Fot. Rafał Łapiński
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on tumblr
Share on email
Share on print

Zarazę niszczymy w zarodku

Sześć lat walczymy z afrykańskim pomorem świń. Zdobyliśmy mnóstwo doświadczeń i jednego możemy nauczyć naszych zachodnich sąsiadów. Jak szybko roznieść wirusa ASF po całym kraju i zrzucić winę na myśliwych!

Pierwszego martwego dzika, u którego stwierdzono afrykańską zarazę znaleźliśmy w lutym 2014 roku. Zabójczy wirus przybył do nas z Białorusi. Wszyscy pamiętamy chaos, który tak naprawdę trwa nieprzerwanie do dnia dzisiejszego.

Z perspektywy sześciu lat doskonale wiemy, gdzie nasze władze popełniły największe błędy, ale… Kolejni ministrowie rolnictwa nie mają sobie nic do zarzucenia. Całą winę przerzucają na Polski Związek Łowiecki i myśliwych.

Między innymi pod pretekstem walki z ASF potrzebne było zwiększenie nadzoru. Politycy „zjednoczonej prawicy” zabrali nam samorządność, a teraz powołują swoich partyjnych kolegów na eksponowane stanowiska w naszej strukturze.

PZŁ – partyjne zaplecze

Komisarze, którzy nie mają żadnej wiedzy, doświadczenia i są osobami kontrowersyjnymi – dostają astronomiczne wynagrodzenia z naszych składek. Nikogo nie powinno dziwić, że ASF nie jest dla nich priorytetem. Mają wymienić pracowników i budować partyjne zaplecze dla swoich macierzystych organizacji.

W efekcie afrykański pomór spokojnie się rozprzestrzenia i już niedługo będzie we wszystkich województwach. Corona wirus trochę go przykrył, ale nowe ogniska i przypadki na Podkarpaciu ukazują kompletną bezradność polityków. Tracą wizerunkowo, ale zbytnio się tym nie przejmują. Od samego początku mają idealnego kozła ofiarnego.

Reklama

Na myśliwych z jednej strony „psy wieszają” rozgoryczeni rolnicy, a z drugiej aktywiści organizacji antyłowieckich, którzy sprytnie wykorzystują sytuację. We wszystkich mediach przedstawiają nasze środowisko jako bezdusznych egzekutorów – odpowiedzialnych za masakrę dzików.

Wczoraj potwierdzono pierwszy przypadek ASF w Brandenburgii – szczegóły TUTAJ. W tym kontekście warto przedstawić jak działały niemieckie służby w ostatnich miesiącach i pierwszych godzinach po wykryciu wirusa u martwego dzika.

Niemiecka organizacja

Bez wątpienia nasi zachodni sąsiedzi mieli dużo czasu, aby właściwie przygotować się do zwalczania ASF. Jak widać doskonale go wykorzystali!

Jednocześnie redukowali populację dzików i przygotowywali służby weterynaryjne oraz administrację zarówno państwową jak i samorządową. Kiedy 15 stycznia 2020 roku stwierdzono pierwszy przypadek ASF w województwie Lubuskim – Niemcy ruszyli całą machinę. W ciągu kilku dni zapadły decyzję o grodzeniu granicy i rozpoczęły się ćwiczenia!

Tak! Praktyczni Niemcy postanowili przetestować w praktyce swój system zwalczania afrykańskiego pomoru świń. W naszym kraju cały czas go tworzymy, więc szczegóły niemieckiej strategii mogą być szokujące nawet dla myśliwych.

Patrząc z perspektywy naszego kraju trudno w to uwierzyć, ale tam w każdym powiecie od dawna jest specjalny magazyn, w którym zgromadzono przenośne płoty, środki odkażające, skafandry i chłodnie, a wiosną… Zorganizowano pierwsze symulowane akcje poszukiwania martwych dzików.

W trakcie ćwiczeń specjalnym sztabem zarządzały służby weterynaryjne. To oni mają kierować myśliwymi i leśnikami. W skład niemieckich zespołów poszukiwawczych wchodzą psy myśliwskie oraz drony.

Specjalistyczne drony za 250 tysięcy euro, które przesyłają na żywo obraz na duży monitor umiejscowiony w busie. Są wyposażone w kamery o wysokiej rozdzielczości, oraz termowizję, która może „prześwietlać” każdy las i zakrzaczenie.

Pełen profesjonalizm

Ćwiczenia były bardzo realistyczne. W przeszukiwanych lasach ukryto martwe dziki. Kiedy zintegrowane zespoły wyszukiwania znalazły dzika przez radio miały powiadomić weterynarzy i zaznaczyć w specjalnej aplikacji jego współrzędne.

W tym momencie do akcji ruszały ekipy weterynarzy, aby szybko odnalazły dzika miejsce było otoczone czerwono-białą taśmą. Nikt nie podchodził do dzika, aby nie roznosić wirusa. Dezynfekcją terenu i zabraniem martwej tuszy zajmowali się specjaliści!

Z informacji jakie upowszechniały niemieckie portale wynika, że pierwszy chory dzik był w fazie rozkładu. Nikt jednak nie czekał na potwierdzenie choroby. Teren w promieniu czterech kilometrów został otoczony płotem!

Na zapowietrzonym terenie od razu wprowadzono zakaz polowania, ale również został znacząco ograniczony ruch. Trudno w to uwierzyć, ale rolnikom też zakazano użytkowania gruntów!

Z informacji jakie uzyskaliśmy od naszych niemieckich kolegów dowiadujemy się, że już wkroczyły do akcji zespoły poszukiwawcze i drony. Każdy kolejny martwy dzik będzie oznaczał nowe ogrodzenie i zwiększenie obszaru poszukiwania.

Takie działanie ma odizolować poszczególne przypadki, a tym samym zapobiec dalszemu rozprzestrzenianiu się zarazy. W teorii to bardzo proste. W praktyce w naszym kraju stawianie płotów szło – pomimo zapewnień ministra – ociężale i w efekcie nic dało.

Panie ministrze Ardanowski tak zwalcza się afrykański pomór świń!

Niestety duma nie pozwala czerpać ze sprawdzonych wzorców. Wszystko wiedzący resort opowiada o wybudowaniu 100 kilometrów płotu – pomiędzy województwem świętokrzyskim, a podkarpackim.

Z długiej historii zwalczania ASF w naszym kraju doskonale pamiętamy, że to akt rozpaczliwego szukania ratunku w ostatnich dniach urzędowania dla kolejnych ministrów rolnictwa.

Galeria zdjęć

Więcej artykułów