WildMen

amoksil per la malaria €8.24

PRZYPINKI DLA LUDZI NATURY

Fundusze pozyskane ze sprzedaży wspierają nasze projekty związane z ochroną przyrody i ratowaniem zagrożonych gatunków!

Wyszkolony tropowiec

Do poszukiwań postrzałków potrzebny jest nos, a nie oczy, ponieważ wielu przypadkach nie znajdziemy farby.

Kilka dni temu, gdy wraz z Cezarem pływaliśmy po mazurskim jeziorze łapiąc szczupaki, zadzwonił do mnie mój sympatyczny kolega, pytając jak się bawimy, a że obaj jesteśmy myśliwymi, więc rozmowa dość szybko zeszła na temat rozpoczynającego się sezonu na rogacze.

Wymienialiśmy liczne powody nieprecyzyjnych strzałów i przyczyny pudeł, które trafiają się myśliwym przy okazji tego polowania. I choć obaj jesteśmy doświadczonymi myśliwymi, żaden z nas nie wymienił tej jednej, która jest tak powszechna…

Czyste pudło

Tym razem, to kolega Tomka podczas wieczornego polowania z podchodu strzelał do rogacza. Rogacz znajdował się na polu przy kępach krzaków, wokół których rosła wysoka trawa. Strzał nie był łatwy, bo odległość przekraczała 100 metrów, a rogacz był widoczny w luce pomiędzy kępami.

Myśliwy po strzale z podpórki, niestety nie zaobserwował żadnej reakcji potwierdzającej trafienie. Rogacz momentalnie znikł w zaroślach. Na domiar złego nie słyszał też uderzenia kuli i nie znalazł śladów farby, a godzinne poszukiwania nie przyniosły żadnego rezultatu.

Jednym słowem czyste pudło!

Pewnie w wielu przypadkach na takim stwierdzeniu kończy się polowanie. Tu jednak doświadczenie i odpowiedzialność obu nemrodów spowodowało wszczęcie poszukiwań…

O szóstej rano jedziemy z Tomkiem na miejsce. Tak na wszelki wypadek. Strzec nie mógł dojechać, ale Tomek jako gospodarz łowiska przeprowadził z nim wywiad i zna wszystkie szczegóły.

Mówi mi, że jego kolega bardzo dobrze strzela i choćby dlatego warto sprawdzić…

Idziemy z Cezarem na miejsce potencjalnego zestrzału. Od polnej drogi poprzez łąkę dochodzimy do krzaków, pomiędzy którymi jest zagłębienie terenu. To już jest 80 do 100 metów, więc tu zgodnie ze wskazówkami, Cezar powinien zacząć szukać zestrzału…

Posuwamy się wolno do przodu, mijamy zagłębienie i idziemy w górę, mając zakrzaczenia po lewej ręce. Po kilkunastu metrach widzę tunele położonej trawy. Domyślam się, że to kolega Tomka musiał w tym miejscu szukać rogacza.

Złe przeczucia

Jesteśmy około 120 metrów od drogi, z której strzelany był rogacz. Niestety Cezar nic ciekawego nie dostrzega. Niezrażeni tym, idziemy dalej, bo wiem, jak trudno jest precyzyjnie określić odległość i miejsce, w przypadku rogaczy.

Ale po przejściu kolejnych 60 metrów, gdy Cezar nadal nic „nie widzi” mam już złe przeczucia. To musiało być pudło. Zawracamy i sprawdzamy drugą stronę krzaków, idąc w kierunku samochodów.

Niestety nie przynosi to żadnego rezultatu. Nie wierząc już zbytnio w sukces naszych poczynań, ale nauczony doświadczeniem postanawiam ponownie ruszyć tą samą trasą. Tym razem naprowadzam Cezara w każde podejrzane miejsce przy krzakach.

Nic to nie daje choć pracuje teraz jak wyżeł, okładając również pole będące po naszej prawej ręce, co nie przynosi jednak sukcesu. Wreszcie dochodzimy ponownie do miejsca, gdzie zawracaliśmy. Tym razem już nie odwołuję psa, a on podąża ich brzegiem w górę. Nagle po 20 metrach skręca gwałtownie i w nie wchodzi. Dochodzę do tego miejsca i już wiem, że rogacz musi być nasz!

Potrzebny jest nos

Na trawie tuż przy krzakach widać farbę. Finał czyli 60 metrów tropu, to już była tylko formalność. Cezar zadowolony stoi już przy swoim 28 odnalezionym rogaczu, trafionym na komorę.

Tym razem, aby znaleźć zestrzał musieliśmy przejść ponad kilometr. Cezar pracował na tropie tylko 60 metrów. Choć wydaje się, że była to prosta i łatwa praca, to jej nieprzewidywalność oraz dużo niewiadomych, spowodowała, że jej szczęśliwe zakończenie dało mi wiele satysfakcji.

Różnica w miejscu gdzie był prawdopodobnie szukany rogacz przez strzelca, a miejscem w którym trop znalazł Cezar mogła wynosić maksymalnie 60 metrów!

Moim zdaniem przyczyną rzekomych myśliwskich pudeł – których większość to niestety trafienia – jest brak psa. Do poszukiwań potrzebny jest nos, a nie oczy, bo zapach postrzałka zawsze zostaje na miejscu, a farba bardzo rzadko.

W takich przypadkach nic nie zastąpi specjalisty, jakim jest dobrze wyszkolony tropowiec – który jest stworzony właśnie do takich zadań!

ZAPRASZAMY DO ZAKUPÓW

Galeria zdjęć

Więcej artykułów