Fot Rafał Łapiński
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on tumblr
Share on email
Share on print

Watahy pod drzwiami

Jeden z ostatnich wyroków Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej może się wydawać śmieszny, ale duże drapieżniki w miastach nie tracą statusu gatunku chronionego.

Temat ochrony wilków i niedźwiedzi nieustannie powraca. Tym razem poprzez wyrok europejskiego trybunału, który badał przypadek jaki wydarzył się cztery lata temu w Rumuni.

Samotny wilk błąkał się po miasteczku. Został schwytany i przeniesiony w bezpieczne miejsce. Taka decyzja nikogo nie powinna dziwić, ale wszędzie są aktywiści kochający przyrodę, a w tym przypadku „łapaczom” zabrakło czasu i nie dopełnili formalności, czyli nie uzyskali właściwej zgody jakiej wymaga dyrektywa siedliskowa.

Dlatego miłośnicy dużych drapieżników złożyli zawiadomienie o przestępstwie. Dla rumuńskiego sądu nie było jasne, czy w niniejszej sprawie ma zastosowanie ścisła ochrona, więc skierował zapytanie do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w celu wydania orzeczenia w trybie prejudycjalnym.

W czerwcu trybunał potwierdził, że system ścisłej ochrony ustanowiony w dyrektywie siedliskowej ma również zastosowanie, gdy gatunek chroniony opuszcza swoje naturalne siedlisko i wkracza do osiedli ludzkich.

Wyrok znacząco rozszerzył pojęcie „naturalnego zasięgu” jaki jest zawarty w dyrektywie dla ściśle chronionych gatunków. Teraz wilk lub niedźwiedź gdziekolwiek się zapędzi w poszukiwaniu pożywienia – musi być tak samo chroniony.

Reklama

Ochrona dużych drapieżników nie tylko w naszym kraju, ale w całej Europie przyniosła wielki sukces. Powrót wilków i niedźwiedzi wywołuje jednak wiele naturalnych konfliktów, które były powodem ich wytępienia w przeszłości. Państwa członkowskie Unii Europejskiej powinny jak najszybciej przyjąć nowe ramy prawne, które pozwolą na odstępstwa od systemu ścisłej ochrony.

Trudno się dziwić hodowcom bydła, czy owiec, którzy każdego dnia chronią swoje zwierzęta i w desperacji decydują się popełnić przestępstwo zabijając lub zwyczajnie trując drapieżniki. W dużo gorszej sytuacji są zwykli mieszkańcy terenów niezurbanizowanych, czy nawet podmiejskich, którzy pijąc poranną kawę w ogródku widzą niedźwiedzia. Ich życie staje się traumą.

Jak się okazuje władze nie mogą odstrzelić, czy nawet złapać osobnika, który w sposób naturalny zagraża bezpieczeństwu, dlatego coraz więcej państw wyznacza limity oraz ostoje, w których mogą spokojnie mieszkać duże drapieżniki. Wielu naukowców przypomina, że najlepszym sposobem ograniczenia konfliktów jest odpowiednio wysoki poziom naturalnej bazy żerowej!

Na szczęście problem dotyczy prawie wszystkich krajów, więc jest bardzo prawdopodobne, że takie uregulowanie w końcu powstanie w Unii Europejskiej, co umożliwi separację wilków i niedźwiedzi od zamieszkałych terenów i jednocześnie ochroni te gatunki.

Galeria zdjęć

Więcej artykułów