WildMen

Upał w buszu

Czerwiec i lipiec to miesiące, w których generalnie strzelmy najmniej dzików, a „delikatne” zranione postrzałki bywają wyjątkowo męczące.
Reklama

Tym razem, owoce naszej dwutygodniowej pracy z Cezarem można podsumować, jako pasmo nieustających porażek. Praca przewodnika posokowca wymaga od niego niekiedy anielskiej cierpliwości i odporności na przeciwieństwa losu.

Reklama

Siedem kolejnych prac mocno nadwyrężyły moją cierpliwość, której szczególnie w czerwcu trzeba mieć bardzo dużo. W tym czasie pracujemy najczęściej w wilgotnym buszu, który służy uchodzącym dzikom za schronienie. Dodatkowo towarzyszą nam upały, co znacząco obniża naszą skuteczność.

Na każde wezwanie jedziemy razem z moim posokowcem z wielkimi nadziejami, ale kiedy na miejscu strzelcy składają reakcję, że duży dzik po strzale przez 10 minut „pisał testament”, a następnie zwiał, to przynajmniej ja tracę dobry humor. Taka reakcja występuje po postrzale na wyrostki kręgosłupa. W uproszczeniu nazywamy to strzałem na „chyb” lub „puste”, po którym następuje chwilowy paraliż i zwierz uchodzi.

Reklama

Trzeba to jednak sprawdzić, więc z Cezarem brniemy po bagnach wyspach i rzepakach. Jak zwykle w takich przypadkach farba szybko zanika… Dziki początkowo uchodzą torując sobie szeroką ścieżkę w gęstej roślinności. Po kilkuset metrach odzyskują pełną sprawność i nawet tropu nie widać.

Po kilku kilometrach dochodzimy do miejsca, gdzie postrzałek odpoczywa. Cezar go namierza, ostrożnie okrąża, ale słysząc nas lekko ranne dziki po cichutku jak duchy uchodzą…

Reklama

„Klątwa” za ósmym razem nas opuszcza, gdy dzwoni Damian z koła „Szarak”. Poprzedniego dnia około godziny 23 strzelał na łące do dzika z licznej watahy. Jest pewny, że trafił. Na łące znalazł niewielką ilość farby. Ma dobre psy, które z sukcesami pracują na dzikach. Nawet ich nestorka zrobiła dyplom I st., jako tropowiec, zdobywając 100 punktów!

Jednak wszystkie jego psy pracują obecnie tylko podczas zbiorówek. Tym razem sytuacja zmusiła Damiana do użycia ich w „nietypowej”, a duża pasja nie pomaga…

Reklama

Inne zajęcia nie pozwalają mi na natychmiastową pomoc. Proponuję spotkanie kolejnego dnia, wczesnym rankiem ze względu na panujące upały. Pracę rozpoczynamy dopiero po 30 godzinach od strzału. Damian prowadzi mnie i Cezara nie na zestrzał, tylko na brzeg nieskoszonej łąki, w którą poszły uciekające dziki. Na jej brzegu podobno była kropla farby. Cezar już 10 metrów wcześniej był mocno zainteresowany, ale po przewąchaniu „znaleziska” Damiana, ruszył do przodu i…

Nagle zawrócił do początku tropu, a po paru metrach pracy odbił od wydeptanej ścieżki i straciłem go z pola widzenia. Na ekranie „Alfy” zobaczyłem, że jest parę metrów przed nami. Zatrzymał się, a to nietypowa reakcja, szczególnie na początku takiej pracy!

Nie bardzo wierzyłem, że mógł znaleźć dzika już po 30 metrach, co okazało się prawdą. Obaj z Damianem byliśmy bardzo zaskoczeni. Szczególnie On, że jego psy nie poradziły sobie z tą z pozoru łatwą sytuacją.

Myślę, że niesłusznie. Te psy, pełne pasji nim „ostygły” ruszyły jak zwykle za tropem… całej watahy. Tak zawsze robią! Pewnie gdyby po „wybieganiu się” Damian wprowadziłby je na trop, miałyby większe szanse na odnalezienie tego dzika.

Jako myśliwi musimy mieć świadomość, że odszukanie zwierzyny to zadanie dla spokojnego tropowca. Szczerze mówiąc i ja tą sytuacją byłem również zaskoczony, że w tak nietypowy sposób przerwiemy w końcu za ósmym razem, naszą złą passę i to nieszczęsne – prawo serii!

Reklama

ZAPRASZAMY DO ZAKUPÓW

Galeria zdjęć

Więcej artykułów