ruszył dalej. Odnalazł ranną tygrysicę. Strzelał z 60 metrów, ale jego kula nie trafiła w żadne ważne narządy. Po strzale skoczyła i zniknęła.

Znalazł ją – gotową rzucić się na niego – wśród sięgających do pasa paproci, ale zdążył strzelić zanim ruszyła do ataku: „Moja pierwsza kula przeszła przez nią od końca do końca, a druga złamała jej kark” – pisał w swoich wspomnieniach. Wyraźne paski w kształcie litery Y po obu stronach jej głowy były niepowtarzalne.

Tygrysica Talla Des przez osiem lat prześladowała ludzi. Tym razem Corbett wyruszył na polowanie w towarzystwie syna kobiety, którą zjadła tygrysica

Ochroniarz Elżbiety

Po 1947 roku Corbett i jego siostra Maggie przeszli na emeryturę i byli zmuszeni wyemigrować do Kenii. Jim nadal pisał swoje kolejne książki i bił na alarm o malejącej liczbie dzikich kotów i ratowaniu innych dzikich zwierząt.

Jim Corbett miał okazję pełnić zaszczytną funkcję ochroniarza. W chacie zbudowanej na gałęziach gigantycznego fikusa opiekował się księżniczką Elżbietą, kiedy przebywała tam w dniach 5-6 lutego 1952 r. Tej tej nocy zmarł jej ojciec król Jerzy VI.

Corbett napisał w hotelowym rejestrze gości: „Po raz pierwszy w historii świata młoda dziewczyna wspięła się pewnego dnia na drzewo jako Księżniczka. Opisała to jako swoje najbardziej ekscytujące przeżycie, a następnego dnia zeszła z drzewa jako Królowa — niech Bóg ją błogosławi.”

W 1947 roku Corbett przeszedł na emeryturę i wyemigrował do Kenii

Unikatowy sztucer

Corbett zmarł na atak serca kilka dni po ukończeniu swojej szóstej książki, które zostały przetłumaczone na 27 języków. Został pochowany w anglikańskim kościele św. Piotra w Nyeri.

Park Narodowy w Uttarakhand w Indiach został przemianowany na jego cześć w 1957 roku. Odegrał on kluczową rolę w ustanowieniu tego obszaru chronionego w latach trzydziestych XX wieku.

Jim Corbett swój sztucer przekazał wydawnictwu Oxford University Press. Po wielu perypetiach broń trafiła do producenta. John Rigby & Co. wystawia go w swoim salonie w Londynie.

„Czas spędzony w dżungli dawał mi niezmącone szczęście, którym teraz chętnie się podzielę. Wierzę, że moje szczęście wynikało z faktu, że wszystkie zwierzęta są szczęśliwe w swoim naturalnym otoczeniu. W naturze nie ma smutku ani narzekania. Ptak ze stada lub zwierzę ze stada zostaje porwany przez jastrzębia lub mięsożercę, a ci, którzy pozostali, cieszą się, że ich czas nie nadszedł dzisiaj i nie myślą o jutrze.” Jim Corbett

Siedem lat temu w hołdzie dla wielkiego myśliwego Rigby wykonany unikalny sztucer, który był główną atrakcją aukcji na kongresie Safari Club International (SCI).

Pamiątkowy Jim Corbett .275 zbudowany przez John Rigby & Co. został sprzedany na aukcji podczas konwencji SCI w 2017 roku. Rzadkie karabiny są częstym widokiem na zgromadzeniu SCI, ale ten sztucer był szczególny….

Fot. John Rigby & Co

Został zbudowany zgodnie z tymi samymi specyfikacjami, co oryginalny Rigby Corbetta, Metalowe części zostały ozdobione grawerunkami, które przedstawiają polowanie na tygrysa. Broń została wyceniona na 150 000 USD, ale najwyższa oferta wszystkich zaskoczyła…

Fot. John Rigby & Co

Odwiedzający wystawę mogli przez cały weekend podziwiać broń. Sztucer sprzedano za 250 000 dolarów! Ta oszałamiająca kwota została przeznaczona na projekty ochrony przyrody, które prowadzi i finansuje SCI.

Fot. John Rigby & Co

„Ta niesamowita hojność ze strony Rigby’ego i członków SCI pokazuje, że jesteśmy wiodącą organizacją, jeśli chodzi o zbieranie funduszy na rzecz ochrony łowiectwa.” – powiedział prezes SCI Larry Higgins.

https://www.youtube.com/watch?v=Nr7SwUVqRYE
Reklama

ZAPRASZAMY DO ZAKUPÓW

Galeria zdjęć

Więcej artykułów