WildMen

Fot. Shutterstock

Wegańskie opowieści o łowiectwie

Oko Press opublikowało kolejny artykuł, w którym stawia absurdalną tezę, że łowiectwo ma „niekiedy fatalny” skutek dla przyrody.

Reklama

Strategia dziennikarzy „Oko Press” jest bardzo prosta. Wrzucają czytelnikom od wielu lat te same wegańskie hasła, które mają uwiarygodnić potrzebę zakazania polowania, jako działania – które ich zdaniem – szkodzi przyrodzie i społeczeństwu.

Reklama

Zestawiając różne fakty zwyczajnie manipulują, aby społeczeństwo wyciągało fałszywe wnioski, a podpierając się wypowiedziami „fachowców” stwarzają wrażenie poważnego i merytorycznego wywodu.

Szkody łowieckie

Najnowszy artykuł „Oko Press” kolejny raz „odbija” się od mało szczęśliwego sformułowania Marcina Moźdźonka, który w wywiadzie udzielonym dla „Sportowych Faktów WP” prezentował problem szkód w uprawach rolnych.

Reklama

Prezes NRŁ powiedział, że jeśli nie będzie „odpowiedniej gospodarki łowieckiej zwierzęta by nas po prostu zjadły”. Moim zdaniem zastosował skrót myślowy, ponieważ jako myśliwy doskonale zna zagadnienie. Natomiast dziennikarze „Oko Press” z pełną premedytacją próbują ośmieszyć prezesa naszego „łowieckiego parlamentu”.

Tym razem zestawiają wartość wypłaconych odszkodowań – które w sezonie 2022/2023 wyniosły ponad 105 milionów – z ogólną wartością produkcji roślinnej 91,8 mld zł, co ma uzmysłowić czytelnikom, że problem jest marginalny. Taką tezę od wielu lat propaguje w mediach były myśliwy, weganin i buddysta, który na wojnie w pierwszy dzień pozwoliłby sie zastrzelić – Zenon Kruczyński!

Reklama

Tym razem „Oko Press” postanowiło zacytować opinię prof. Rafała Kowalczyka – który bada między innymi żubry w Białowieży – „Wskazuje to, że szkody łowieckie stanowiły (równowartość) 0,1 proc. tej produkcji. To daje obraz problemu szkód łowieckich. To oczywiście duże uproszczenie, ale pokazuje, że jesteśmy bardzo dalecy od 'zjedzenia’ nas przez zwierzęta łowne”

Sześć miliardów

Moja pobieżna kwerenda prac badawczych pana profesora Kowalczyka wykazała, że nigdy nie zajmował się szkodami łowieckimi, ale jak każdy obywatel ma prawo wyrazić swoje zdanie. Nikt nie może zarzucić profesorowi mówienia nieprawdy, ale..

Reklama

Pan Rafał Kowalczyk być może nie ma świadomości, że jeśli tereny rolnicze wyłączymy z reżimu obwodu łowieckiego i zaprzestaniemy płoszyć zwierzynę z upraw to szkody rosną dziesięciokrotnie!

Takie zdarzenie miało miejsce w naszym kraju w województwie śląskim. W okolicach Siewierza kilka obwodów nie miało dzierżawcy. Proces szacowania oraz wypłaty odszkodowań przejął tam urząd marszałkowski…

Na tej podstawie możemy postawić tezę, że jeśli państwo zakaże polowania w obecnej formie, to szkody wzrosną do poziomu miliarda złotych i będą potem przyrastać geometrycznie, ale to nie jest jedyny problem, ponieważ dużo większym są koszty szacowania. Obecnie wykonują to społecznie myśliwi, ale jeśli będzie to zadanie samorządów, to z budżetu należy wyasygnować na ten cel kolejne dwa miliardy.

Jeśli weganie przekonają polityków do wprowadzania nowych zakazów, to rząd będzie musiał znaleźć tylko trzy miliardy, ale pan Kowalczyk i dziennikarze Oko Press zapominają, że dzisiaj rolnicy nie otrzymują odszkodowania za szkody, które powodują ptaki…

Rolnicy słusznie żądają odszkodowań nie tylko setki tysięcy dzikich gęsi żeruje całą zimę na naszych polach, ale również żurawie i łabędzie. Hodowcy ryb też coraz głośniej mówią o swoich stratach, ponieważ kormorany, bieliki i wydry pustoszą ich stawy!

Z przedstawionych wyliczeń – jakie były zaprezentowane na sejmowej komisji ochrony środowiska z zeszłej kadencji – można postawić tezę, że rząd powinien poszukać w budżecie kolejnych trzech miliardów.

Nowa wizja ochrony przyrody będzie kosztowna. W sumie na odszkodowania i proces szacowania państwo będzie musiało przeznaczać rocznie około sześciu miliardów, a to nie wszystkie wydatki…

Problemem są również szkody od gatunków chronionych, których państwo nie wypłaca rolnikom Fot. Shutterstock

Walka z ASF

Weganie za pośrednictwem mediów nieustannie krytykowali „zjednoczoną prawicę” za nieudolną walkę z ASF. Najbardziej ich „bolała” decyzja o redukcji dzików. Społeczeństwu wciskają głupoty, że „wstrętni myśliwi” strzelają do loch prowadzących młode.

Chciałbym przypomnieć, że środowisko myśliwych sprzeciwiało się likwidacji okresu ochronnego. Żaden etyczny myśliwy nie podniesie broni widząc lochę z warchlakami, dlatego byliśmy i jesteśmy za przywróceniem okresu ochronnego dla dzików!

Jednak zwalczanie afrykańskiego pomoru świń to wielkie wyzwanie. Weganie sie tym nie przejmują. Wykorzystują nieudolność polityków „zjednoczonej prawicy”, aby manipulować społeczeństwem. Twierdzą, że należy zakończyć rzeź dzików!

Mechanizm manipulacji

W artykule „Oko Press” przypominany jest apel inicjatywy „Nauka dla Przyrody”: „Zarówno wytyczne Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA), jak i krajowa praktyka wskazują, że zmasowane polowania na dziki walnie przyczyniają się do roznoszenia wirusa. Dzieje się to za sprawą (1) zwiększania zasięgów przemieszczania się spłoszonych zwierząt, które zarażają kolejne osobniki, (2) zanieczyszczania środowiska krwią zarażonych dzików, która może stanowić źródło nowych zakażeń, oraz (3) częstszego kontaktu z krwią i szczątkami zarażonych dzików przez myśliwych, bez możliwości skutecznego odkażenia w warunkach polowania. Zwiększona mobilność myśliwych w ramach masowych odstrzałów może prowadzić do transmisji wirusa na duże odległości.”

Dla członków tej „inicjatywy” przyroda jest skarbem narodowym i stanowi źródło głębokich przeżyć estetycznych i duchowych oraz miejsce odpoczynku. Specjaliści z różnych dziedzin zapewniają na swojej stronie internetowej, że chcą wspierać ochronę oraz rozważne gospodarowanie bogactwem przyrodniczym naszego kraju. W teorii mają dostarczać społeczeństwu rzetelną wiedzę na temat przyrody i środowiska oraz kosztów jej dewastacji. Moim zdaniem wyłącznie manipulują!

Wytyczne Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) są proste. Trudno uwierzyć, że naukowcy z inicjatywy „Nauka dla Przyrody” mają problem z ich zrozumieniem, dlatego stawiam tezę, że świadomie okłamują społeczeństwo!

EFSA zaleca wstrzymanie polowań w momencie stwierdzenia nowego ogniska ASF. W pierwszym okresie nie powinno się płoszyć dzików, ponieważ może to wpływać na przemieszczanie się chorych osobników, a tym samym roznoszenie wirusa. Dlatego zaleca wprowadzenie zakazów wchodzenia ludzi do stref, prac związanych z gospodarką leśną, ale również zbierania płodów rolnych!

Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności nie tylko nie postuluje wprowadzenia zakazu polowań, ale wprost stwierdza, że: „Należy odróżnić wdrażanie lokalnie środków nadzwyczajnych mających na celu zwalczanie ASF od długoterminowych interwencji, mających na celu zrównoważone zarządzanie populacją dzika, np. poprzez polowania rekreacyjne, które może być skutecznym środkiem regulacyjnym zapewniającym stabilność populacji wolnych od ASF.”

Wszyscy, którzy przeczytali wytyczne EFSA nie powinni mieć żadnych wątpliwości, że cała Europa powinna w obecnej sytuacji łożyć środki, aby maksymalnie redukować populację dzików. To jedyny sposób pozbycia się wirusa!

W wytycznych EFSA w wielu miejscach czytamy, że redukcję dzików udało się osiągnąć jedynie poprzez lata intensywnych polowań z psami. Tych stwierdzeń weganie nie widzą? Fot. Shutterstock

Marcin z wiaderkiem

Postulatem wegan, który wiąże się ze zwalczaniem ASF to ewentualne wprowadzenie zakazu dokarmiania. To proste zadanie, które w teorii zmniejszy zagrożenie i nie będzie wywoływać negatywnych skutków finansowych. Największym fachowcem w tej dziedzinie jest Marcin Kostrzyński, który od siedmiu lat zarabia na opowiadaniu łzawych historii w Internecie.

Swoją pozycję „przyrodnika” buduje również udzielając wywiadów na temat „wstrętnych” myśliwych. Na temat dokarmiania ma swoją teorię i dzieli się nią z „Oko Press”: „Dzikie zwierzęta nie powinny być dokarmiane. Jest to absolutnie kluczowe i najważniejsze. Dzikie zwierzęta sobie doskonale dają radę bez dokarmiania, bo są dzikie.”

To bardzo mądre stwierdzenie, ale Marcin Kostrzyński nie stosuje go w praktyce. Na jego kanale znajdziemy mnóstwo filmików gdzie dokarmia i pisze: „W czasie mrozów zwierzęta dostają worek ziarna ekstra każdego dnia. To 50 kilogramów bardzo wiele dla nich znaczy. Niestety jelenie nie zawsze zdołają dojść do paśnika. Dawno nie pokazywałem filmów z podwórka. Nie chciałem prowokować myśliwych, którzy kończyli plan wybicia dzików.”

LINK do filmu w którym Marcin Kostrzyński dokarmia…

Zawsze przedstawia się, jako wielki znawca tematu: „Jego zdaniem, karmiąc dziki kukurydzą, od małego przyzwyczajamy je do tego smaku. Dlatego później szukają takiego pokarmu, powodując szkody na polach kukurydzy. Dokarmiając dzikie zwierzęta – dodaje Kostrzyński – powodujemy również ich nadmiarowe rozmnażanie się.”

To teraz zacytujmy wpis pana Marcina z jego kanału: „Wczoraj pojechałem do lasu. Ugotowałem im wielki garnek ciepłej kaszy z obierkami ziemniaków i marchewką. Potem dostały wiaderko kukurydzy i zrobiłem mały film.”

Na wypadek usunięcia filmu przez pana Marcina – kadr z dokarmiania kukurydzą w jego wykonaniu….

Hipokryzja czy manipulacja

Przeciwnicy polowań nigdy nie posługują się merytorycznymi argumentami. Potrafią jedynie manipulować wykorzystując do tego dziennikarzy, którzy jak powietrza szukają „krwawych” tematów.

Zdaniem naszych przeciwników reforma łowiectwa ma polegać na zakazaniu „rekreacyjnego polowania”, które bardzo mocno wspiera Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności. Jak widać nie wszyscy umieją połączyć fakt wojny na Ukrainie z „bezpieczeństwem żywnościowym”!

„Fachowiec” portalu „Oko Press” Marcin Kostrzyński nie ma żadnych wątpliwości, że łowiectwo powinno zostać sprofesjonalizowane: „Nie powinno być tak, że ktoś jest taksówkarzem, policjantem czy handlowcem przez sześć dni, a siódmego staje się myśliwym. Poznałem wielu myśliwych, którzy byli dyletantami. Tak nie może być. W łowiectwie nie ma miejsca na dyletanctwo”.

To „sprofesjonalizowane” jest zaczerpnięte z kantonu genewskiego, gdzie na bardzo małym obszarze zakazano polowania i redukcją zwierzyny zajmują etatowi pracownicy. Koszty są nie małe – odstrzał jednego dzika kosztuje tam około 10 tysięcy złotych…

W Polsce rocznie strzelamy 600 tysięcy jeleni, danieli dzików i saren. Jeśli będą to robić etatowi urzędnicy naszego państwa, to w budżecie musimy znaleźć kolejne sześć miliardów!

Osobiście oczekuję od naszego rządu zapewnienia nam bezpieczeństwa: militarnego, energetycznego i żywnościowego. W kwestii obrony naszych granic nie liczę na pana Marcina, ale będę czuć się dużo bardziej bezpieczny, jeśli wspomniani przez niego taksówkarze, policjanci czy handlowcy będą polować i stanowić realne wsparcie dla naszej armii w razie konfliktu zbrojnego!

Bez wątpienia nie tylko łowiectwo wymaga reformy. Od momentu wybuchu wojny na Ukrainie mamy całkowicie inną sytuację geopolityczną. Musimy szkolić jak najwięcej Polaków posługiwania się bronią i liberalizować prawo, aby jak największa grupa miała możliwość jej posiadania.

W takiej chwili nie można jednak zapominać i bagatelizować tematu ochrony przyrody. W tej materii nie wolno jednak słuchać wegańskich „fachowców”, których bardzo kosztowne propozycje mogą mieć fatalne skutki dla naszego społeczeństwa i środowiska naturalnego!

Reklama

ZAPRASZAMY DO ZAKUPÓW

Galeria zdjęć

Więcej artykułów