Fot Rafał Łapiński
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on tumblr
Share on email
Share on print

Gorączka polowania

Koronawirus wielu mieszkańcom miast uświadomił, że mięso do sklepu może nie dojechać.

Kiedy wybuchła pandemia i było wiadomo, że będziemy siedzieć w domach otworzyłem zamrażarkę i zastanowiłem się na jak długo wystarczą moje zapasy. W pierwszym momencie pomyślałem, że moja rodzina jest zabezpieczona, ale gdy zadowolony usiadłem przed telewizorem i zobaczyłem zdjęcia pustych półek oraz gigantycznych kolejek…

Zadzwoniłem do łowczego, że wybieram się na polowanie. Zamrażarka jest duża i mały dziczek może tam wskoczyć. W drodze do łowiska okazało się, że kilku znajomym jest w potrzebie i z wielką przyjemnością przytulą ćwiartkę, a nawet połówkę wiosennego dzika.

Tym razem nie liczyłem na myśliwskie szczęście. Wiedziałem, że wrócę z tarczą. Nieoceniony łowczy strzelił i przebadał tłuściutkie przelatki. Spokojnie policzyłem słonki, pooglądałem sarny, wypiłem kawę przy ognisku i wrzuciłem pełną wanienkę do bagażnika. Koledzy w stolicy witali mnie jak zbawcę narodu.

Spokojna kwarantanna

Teraz zamrażarka była w 100 procentach załadowana. Kiedy czyściłem broń żona tłumaczyła siostrze przez telefon, że musi kupić zapas papieru toaletowego. Mięsa jej zdaniem mamy wystarczającą ilość i nie umrzemy z głodu.


Czas izolacji prawdopodobnie się już kończy. Coraz więcej ludzi wraca do „normalnych” obowiązków i pewnie większość przemyśleń umrze śmiercią naturalną, ale…

Dwa miesiące siedzenia w domu przed telewizorem było czasem, w którym społeczeństwo zatęskniło za naturą, ale również zauważyło, że w sklepach może braknąć jedzenia. Wielu „mieszczuchom” – szczególnie tym, których korzenie sięgają środowiska wiejskiego – przypomniały się obrazy z dzieciństwa. Zapachniał swojski rosół, wędzonka i jajecznica z jajek zebranych rano w kurniku.

Weganie pewnie myślą o zakładaniu warzywniaka na balkonie, ale dla setek tysięcy „ludzi natury” umiejętność samodzielnego zdobycia pożywienia – wbrew zaklinaniu rzeczywistości przez środowiska anty-łowieckie – nie będzie już odchodzącą w przeszłość i nikomu nie potrzebną TRADYCJĄ.

Reklama

Zerwany łańcuch

W państwie policyjnym – jakim jest niestety nasz kraj – kupienie broni wymaga dużo samozaparcia, ale bardzo dobrą ilustracją są wydarzenia jakie rozgrywają się obecnie w USA. W wielu miejscach łańcuch dostaw żywności został zerwany. Media obiegają zdumiewające obrazy. Wirus sparaliżował ubojnie, a producenci muszą zabijać i utylizować hodowane zwierzęta.

Dziennikarze komentują kolejki przed sklepami mięsnymi, ale również wielkie zainteresowanie posiadaniem broni. Wielu amerykanów pewnie obawia się zamieszek, ponieważ doskonale pamiętają, że nie zawsze policja i wojsko potrafi zagwarantować bezpieczeństwo. Jednak dla ludzi, w których żyłach płynie krew łowców motywacją było polowanie i potrzeba samodzielnego zapełnienia zamrażarki!

Jak donoszą media sprzedaż licencji na polowanie w Stanach Zjednoczonych wzrosło około 30 procent. Poszczególne stany podejmują nawet innowacyjne działania, aby pomóc nowym myśliwym między innymi organizując kursy w Internecie, odkładają w czasie „egzamin”, a nawet wydają tymczasowe licencje. Wysyłają również komunikaty w kierunku doświadczonych łowców, aby pomagali początkującym.

Zburzona argumentacja

Myślę, że nikt się nie spodziewał odrodzenia łowiectwa jako skutecznej metody dostarczania żywności. Dla naszego środowiska zawsze było to intuicyjne. Tym bardziej się cieszę i z rozbawieniem obserwuję jak zawalił się podstawowy filar anty-łowieckich koalicji. Oczywiście dalej będą opowiadać, że polujemy dla rozrywki i podnosić śmieszny argument, że statystycznie dziczyzny nikt nie spożywa, ale…

Opowiadanie bajek nie zatrzyma coraz większej mody na smaczne i naturalne mięso. Dziczyzna staje się bohaterem nie tylko w menu najdroższych restauracji, ale również zagościła w domach „zwykłych” ludzi. Nikogo nie powinno dziwić, że poważne uniwersytety oraz placówki naukowe wykazują zainteresowanie i badają mięso gatunków łownych.

Rezultaty dla naszych przeciwników są przytłaczające – mięso dziczyzny jest bardzo zdrowe! Ma wysoką zawartość białka, witamin i niską zawartość tłuszczu. Jestem pewien, że takie argumenty w połączeniu z super niską ceną przyciągną jak magnes tysiące Polaków do łowiectwa.

Galeria zdjęć

Więcej artykułów