Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on tumblr
Share on email
Share on print

Kuropatwy sobie poleciały

Na profilu Polskiego Związku Łowieckiego został opublikowany reportaż z wypuszczania kuropatw w Wielkopolsce. Trudno zrozumieć dlaczego nasz związek upowszechnia treści, które nas kompromitują.

Wielu myśliwych było słusznie zbulwersowanych i nie szczędzili pod związkowym postem negatywnych komentarzy. Większość zauważyła lapsus urzędniczki, która zakomunikowała, że myśliwi będą teraz strzelać ptaki drapieżne?!

Przygotowując taki materiał – który w założeniu chyba miał promować łowiectwo – koordynatorzy akcji powinni czuwać, aby takie wpadki nie miały miejsca. Gdyby jeszcze nie słyszeli – podpowiadamy – nazywa się to autoryzacja! W jej trakcie prosi się redaktora o wycięcie wypowiedzi, które były mało szczęśliwe.

Mnie jednak zawsze w takich chwilach zastanawia inny problem. Ale jak widać nie tylko mnie. Kilku łowców zauważyło, że cała akcja była promocją najgorszych praktyk, czyli karmienia drapieżników wolierowymi ptakami.

Nie jestem ortodoksyjnym wrogiem hodowców bażantów i kuropatw. Wielokrotnie polowałem na „wsiedlone” koguty, ale nie rozumiem lansowania takich zachowań na oficjalnym profilu związku. Czy nowym celem PZŁ jest promocja komercyjnych polowań? Bo tylko tam wypuszcza się ptaki z wolier.
Moim zdaniem nie można w tak dziecinny sposób podkładać się naszym przeciwnikom! Być może jestem niepoprawnym optymistą, ale mam nadzieję, że filmik zniknie z naszego profilu!

Odtwarzanie siedlisk

W Europie już dawno sprawdzili, że jeśli zastosuje się odpowiednie praktyki, po czterech latach następuje 30-procentowy wzrost liczebności kuropatwy w środowisku rolniczym. Dowody można zobaczyć w łowiskach pokazowych położonych w Szkocji, Anglii, Belgii, Niemczech i Danii.

Reklama

Niestety wszyscy hodowcy umiejętnie naciskają na myśliwych, aby kupować i wypuszczać wolierowe ptaki. Tymczasem jest to najdroższa „karma” dla wszelkiej maści drapieżników. Dodatkowo jest przyczyną jeszcze większej presji na „dzikie” kuropatwy i „wnoszenia” groźnych chorób do naszych łowisk.

Wypuszczanie pod kamerę kuropatw jest efektowne, ale takie działanie nie ma nic wspólnego z ochroną tego gatunku. Tym bardziej jeśli robi się to jesienią, gdy brakuje naturalnych osłon i pożywienia.
Wielkopolska zawsze była liderem i dawała dobry przykład jak powinno się gospodarować. Przedstawiony obraz niestety nas kompromituje. W Europie myśliwi walczą o bioróżnorodność i chyba już czas do nich dołączyć. Czyli zająć się odtwarzaniem utraconych elementów w środowisku rolniczym.

Kuropatwom należy zapewnić obecność naturalnej osłony oraz zapewnić dostęp do owadów stanowiących źródło białka w pierwszych dniach życia piskląt

Tym bardziej, że kolejne kraje dołączają do międzynarodowego projektu poprawy środowiska kuropatwy szarej. Projekt prowadzi GWCT – brytyjska fundacja ochrony zwierzyny i zwierząt dziko żyjących – a jego celem jest popularyzacja mechanizmów wypracowanych przez naukowców zajmujących się bioróżnorodnością środowiska rolniczego.

W łowiskach demonstracyjnych zakłada się „banki owadów”, to jeden z kluczowych elementów projektu, którego współautorem był zmarły niedawno brytyjski przyrodnik dr Dick Potts.

Trzy nogi

Doktor Potts przez większą część swojej naukowej kariery twierdził, że środowisko rolnicze należy traktować jako odrębną, samodzielną jednostkę przyrodniczą. Zdaniem przyrodnika, środowisko to wyodrębniło się na przestrzeni wielu tysięcy lat działalności rolniczej człowieka i należy dziś do najbardziej zagrożonych ekosystemów a przez to wymaga ochrony na równi z innymi typami środowiska naturalnego.

Obszary rolnicze podlegają dziś szczególnie wzmożonej modernizacji i narażone są na niekorzystne działania, które zmierzają do optymalizacji produkcji w drodze mechanizacji i chemizacji oraz gospodarki wielkoobszarowej.

Doktor Potts znany był również ze swojego szczególnego zainteresowania kuropatwami. Jego zdaniem kuropatwy – jako typowi mieszkańcy środowiska rolniczego – są znakomitym „narzędziem pomiaru” jego jakości.

Drastyczny spadek liczebności kuropatw obserwowany w ostatnich dekadach w całej Europie pokrywający się z intensyfikacją produkcji rolniczej był, jego zdaniem, kluczowym dowodem degradacji europejskiego rolnictwa i degradacji środowiska rolniczego.

Twierdził, że nie można oczekiwać poprawy liczebności kuropatw bez działań służących całemu środowisku i odwrotnie – poprawa jakości środowiska znajduje swoje potwierdzenie w poprawie liczebności kuropatw.

Osią tworzonych przez GWCT programów ochrony gatunkowej kuropatwy, była teoria „trzech nóg”. Potwierdza się, że tak jak do stabilnego ustawienia krzesła konieczne są przynajmniej trzy nogi, tak dla powodzenia jakiegokolwiek programu ochrony konieczne jest zapewnienie odpowiednich fundamentów.
Kuropatwom należy zapewnić obecność naturalnej osłony w czasie lęgów i w czasie wodzenia młodych, należy prowadzić intensywną kontrolę liczebności drapieżników, szczególnie wzmożoną w okresie lęgowym oraz zapewnić dostęp do owadów stanowiących źródło białka w pierwszych dniach życia piskląt. Pominięcie któregokolwiek z tych filarów prowadzi nieuchronnie do załamania populacji.

Banki owadów

Wymienione zasady, realizowane w licznych eksperymentach i projektach badawczych, wprowadzane są w życie w wielu brytyjskich gospodarstwach stanowiąc dowód słuszności takiej metodologii. Wiele elementów brytyjskiego systemu dopłat rolniczych opracowanych zostało przy okazji projektów badawczych GWCT.

Jednym z nich są „banki owadów”, których zadaniem jest stworzenie warunków zapewniających kuropatwom (i wielu innym gatunkom polnym) dostępu do naturalnej bazy żerowej w postaci owadów. Dodatkowo stanowią doskonałą lokalizację dla wszystkich gatunków ptaków gniazdujących na ziemi.

Idealny bank owadów jest szczególnego rodzaju miedzą, tworzoną na etapie orki. Powinien mieć około 3 metrów szerokości i wznosić się nad poziomem uprawy o około 40–50 centymetrów. Takie ukształtowanie powoduje, że obszar ten szybciej wysycha i szybciej się nagrzewa a także zapewnia ochronę przed wiatrem i niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi.

Całkowita szerokość odpowiednio zagospodarowanego banku owadów powinna wynosić 12 metrów, a w idealnych warunkach nawet 20 metrów

Miedze często umiejscawiane są na krawędziach upraw i bezwzględnie pozostają wolne od wszelkiego rodzaju nawozów sztucznych oraz herbicydów i pestycydów. Obsiewane są specjalnie dobraną mieszanką traw i roślin polnych, które zapewniają owadom optymalne warunki siedliskowe.

Uzupełnieniem „banku owadów” są odpowiednio prowadzone pasy roślinności. Po jednej stronie utrzymywane są łąki kwiatowe, po drugiej wyłączone z produkcji fragmenty upraw (np. zbóż), które pozostawiane są na zimę, zapewniając schronienie przed drapieżnikami i dostarczają naturalnej karmy w postaci nasion.

Całkowita szerokość odpowiednio zagospodarowanego banku owadów powinna wynosić 12 metrów, a w idealnych warunkach nawet 20 metrów. Brytyjskie doświadczenia wskazują, że im szersze są banki owadów, tym więcej dostarczać będą pokarmu i tym lepszą zapewniać będą ochronę przed drapieżnikami.

Polskie drogi

Projekty badawcze jednoznacznie wskazują, że tego rodzaju elementy krajobrazu rolniczego są kluczowe dla bioróżnorodności tego środowiska. Znakomitą ilustracją tego problemu jest historia mojego znajomego, który przed laty regularnie odwiedzał naszych zachodnich sąsiadów.

Chwalił niemiecki porządek, wskazując czyste szyby. Złościło go, że w naszym kraju owady roztrzaskują się na szybie jego samochodu i zmuszają do ciągłego czyszczenia. Był nieświadomy przyczyn i konsekwencji obserwowanego zjawiska. Dzisiaj mamy już ten sam porządek. Rolnicy wylewają hektolitry środków, które zabijają owady, a w konsekwencji wszystkie ptaki!

Łąki kwiatowe, odłogowane fragmenty pól, gęsta sieć śródpolnych miedz i remiz pełnych owocujących krzewów były niegdyś stałym elementem krajobrazu rolniczego w Polsce. Myśliwi wracali z polowania przytłoczeni ciężarem ustrzelonych kur. Z czasem sielskie obrazy malowniczej mozaiki pól zastąpiły bezkresne oceany kukurydzy i morza rzepaku…

Staliśmy się wydajni i nowocześni. Nie musimy również czyścić szyb naszych samochodów. Zastanawiamy się, gdzie się podziały nasze zające, kuropatwy i przepiórki?

Nie jesteśmy wyjątkiem – podobne zjawisko przeżyła cała Europa. Na szczęście niekorzystnym skutkom tego zjawiska można się przeciwstawić. Struktura gruntów w Polsce różni się znacząco od Europy Zachodniej. Dlatego koła łowieckie powinny wydzierżawiać jak najmniejsze działki – o szerokości kilkunastu metrów – które w całości można przekształcić w modelowe banki owadów.

Czy możliwe jest przeniesienie tych wszystkich europejskich doświadczeń na nasz grunt? Trudno powiedzieć, ale z pewnością warto podjąć wyzwanie i spróbować, a nie wypuszczać pod kamery wolierowe kuropatwy.

Fot GWTC

Galeria zdjęć

Więcej artykułów