Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on tumblr
Share on email
Share on print

Tajemnica spalskiego rogacza

W 1962 roku na okładce „Łowca Polskiego” zostały zaprezentowane „parostki stulecia”. Dzięki dokumentacji fotograficznej i zamieszczonego tekstu wiemy… prawie wszystko.

Wśród myśliwych interesujących się trofeistyką krąży wiele niesamowitych historii o rekordowych trofeach. Najwięcej emocji generują te, które zaginęły lub potajemnie opuściły nasz kraj, ale ciekawe jest również odkrywanie „małych” tajemnic.

Pewna czarnobiała fotografia nie dawała mi spokoju. Miałem wrażenie, że już ją kiedyś widziałem… Elegancki łowca w oficerkach prezentuje „złotego” rogacza. Przypadkowo przeglądając rocznik „Łowca Polskiego” z 1962 roku w końcu na nią trafiłem!

Na okładce – ówczesnego dwutygodnika – umieszczono „Parostki stulecia”. W środku duży artykuł samego redaktora naczelnego Józefa Szczepkowskiego i wycena kozła strzelonego przez Stanisława Dudziaka – Dyrektora Okręgowego Zarządu Lasów Państwowych w Łodzi w Spale. Z treści wynika, że trofeum podczas wyceny przeprowadzonej w Zarządzie Głównym PZŁ uzyskało 194,4 punkty CIC. Jak twierdzi autor – było to pierwsze po wojnie tak okazałe trofeum. Niestety brakło im dwóch punktów do rekordu z Nienadowej.

Sięgam po katalog trofeów i ze zdziwieniem stwierdzam, że pod parostkami wszechczasów brakuje rogacza dyrektora Dudziaka. Szukam… i znajduję dopiero na 19 pozycji parostki ze Spały zdobyte w 1962 roku. Niestety mają tylko 182,3 punktów. Trudno powiedzieć, czy to jest ten rogacz, ponieważ akurat w tej pozycji brakuje danych z wyceny i nazwiska myśliwego, ale…


Jest informacja, że parostki znajdują się w Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa. Szukam pomocy u nieocenionego dyrektora Piotra Świdy, który sprawdza i potwierdza, że mają „Rogacza stulecia”!

Dzisiaj trudno powiedzieć jaki błąd popełniła komisja w bardzo zacnym składzie. Nie wiemy również jak rogacz trafił w posiadanie PZŁ i dlaczego zarówno w katalogu oraz muzealnej karcie brakuje danych Stanisława Dudziaka. Przypadek sprawił, że nasze muzeum mogło uzupełnić dane.

A być może ktoś zna odpowiedzi na pytania?

Reklama

Galeria zdjęć

Więcej artykułów