WildMen

Fot. Shutterstock

Test łosia

Słuchając naszych polityków trudno uwierzyć, że kiedykolwiek będą w stanie „połączyć kropki” i zrozumieć proste zasady, jakimi kieruje się przyroda.

Reklama

Po „zjednoczonej prawicy” – która nikogo nie słuchała, a wszystkie decyzje podejmował wszechwiedzący Jarosław Kaczyński – mamy kolejną koalicję. Wszystko wskazuje, że dokonamy ostrego skrętu. Tylko teoretycznie w „zieloną” stronę…

Reklama

W umowie koalicyjnej politycy zapisali włączenie 20 procent lasów z użytkowania. Za nami pierwsza decyzja w formie „polecenia” pani minister, której podstawa prawna jest mocno wątpliwa…

Paulina Hennig-Kloska złamała prawo?

Wybór drogi

Od wielu lat w mediach głównego nurtu trwa dyskusja na temat Puszczy Białowieskiej, tworzenia nowych parków narodowych, zakończenia moratorium dla łosi, czy zarządzania wilkami. Wypowiadają się pseudo fachowcy i nikt nie sięga po opracowania naukowców, którzy od wielu dziesięcioleci badają przyrodę.

Reklama

Wybierając drogę, jaką należy podążać, aby skutecznie chronić nasze lasy warto przeanalizować przykład łosia, którego historia doskonale pokazuje wszystkie błędne założenia. To gatunek, który bardzo łatwo wystrzelać. Po drugiej wojnie światowej praktycznie nie występował w naszym kraju. Działania ochronne odniosły pozytywny skutek, ale…

Niestety największego przedstawiciela jeleniowatych nie lubią leśnicy. Na początku lat 90 ubiegłego wieku wykazali się wielką determinacją, aby go wyeliminować.

Reklama

Dzięki odbudowaniu pozycji Polskiego Związku Łowieckiego udało się w 2001 roku namówić polityków, aby wprowadzili 10-letnie moratorium. Populacja znowu się odbudowała, ale w tym czasie organizacje antyłowieckie „urosły” i mocno krzyczały przeciwko przywróceniu możliwości polowania…

Politycy w obawie przed medialnymi atakami udają, że nie widzą problemu. Jedynie śp. profesor Jan Szyszko wykazał się odwagą i na jeden dzień zniósł moratorium w 2017 roku, ale interweniował prezes Kaczyński i musiał się wycofać – z słusznej decyzji.

Reklama

Problemy w Skandynawii

Łoś jest doskonałym przykładem konfliktu pomiędzy ochroną przyrody, a gospodarką leśną. Każdego dnia potrzebuje do życia 40 kilogramów żeru pędowego. W zimie robi prawdziwe spustoszenie w sosnowych młodnikach, a żaden płot go nie zatrzyma.

Z powodu wielkich szkód w Skandynawii od wielu lat trwa proces jego eksterminacji. Stan populacji łosi w Szwecji jest dramatyczny. Coraz częściej się mówi o wpisaniu go na listę zwierząt zagrożonych wyginięciem. Trochę lepiej wygląda sytuacja w Finlandii, gdzie poprzez polowania liczebność populacji łosi jest utrzymywana na niskim poziomie, co też jest bardzo ryzykowną grą.

Musimy pamiętać, że wzrost i załamanie w populacji łosi to naturalny proces. Bez presji łowieckiej największy przedstawiciel jeleniowatych szybko zwiększa swoją liczebność, co skutkuje wyczerpaniem pożywienia. Kiedy dostępność żeru się pogarsza, zwierzęta stają się słabsze, co najpierw prowadzi spadku reprodukcji, a potem wzrostu śmiertelności.

Załamanie liczebności łosi pozwala roślinności na regenerację. Wraz ze wzrostem dostępności pożywienia wzrasta przeżywalność cieląt. Populacja zaczyna rosnąć i… Ponownie przekracza pojemność danego obszaru, co prowadzi do nieuchronnej „katastrofy”.

Jeśli przez długi czas liczebność wynosi 25-30 łosi na tysiąc hektarów, rośliny nie są w stanie zrekompensować wypasu! Fot. Shutterstock

Naturalny proces

W Skandynawii próbowano zapobiec wahaniom w populacji łosi. Zagęszczenie było mocno ograniczane poprzez polowania. Według ostatnich danych z Finlandii w sezonie łowieckim 2022-2023, średnie zagęszczenie wynosiło 2,55 łosia na tysiąc hektarów. Udział cieląt wynosi średnio 27,5 procenta. Finowie nie mają danych na temat aktualnej struktury wieku. Kiedy ostatni raz zbierano żuchwy łosi, średni wiek odstrzelonych samców wynosił 3,4 roku, a dorosłych samic 4,5 roku.

W krajach skandynawskich nigdy nie zbadano, jak populacja łosi będzie się rozwijać bez wpływu człowieka, ale doskonałym przykładem jest wyspa Isle Royale w stanie Michigan w USA – w pobliżu granicy z Kanadą – gdzie populację łosi kształtują wilki i dostęp do pożywienia. Na wyspie nie prowadzi się gospodarki leśnej i od prawie stu lat nie wolno tam polować na łosie i wilki…

Park Narodowy Isle Royale składa się z jednej dużej wyspy i czterystu mniejszych o łącznej powierzchni 54 tysięcy hektarów. Odległość do lądu wynosi 21 kilometrów. Podczas mroźnych zim woda zamarza, a zwierzęta mogą przemieszczać się między wyspą, a lądem.

Górzysty teren charakteryzuje się dużą ilością obszarów podmokłych. Roślinność składa się z borealnego lasu iglastego wzdłuż brzegów i lasów liściastych w głębi lądu.

W latach 1959–2023 populacja łosi na Isle Royale osiągnęła trzy szczyty i trzy upadki. W szczytach zagęszczenie wynosiło średnio 35 łosi na tysiąc hektarów, a podczas spadku średnio 10 łosi na tysiąc hektarów. Udział cieląt, to około 15 sztuk na sto dorosłych łosi. Dorosłe samce mają średnio 7 lat, a dorosłe samice 7,8 roku. Odsetek samców i samic powyżej 10 lat wynosi średnio sześć procent.

Według ostatnich danych z Finlandii w sezonie łowieckim 2022-2023, średnie zagęszczenie wynosiło 2,55 łosia na tysiąc hektarów. Fot Shutterstock

Łosie zabija głód

Główną przyczyną śmierci łosi w Parku Narodowym Isle Royale był głód. Prawie połowa martwych łosi zdechła tam z braku pożywienia!

Na populację łosi mają bardzo duży wpływ pożary lasów, które powodują natychmiastowy wzrost zasobów żywności. W latach 1936, 1948 i 2021 doszło tam do rozległych pożarów. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że późniejszy wzrost liczebności był spowodowany dostępem do „młodego” lasu…

Populacja łosi na Isle Royale ulega wahaniom. Przed 1959 rokiem szacowanie liczebności wykonywano sporadyczne z samolotów. Od 65 lat inwentaryzacja prowadzona jest systematycznie każdej zimy, z wyjątkiem 2021 roku (pandemia). W latach 1959-2023 średnie zagęszczenie populacji łosi wynosiło 19 sztuk na tysiąc hektarów (czerwona linia).

Dużo jedzenia – dużo łosi

Wpływ pożarów na populację łosi jest niepodważalny. Na półwyspie Kenai (Alaska), 25 lat po pożarze zagęszczenie populacji łosi wynosiło 20–44 łosie na tysiąc hektarów. Łosie czerpią korzyści z pożarów lasów, ponieważ mają dostęp do młodego lasu o odpowiednim składzie gatunkowym.

Nawet niewielkie pożary eliminują gatunki iglaste. Na pożarzyskach pojawiają się jarzębiny, osiki, wierzby i brzozy – gatunki pionierskie – które preferują w swojej diecie łosie.

Badania pokazują, że liczba łosi wzrasta w ciągu pięciu lat z ośmiu do sześćdziesięciu łosi na tysiąc hektarów w lasach, które trawi ogień. Szwedzkie działania – gdzie przetestowano dosadzanie różnych gatunków drzew, aby „wspierać” łosie i ograniczyć szkody w lasach gospodarczych – nie przyniosły pozytywnych skutków. Jeśli przez długi czas liczebność wynosi 25-30 łosi na tysiąc hektarów, rośliny nie są w stanie zrekompensować wypasu!

Spadek dostępności pożywienia powoduje mniejszą przeżywalność cieląt. Wzrost populacji do poziomu 75 łosi na 1000 hektarów lasu zapewniała jedynie wielkopowierzchniowa hodowla sosny…

Pożary lasów zdarzają się średnio, co osiemdziesiąt lat. Człowiek zauważył tą zależność i odnawiania las, co 60–100 lat, z punktu widzenia łosi jest to prawidłowe działanie i ma pozytywny wpływ…

Nie słuchać wegańskich populistów

Warunki każdego kraju są inne, ale naturalne procesy przyrodnicze wszędzie są takie same. W Polsce spieramy się na temat liczebności łosi, które w poszukiwaniu żeru migrują za zachód. Stają się problemem komunikacyjnym i gospodarczym.

Polityka nowego rządu – który chce we wschodniej części kraju wyłączyć z użytkowania lasy – może być początkiem prawdziwej katastrofy. Musimy mieć pełna świadomość, że nasze najcenniejsze kompleksy leśne kiedyś strawi ogień!

To ograniczy migrację łosi. Ich populacja wzrośnie, wiec odnowienie gatunkami, których potrzebuje przemysł drzewny nie będzie możliwy. Pomimo zapewnień przeciwników polowania wilki nie zatrzymają tego procesu…

Jeśli chcemy mieć zdrowe i piękne lasy, pełne dzikich zwierząt nie możemy słuchać „zielonych” populistów. Jedynym rozsądnym posunięciem jest prowadzenie zrównoważonej gospodarki leśnej. Musimy również polować, aby ograniczać ryzyko wyginięcia łosia, co jest bardzo realnym zagrożeniem!

Stan populacji łosi w Szwecji jest dramatyczny. Coraz częściej się mówi o wpisaniu go na listę zwierząt zagrożonych wyginięciem. Fot. Shutterstock

Zarządzanie łosiem

Badania udowodniły, że spadek populacji poniżej 2,5–3 łosi na tysiąc hektarów, to bardzo ryzykowna gra. W swojej pracy doktorskiej badaczka Tuire Nygrén stwierdziła, że jeśli zagęszczenie spadnie do zbyt niskiego poziomu następuje mniejsze zróżnicowanie genetyczne, a łosie występują tylko wyspowo.

W Polsce musimy brać pod uwagę, że ochrona „starych” lasów nie przyniesie od razu pożarów, więc populacja łosi się załamie. Chroniona i bardzo liczna populacja wilków może w tym momencie unicestwić naszego największego przedstawiciela jeleniowatych w bardzo krótkim okresie czasu.

Doskonale wiemy, że w najbliższym czasie nie będzie społecznej akceptacji dla wznowienia polowań na łosie. Patrząc na wynik monitoringu w Parku Narodowym Isle Royale bezpiecznym poziomem jest liczebność 10-20 szt. na tysiąc hektarów. W takich miejscach można prowadzić bezpieczny odstrzał redukcyjny.

Pilnowanie równowagi w przyrodzie jednocześnie ograniczając, a nawet eliminując całkowicie niekorzystne dla gospodarki naturalne procesy odnowienia lasu nie jest prostym zadaniem. Wymaga wysłuchania prawdziwych fachowców, nakładów na badania i prowadzenia profesjonalnego monitoringu, który pozwoli podejmować właściwe decyzje.

Oczywiście – przy oklaskach ze strony wegan – możemy spędzić Polaków w jedno miejsce, a na pozostałym terenie kraju zrobić, jeden wielki skansen dla Niemców, gdzie przyroda sobie sama poradzi – bez ludzi!

Reklama

ZAPRASZAMY DO ZAKUPÓW

Galeria zdjęć

Więcej artykułów