WildMen

Fot. Shutterstock

Negatywny bohater

Polskie media nie pokazują myśliwego w pozytywnym świetle, nawet kiedy odnosimy spektakularne sukcesy.

Reklama

W naszym środowisku toczy się dyskusja jak budować pozytywny wizerunek. Przykładów godnych naśladowania jest wiele, ale musimy mieć świadomość, że przebicie się do mediów nie będzie łatwym zadaniem…

Reklama

Tydzień temu na portalu „Zielona Interia” został opublikowany tekst: „Wielki sukces. W Anglii znika inwazyjny gatunek, który znamy z Polski”. To jeden ze sztandarowych projektów skutecznego zwalczania noki amerykańskiej (wizona amerykańskiego), który prowadzą myśliwi i wędkarze w Wielkiej Brytanii.

W tekście nie znajdziemy jednak nawet jednego słowa, kim są twórcy tego programu. Profesor Tony Martin występuje, jako „ekolog”. Większość mediów z pełną premedytacją wyrzuca nas margines społeczny, więc warto napisać kilka zdań o szczegółach tego projektu, norce i prawdziwych bohaterach – myśliwych!

Reklama

Historia kolonizowania Europy

Presja ze strony obcych gatunków inwazyjnych narasta. Czy jesteśmy na przegranej pozycji? Nie. Dysponujemy skutecznymi narzędziami i sprawdzonymi metodami walki w obronie naszej przyrody.

Ojczyzną norki amerykańskiej jest Ameryka Północna. Do Europy trafiła na przełomie wieków XIX i XX, przede wszystkim względu na wysoko cenione futro. W tym samym czasie zasięg terytorialny naszej rodzimej norki europejskiej drastycznie się skurczył, a jej amerykańska kuzynka skutecznie zajmowała jej miejsce.

Reklama

Norki amerykańskie zostały wypuszczone i na wolności znalazły doskonałe warunki rozwoju. Wykorzystują swoje nieprzeciętne zdolności adaptacyjne i wypierają nasze norki. Kolonizacja – a w zasadzie inwazja – rozpoczęła się od Rosji, Skandynawii, dotarły również na Wyspy Brytyjskie.

Szacuje się, że na samym tylko terenie byłego ZSRR w latach 1933–1977 wypuszczono na wolność około 20 tysięcy osobników. Akcja odniosła spektakularny sukces. Z zaledwie 865 norek amerykańskich wypuszczonych na Białorusi w latach 50. pod koniec lat 80. żyjącą na wolności populację szacowano już na 56 tysięcy.

Reklama

W Polsce pierwsze osobniki obserwowano w latach 70 ubiegłego wieku. Widywano je głównie w północnej i wschodniej części kraju. Ekspansja nabrała tempa na początku lat 80. Norki widywano w dolinach rzecznych Narwi, Biebrzy, Supraśli, na Mazurach, Suwalszczyźnie i Podlasiu, a niedługo potem na terenach dzisiejszych województw: kujawsko-pomorskiego, wielkopolskiego, lubuskiego i dolnośląskiego. Do końca lat 90. norka amerykańska skolonizowała prawie cały nasz kraj.

Gatunek szczególnie niebezpieczny

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Na opanowanych terenach norka amerykańska pokazała swoje prawdziwe oblicze. Bardzo szybko uznano ją za gatunek szczególnie niebezpieczny dla rodzimych zwierząt. Norki pokazały, że potrafią niemal całkowicie wyniszczyć lokalne populacje niektórych ptaków i ssaków.

Dowiodły tego badania prowadzone w Wielkiej Brytanii, gdzie pojawienie się norek amerykańskich na wyspach niezasiedlanych wcześniej przez norki europejskie skutkowało całkowitym wyniszczeniem lub drastycznych spadkiem liczebności mew, rybitw i innych gniazdujących kolonii ptaków, które stały się łatwym łupem nieznających umiaru norek. Ich obecność dotkliwie odczuły również niezdolne do lotu w czasie pierzenia i niemal całkowicie wówczas bezbronne kaczki, gęsi, łyski i perkozy.

Podobne wnioski pochodzą z polskich obserwacji. Badania Magdaleny Bartoszewicz, prowadzone w Parku Narodowym „Ujście Warty”, dowodzą, że ptaki stanowią 46–60 proc. biomasy wiosennych ofiar norki amerykańskiej. Taka presja w okresie lęgowym obniża sukces lęgowy gatunków zasiedlających mokradła i zbiorniki wodne i znacząco przyczynia się do spadku ich liczebności.

Na liście ofiar norki amerykańskiej znajdują się również inne zwierzęta – uśrednione badania europejskie wskazują na 20–40 procentowy udział ssaków (głównie norników, piżmaków i karczowników ziemnowodnych), 10–40 procentowy udział ryb i 15–50 procentowy udział płazów.

Nic dziwnego, że w wielu krajach norka amerykańska traktowana jest jako gatunek szczególnie niebezpieczny dla środowiska naturalnego – inwazyjny, obcy i niepożądany, a niekiedy nawet podlegający całkowitej eliminacji. Coraz częściej pojawiają się programy zmierzające do całkowitego wyeliminowania norki amerykańskiej ze środowiska.

Ambitne projekty

Takie projekty przy właściwym podejściu mogą zakończyć się pełnym sukcesem. W kwietniu 2001 roku rozpoczął się projekt powstrzymania rozprzestrzeniania się norki amerykańskiej na wyspach Uist w zachodniej Szkocji. Niewiele osób wróżyło projektowi jakiekolwiek szanse powodzenia, a plan był bardzo ambitny – całkowite wytępienie norek na obszarze objętym projektem.

Sięgnijmy po liczby. Już na początku okazało się, że początkowo wyznaczony obszar 60 tys. ha trzeba zwiększyć do 90 tys. ha. Do obsługi projektu zatrudniono doświadczonych myśliwych z psami do norowania latem oraz systematycznej obsługi pułapek przez cały okres realizacji projektu.

W czasie trwania projektu wykorzystano około 4100 pułapek wykładanych w strategicznych punktach występowania norek w pobliżu rejonów przybrzeżnych, rzek i jezior – łącznie „przepracowały” one 200 tys. nocy. Do marca 2005 roku, kiedy to schwytano ostatniego osobnika, złapano 532 norki – wszystkie były zabijane strzałem w głowę z broni pneumatycznej.

Pułapki wkopywano w ziemię i maskowano w możliwie najbardziej naturalny sposób dla stworzenia poczucia bezpieczeństwa. Umiejscawiano je w odległości 300–500 metrów od siebie Wszystkie pułapki wymagały przynęty, za którą służyły ryby, ale wabiono też wydzieliną z gruczołów płciowych norek, która okazała się znacznie bardziej skuteczna od ryb.

Wielki sukces

Pułapki były regularnie sprawdzane i oczyszczane – każdy z zatrudnionych w projekcie musiał codziennie sprawdzić od 25 do 60 pułapek, średnio 35 na osobę. Lokalizacja była starannie dobrana – na wybranym obszarze ustawiano je w wyznaczonych liniach. Poruszający się po nich przy okazji sprawdzania pułapek rejestrowali wszelkie oznaki obecności norek, w tym tropy, odchody i ślady żerowania.

Tego rodzaju rozkład lokalizacji pułapek i wyznaczone linie taksacji funkcjonowały przez dwa tygodnie, po czym przenoszono je na sąsiedni obszar. Odpowiednio częsta rotacja miała za zadanie zapewnić dotarcie do wszystkich osobników.

Cały projekt prowadzony był od zera. Konieczny był zakup samochodów terenowych, quadów, łodzi, kajaków, krótkofalówek i oczywiście pułapek. To wszystko kosztuje – całkowity budżet projektu wyniósł prawie 3 miliony euro! Połowę zapewnił udział funduszy unijnych w ramach wsparcia projektów ochrony europejskiej przyrody LIFE.

Taka była cena wyeliminowania zagrożenia, jakie stanowią norki dla ptaków lęgowych tylko na jednym – stosunkowo niewielkim – obszarze! Projekt zakończono w czerwcu 2006 roku. Na wyspie Uist nie złapano od tego czasu ani jednej norki. Monitoring jest cały czas prowadzony…

Uczestnicy projektu kontynuowali walkę z norkami w ramach kolejnego etapu. Postanowiono całkowicie wyeliminować norki amerykańskie na wschodnim wybrzeżu Anglii. Program zakończył się sukcesem, ponieważ nie ma dowodów na reprodukcję w 2023 roku. Wzdłuż wszystkich cieków wodnych ustawionych było 7500 pułapek!

Z naszego podwórka

A jak to się robi u nas? Powiedzmy, że u nas robi się to nieco na odwrót. Do 2001 roku norka amerykańska nie była objęta polskimi uregulowaniami prawnymi – w praktyce oznaczało to pełną ochronę prawną tego gatunku. Na listę zwierząt łownych została wprowadzona dopiero Rozporządzeniem ministra środowiska z 10 kwietnia 2001 roku…

Dopiero rozporządzenie z 16 marca 2005 roku umożliwiło polowanie na norki przez cały rok. Dzisiejsze statystyki mówią o liczebności populacji na poziomie 50 tysięcy osobników i odstrzale na poziomie tylko 2500 sztuk.

W 2009 roku weszły w życie regulacje dopuszczające najbardziej efektywną metodę – pułapki żywołowne! Możemy przez cały rok eliminować między innymi: jenoty, szopy i norki. Co możemy powiedzieć na temat sukcesów? Niewiele!

Pułapki żywołowne są wyjątkowo skuteczną metodą ograniczania ich liczebności. Szkocki przykład, podobnie jak prowadzone równolegle badania na wyspach bałtyckich tego dowodzą, ale wymaga to wielkiego zaangażowania myśliwych…

Brak aktywności

Mamy narzędzia i mamy sprawdzoną metodę. Czego potrzeba jeszcze? Gotowości do podjęcia działań, które w sytuacji drastycznego spadku liczebności populacji zwierzyny drobnej oraz wciąż rosnącej presji drapieżników wydają się niezbędne i konieczne.

Gdyby taki projekt funkcjonował w naszym kraju mielibyśmy poważny argument w dyskusji nie tylko nad zakazaniem odstrzału ptaków. Bez względu na decyzje rządu – zwalczanie wszystkich gatunków inwazyjnych powinno być naszym priorytetowym projektem aktywnej ochrony przyrody!

Reklama

ZAPRASZAMY DO ZAKUPÓW

Galeria zdjęć

Więcej artykułów