WildMen

Wacław Przybylski
Wacław Przybylski
Wacław Przybylski

Jesienią na opolskiej ziemi

Wacław Przybylski Honorowy Członek PZŁ był niezwykłym człowiekiem, znakomitym dziennikarzem i wielkim znawcą naszej historii. Prezentujemy odnalezione w szufladzie jego wspomnienie o rykowisku…

Reklama

Wolno wlókł się pociąg złożony z bydlęcych wagonów, tym razem załadowanych ludźmi. Stało nas upchniętych w wagonie dziewięćdziesięciu trzech podchorążych, wziętych do niewoli po kapitulacji powstańczej Warszawy. Jechaliśmy w nieznane, bo chociaż pociąg zatrzymywał się, co pewien czas na stacjach, to nazw ich nie mogliśmy dojrzeć przez mały wywietrznik zabezpieczony dodatkowo od zewnątrz kolczastym drutem.

Reklama

Eskorta strzelała do ludzi usiłującym jakoś podać jeńcom żywność lub wodę. W wagonie naszym trwały spekulacje dokąd jedziemy, Po dwóch dniach udręki pociąg przed świtem zatrzymał się; a kiedy eskorta otworzyła drzwi zobaczyliśmy napis „LAMSDORF”

-To obóz – powiedział ktoś z naszych.

Reklama

Wyładowanie odbyło się; przy akompaniamencie wrzasków eskorty i szczekania psów, a potem popędzono nas biegiem za druty. Tak więc stałem się jeńcem Stalagu VIII F w Lamsdorf, czyli w dzisiejszych Łambinowicach na Opolszczyźnie.

Pierwsza połowa października była na ogół pogodna, co pozwalało na przebywanie poza zapluskwionymi barakami leżącymi w skrajnej części obozu. Za drutami rozciągały się pola uprawne, a na horyzoncie widniał las. Chyba niewiele było takich „cywilnych” elementów krajobrazu w tej krainie niezliczonych poligonów i obozów rozciągających się na przestrzeni paruset kilometrów kwadratowych w tej części ziemi opolskiej. Jeszcze trwały zbiory okopowych i daleko za drutami widziałem ludzi pracujących w polu. Jakże zazdrościłem wszelkim żywym istotom po tamtej stronie drutów! Nawet gawrony, chodzące po zaoranych polach były takie piękne!

Reklama

Którejś nocy nie zasnąłem ani na chwilę. Szarzało za oknami kiedy wyślizgnąłem się z baraku uważając, aby nie spostrzegł mnie wartownik z wieżyczki. Orzeźwiło mnie niemal mroźne powietrze. Robiło się coraz jaśniej, opadała jesienna mgła. Spojrzałem za druty i nie uwierzyłem własnym oczom. W polu stały jelenie, Pierwszy raz w życiu obserwowałem te wspaniałe zwierzęta na swobodzie.

Nie widziałem w nich zwierzyny, a jedynie istoty wolne, wolne prawdziwie, korzystające z wolności niczym nieograniczonej. Wtedy poczułem się po stokroć bardziej jeńcem, niewolnikiem wciśniętym za druty, zamkniętym, pozbawionym możliwości poruszania się zgodnie z własną wolą. Byłem nikim, po prostu numerem 103017 Stalagu Lamsdórf.

Reklama

Stałem oparty o ścianę baraku, tego domu-więzienia i wpatrywałem się chmarę. W pewnej chwili jelenie ruszyły. Oddalały się z wolna, przodem łanie, a za niemi byk, one pełne gracji – on majestatyczny, jakby nieco ociężały. Ich sylwetki wtapiały się we mgłę; rozmazywały się, wreszcie znikły. Powoli wstawało słońce.

Minęło prawie dokładnie dziesięć lat. Pod koniec września 1955 roku, pojechałem na pierwsze w życiu rykowisko do nadleśnictwa Szumirad na Opolszczyźnie. Kilkadziesiąt kilometrów w linii prostej od Łambinowic, od byłego Stalagu VIII F, ale nie myślałem wówczas obozowych przeżyciach. Fascynowało mnie rykowisko, które trwało – tu w całej pełni.

Był bardzo zimny poranek ostatniego dnia września. Byki odzywały w wielu oddziałach przydzielonego mi leśnictwa. Którego wybrać? Jak podchodzić? Doświadczeń nie miałem właściwie żądnych. Wiadomości zdobyte na kursie selekcjonerskim – to była cała moja wiedza. Trzeba było jednak coś postanowić, bo niebo na wschodzie zaczęło się nieco rozjaśniać.

Niezbyt daleko z rzadka odzywał się byk, bardzo nisko i chrapliwie. Tego postanowiłem podchodzić. Przeszedłem linią dwa oddziały, wiatr na szczęście miałem dobry. Byk odzywał się stale w tym samym miejscu. Dochodziłem do skraju wysokiego starodrzewia sosnowego i wtedy zorientowałem się, że byk ryczy na odkrytym polu. Ostrożnie osiągnąłem skraj lasu…

Nie dalej jak sto kilkadziesiąt metrów w polu, nad którym unosiły się pasemka rzedniejącej z każdą chwilą mgły, stały łanie i byk. Podniosłem lornetkę. Jednostronnie koronny, nieregularny dwunastak. Wydawał mi się stary. Serce waliło mi, zrobiło mi się nagle dziwnie sucho w ustach. Decyzja – będę strzelał. Łanie zaczęły przesuwać się z wolna w kierunku lasu, w lewo ode mnie, byk trwał jeszcze bez ruchu.

I w tym momencie zdałem sobie sprawę, że już raz o takim przedświcie widziałem taką właśnie chmarę, że już raz to przeżywałem. Te zwierzęta wolne, swobodne, wspaniałe… a ja za drutami, ja numer 103017. Opuściłem sztucer. Byk, jakby ociągając się, nieśpiesznie ruszył za łaniami. Po chwili chmara zniknęła za występem lasu.

Słońce stało już wysoko na niebie, kiedy wreszcie zdecydowałem się na powrót do leśniczówki. Dwa dni później w innej części leśnictwa strzeliłem swego pierwszego w życiu byka.

Wacław Przybylski

Reklama

ZAPRASZAMY DO ZAKUPÓW

Galeria zdjęć

Więcej artykułów