PREZENTY DLA LUDZI NATURY

Fundusze pozyskane ze sprzedaży wspierają nasze projekty związane z ochroną przyrody i ratowaniem zagrożonych gatunków!

Fot Shutterstock
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on tumblr
Share on email
Share on print

Prawidła do kosza

Komisja strzelecka Naczelnej Rady Łowieckiej forsuje wyrzucenie „zająca”. Nikogo nie interesują koszty nowych „atrakcji” dla czterystu strzelców oraz skutki nowelizacji prawideł strzeleckich.

Intelektualny marazm jaki panuje w naszym związku nie tylko nie pozwala odpowiedzieć – czym powinny być prawidła strzelań myśliwskich, ale również rozpocząć dyskusji o upowszechnianiu i roli strzelectwa w promocji łowiectwa. Ewentualne zmiany skutecznie pacyfikują sami strzelcy.

Nikogo ze środowiska strzeleckiego nie zaskoczyło, że na „świątecznym” posiedzeniu Naczelnej Rady Łowieckiej pojawił się projekt „nowych” prawideł. Większość zainteresowanych było przekonanych, że jednogłośnie zostaną przegłosowane, ale zdarzył się cud. Rada „rozgadała” się na inne „ważne” tematy i brakło czasu na strzelectwo.

Niewielu pamięta, że to drugie podejście komisji strzeleckiej, która forsuje „zmiany”. Pierwszy raz namówili łowczego krajowego, żeby temat załatwić uchwałą ZG PZŁ. Niestety zapomniano w pośpiechu przeczytać nowego statutu, w którym akurat „prawidła” – to wyłączna kompetencja NRŁ. Zrobił się szum i rada uchyliła bezprawną uchwałę łowczego – a zarazem strzelca – Alberta Kołodziejskiego!

Sportowiec z dubeltówką

Moim skromnym zdaniem zrzeszenie, które liczy sobie prawie 100 lat powinno mieć dobrze uregulowane wszystkie aspekty swojej działalności. Niestety rzeczywistość wygląda całkowicie inaczej.

Polski Związek Łowiecki – co jest bardzo dobre – daje szeroką możliwość rozwoju swoich zainteresowań. „Coś” znajdzie dla siebie kynolog, kucharz, etymolog, etyk a nawet sportowiec…

Sportowiec? No dobra… Strzelec i użytkownik strzelnic.

Niewątpliwie każdy z wyżej wymienionych potrzebuje „w swojej dziedzinie” jasnych regulacji, które będą możliwe do zastosowania dla jak najszerszej rzeszy członków naszego związku. Czym zatem powinny być prawidła strzeleckie?

Jako zawodnik i zwykły członek PZŁ spodziewam się – bo wymagać nie mogę – że prawidła opiszą ogólne ramy. Będą czymś w rodzaju „konstytucji”, która z jednej strony będzie zachęcać do uprawiania strzelectwa, a z drugiej określi podstawowe prawa i obowiązki strzelca.

Niestety mamy wielowymiarowe problemy z Konstytucją RP, a jako strzelcy i członkowie Polskiego Związku Łowieckiego również z prawidłami.

Błędne założenia

Pewnie niewielu pamięta jaki był największy problem przy pisaniu ustawy zasadniczej? Czy to były podstawy ustroju społeczno-gospodarczego państwa? Nie! Problemy z ustaleniem kompetencji i sposobu powoływania najważniejszych organów państwowych? Nie! Największy spór toczył się o preambułę!

Teraz pewnie wielu pomyśli, co ma wspólnego preambuła Konstytucji RP do prawideł strzeleckich. Moim zdaniem ma, ponieważ tutaj też problem tkwi w pierwszym zdaniu. „Na strzelnicach Polskiego Związku Łowieckiego prowadzi się strzelania, odpowiadające sposobom polowania na podstawowe gatunki zwierzyny łownej”.

Moim zdaniem to całkowicie błędne założenie i jestem pewien, że autorzy kolejnych wersji bezwiednie powielają błąd swoich poprzedników.

Na strzelnicy nie polujemy!

Zacznę od praktyki, bo to chyba łatwiejsze i zrozumiałe dla każdego myśliwego. Autorom zacytowanej „preambuły” kiedyś w dawnych czasach prawdopodobnie wszystko się pomieszało.

Ciekawy jestem – komu dziki w lesie paradowały prostopadle z lewej na prawo lub z prawej na lewo pokonując odcinek 9.86 metra w czasie pomiędzy 2,4 a 2,6 sekundy? Pewnie nikomu!

A kto miał okazję strzelać dubleta do kaczek, bażantów, czy kuropatw, ale tak, żeby trajektoria przelotu krzyżowała się na wysokości około 4,5 metra (z tolerancja 0,5 metra), a ptaki dolatywały na odległość mierzoną horyzontalnie nie bliżej jak 60 metrów i nie dalej jak 65 metrów od startu? Poznamy takich szczęśliwców?

Czterdzieści lat poluję, ale jeszcze nie miałem akcji z „krzyżującymi” się ptakami jeden w lewo drugi w prawo.

Niedorzeczności naszych prawideł można przytoczyć dużo więcej. Szczególnie w stosunku do osi praktycznej, ale nie chcę zanudzać czytelników, bo nieuchronnie zmierzamy do obalenia błędu jaki czai się w założeniach, a który stoi za bazową tezą.

Będę brutalny, ale musimy sobie powiedzieć raz na zawsze, że na strzelnicach NIE POLUJEMY, nie podchodzimy, nie tropimy… Po prostu nie!

Strzelnice zgodnie z definicja ustawową to obiekty sportowe i członkowie PZŁ uprawiają tam sport tak jak każdy inny użytkownik. Zdaje sobie sprawę z tego, że wprowadzam w zakłopotanie wszystkich członków szacownej komisji strzeleckiej próbując obalić ich kredo, ale niestety ich poglądy nigdy się nie broniły!

Aby nie było wątpliwości, nie twierdzę, że strzelnica nie jest potrzebna myśliwym, wprost przeciwnie, na strzelnicy nauczyłem się obycia z bronią, zasad bezpieczeństwa, obsługi broni, ale polować nauczyłem się jak każdy myśliwy w łowisku!

Pobyt w jednym i w drugim miejscu dały mi ogromnie dużo satysfakcji oraz radości, ale nigdy nie zaryzykowałem stwierdzenia, że łowisko przygotowało mnie do współzawodnictwa sportowego i na odwrót.

Strzelnica na pewno spowodowała, że bezpiecznie posługuję się bronią, ale w żaden sposób nie przygotowała mnie do polowania, nie poznałem tam naszych tradycji, a tym bardziej biologii gatunków, na które polujemy.

Prywata w komisji?

Po co o tym wszystkim piszę? Kardynalne błędy skrzywiły obraz i wypatrzyły cele. Wprowadzają błędne miary w ocenach, ograniczają nadzór i sprowadzają potencjał naszych strzelnic do parteru.

Kiedy już znamy sytuację – możemy przejść do analizy przyczyn, czyli obejrzeć serial pod tytułem: „Jak to było kiedyś i jak jest teraz”.

Niezależnie od oceny władz PZŁ, które funkcjonowały w poprzednich czasach nigdy w komisji strzeleckiej nie było osób, którym można było zarzucić bezpośredni „interes”.

Jak jest teraz? Niestety w gronie autorów projektu, które komentuję zasiadają aktywni strzelcy, właściciele sklepów myśliwskich, firm produkujących rzutki i osoby sprzedające wyposażenie strzelnic.

Praktycy? Tak! Bez cienia wątpliwości, ale jestem pewien, że już niedługo ktoś złośliwy zapyta: Jakie cele przyświecają tym fachowcom? Czy odpowiedź wywoła dyskusję?

Aby sobie odpowiedzieć na te pytania musimy przeanalizować stan faktyczny. Zaczniemy od odpowiedzi na pytanie „kto użytkuje strzelnice PZŁ, czyli kto strzela wielobój? Czyli ilu mamy stałych użytkowników naszych związkowych obiektów SPORTOWYCH? Przedstawiciele władz PZŁ często powtarzali, że jest ich pięć tysięcy. Osoby śledzące komunikaty z zawodów centralnych mówią o czterystu!

Ale dla uspokojenia sumienia możemy do tego dodać myśliwych, którzy biorą udział w zawodach kół łowieckich – dzięki temu możemy powiedzieć, że liczba strzelców zbliża się do dwóch tysięcy.

W porównaniu do ogólnej liczby członków naszego zrzeszenia oraz środków jakie corocznie przeznaczamy na zawody – to wynik bardzo mizerny! W moim odczuciu to kropla w morzu!

Wpływowi opiekunowie

Często zadaje sobie pytanie, czy mój ogląd jest odosobniony i stwierdzam, że większość myśliwych myśli podobnie. Jednak garstka aktywnych strzelców zawsze miała wielu wpływowych „opiekunów”, którzy żyją z łowiectwa, a może jeszcze bardziej ze strzelectwa i dbają, aby napędzać koniunkturę.

Nie czynię z tego zarzutu. Gdybym był właścicielem sklepu myśliwskiego zapewne byłbym bardziej wrażliwy na głos klienta, który kupuje tony amunicji śrutowej. Nie mówiąc o kamizelkach, okularach, słuchawkach i tym podobnych akcesoriach.

Czy twierdzę, że w komisjach NRŁ winni zasiadać myśliwi, którzy nie znają się na strzelectwie bądź nie lubią strzelców? Nie! W moim skromnym mniemaniu w komisji strzeleckiej NRŁ powinni zasiadać myśliwi, którzy będą umieli skutecznie zachęcić pozostałych członków do częstego odwiedzania strzelnic!

Czy mogą prowadzić interesy w szeroko rozumianym łowiectwie? Moim zdaniem dla czystości nie powinni, ponieważ bardzo często nie jest możliwe uniknięcie znanego wszystkim „konfliktu interesów”!

Zaprzepaszczenie celów

Nie żyjemy w świecie ideałów, NRŁ tak postanowiła i to nie kto inny jak sama rada będzie musiała się tłumaczyć z tego, że na skutek własnych działań członkowie komisji sprzedadzą zrzeszeniu więcej maszyn, czy rzutków.

To z czego NRŁ nie będzie musiała się tłumaczyć to cała masa problemów, które wygeneruje. Problemy powstaną na skutek zaprzepaszczenia celów, które były uznawane przez lata za najważniejsze. Zastąpione zostaną „interesami” wąskiej grupy strzelców, którzy „załatwili” sobie nowe „atrakcje”.

Ze skutkami będziemy się mierzyć wszyscy. Konkrety? Na skutek wyłączenia osi zająca każdy zarząd okręgowy prowadzący strzelnicę myśliwską będzie zmuszony utrzymywać nadal konkurencję zająca TYLKO DO CELÓW EGZAMINACYJNYCH, ponieważ rozporządzenie dotyczące egzaminów dla nowo wstępujących nie zmieni się po uchwaleniu przez NRŁ nowych prawideł. Kto zapłaci za utrzymanie tej części obiektu w odpowiednim stanie technicznym? Członkowie PZŁ!

Głosowanie nad nowymi prawidłami będzie trwało kilka sekund. Kto za? Kto przeciw? Kto się wstrzymał? I bum mamy nowe lepsze prawidła, adresowane tylko do elity, czyli „mistrzów”. Znakomita większość członków PZŁ nie zauważy różnicy, ale to nie stanowi problemu.

Paraliż strzelectwa

Najgorsze, co nas czeka to, że sami zawodnicy będą zaskoczeni tym, że nigdzie w terenie nie będzie sędziów, którzy będą w stanie ogarniać MOP-a. Prawdopodobnie strzelec pójdzie z tym do swojego członka NRŁ, ten do ZG i jestem skłonny postawić dolary kontra orzeszki, że w tym momencie związek uruchomi masowe kursy dla sędziów i instruktorów oraz prowadzących strzelanie!

Będziemy mieli ogromne problemy organizacyjne i dodatkowe koszty, które znowu pokryte zostaną przez członków PZŁ. Ale czy to rozwiąże problem?

O najważniejsze imprezy w kraju typu: Mistrzostwa Mistrzów, KKKŁ, „Finał Ligi” się nie obawiam. Sędziowie zostaną wypożyczeni przez odpowiednie podmioty gospodarcze. Oczywiście nie za darmo, ale na pozostałe trzydzieści imprez z kalendarza centralnego i co najmniej czterdzieści dziewięć okręgówek…

Najgorsze dla NRŁ będzie to, że zamiast mieć nowych adeptów strzelectwa – którzy garną się do strzelectwa i chcą zrobić „cos więcej” niż przystrzeliwanie broni kulowej raz do roku – zostanie kolejny raz skrytykowana i obrzucona błotem.

Wszyscy powiedzą, że działania związku w dziedzinie strzelectwa są inspirowane, przemyślane, rozwijane, kierowane i wdrożone przez wąską grupę beneficjatów obecnego modelu strzelectwa!

Dzieci na strzelnicę

Nie wierzę w magię zakazów i nakazów, ale wieżę w to, że można zainteresować większą ilość członków PZŁ strzelectwem. Jak? W pierwszej kolejności nie okłamując ich obietnicą „skuteczniejszego polowania”.

Zacznijmy może zamiast promowania mrzonek o zwiększonym poczuciu bezpieczeństwa na polowaniu – reklamować strzelnice jako miejsce, do którego MOŻNA przyprowadzić swoje dziecko, ponieważ tam pod okiem instruktora mogą za darmo postrzelać z wiatrówki?

Zareklamujmy w końcu nasze związkowe obiekty jako miejsce spotkań, rekreacji i uprawiania sportów strzeleckich. Lansujmy idee użytkowania obiektów sportowych jako poprawę wizerunku myśliwego i możliwość uprawiania elitarnego sportu!

Czy tym wszystkim zajmuje się NRŁ, a może komisja strzelecka? No moim zdaniem nie, ale czy musi? Nie, ponieważ: „Na strzelnicach Polskiego Związku Łowieckiego prowadzi się strzelania, odpowiadające sposobom polowania na podstawowe gatunki zwierzyny łownej”.

Gdzie idziemy?

Kim jestem, by wskazywać kierunek inny niż jedyny słuszny? Pozostawię to pytanie w kategorii retorycznych i skoncentruję się na problemach natury szczegółowej.

Przypuśćmy, że już mamy przegłosowane i wdrożone nowe prawidła odpowiadające sposobom polowania na podstawowe gatunki zwierzyny łownej i co dalej? Nie chodzi bynajmniej o to, czy zachęcą, czy nie, tylko co dalej w praktyce?

Wyobrażam sobie, że w kwietniu, już po pandemii, szczepieniach i zaległych walnych zgromadzeniach – prezesi kół łowieckich zarządzą coroczny przegląd broni połączony z przystrzeliwaniem i zapewne eliminacje do drużyny na zawody okręgowe. Z tej okazji zbiorą się nowi i starzy członkowie koła i dowiedzą się, że jak zwykle strzelamy tak, by to odpowiadało sposobom polowania.

Szyjemy, więc jaskrawy pasek pod łokciem (i bardzo dobrze, element jaskrawy musi być zgodnie z „regulaminem polowań”), ponieważ teraz na konkurencjach oś i krąg kolbę będziemy trzymać na tym pasku – a na MOP-ie na odwrót – i trzeba o tym pamiętać, bo zawodnik może zostać za taki występek UKARANY żółtą lub zieloną kartką!

Już sam czuję się zniechęcony, ale niestety mogę przepuszczać, że dalej będzie tylko gorzej. Dlaczego tak sądzę? Otóż wchodzę w buty młodego adepta, który staje w bramce na osi praktycznej (tam można strzelać z pełnego składu) i przed sobą zobaczy rozpiskę! C-A-D-B+A. Oczywiście litery odpowiadają maszynom i określają trajektorie rzutka. Kto o tym wie? Tylko czterystu mistrzów!

Już słyszę dudniący głos członków komisji strzeleckiej, którzy powiedzą „muszą się nauczyć” No tak, zachęta wprost doskonała!

Jeżeli jeszcze do tego obrazu dodamy nemroda strzelnicowego, który patrzy jak młodzi nie ogarniają tematu – to już słyszę ich komentarze skutkujące obrzydzeniem.

Dymisja i nowe otwarcie

Każde „publicystyczne dzieło” powinno kończyć się nutą optymistyczną, nadzieją na lepszy obrót poruszonych spraw. Nie obiecuję, ale spróbuję. Mam nadzieję, że komisja strzelecka przy NRŁ wycofa aktualny projekt prawideł i równocześnie odda się do dyspozycji.

Rada powinna natychmiast powołać nową komisję problemową złożoną z „żon cezara”, a te z kolej winne mieć odwagę nazwać rzeczy po imieniu.

Czy wówczas członkowie Polskiego Związku Łowieckiego ruszą gremialnie do uprawiania sportów strzeleckich? Nie, ale to będzie o wiele lepszy początek, niż ten, który widzieliśmy w 2018 roku.

JEŚLI ZAMIESZCZANE TREŚCI NA PORTALU WildMen SĄ DLA CIEBIE INTERESUJĄCE, WESPRZYJ NAS I

KUP KALENDARZ NA 2021 ROK!

Galeria zdjęć

Więcej artykułów