PRZYPINKI DLA LUDZI NATURY

Fundusze pozyskane ze sprzedaży wspierają nasze projekty związane z ochroną przyrody i ratowaniem zagrożonych gatunków!

Fot Shutterstock
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on tumblr
Share on email
Share on print

Atak na ZKwP

Wojna trwa od czterech lat. Prawdopodobnie celem ekipy Pawła Lisiaka jest wykiwanie związku kynologicznego.

Kolejną aferę wywołał Piotr Wesołowski. Autor tekstów kynologicznych w „Braci Łowieckiej” i do niedawna prawa ręka „naszego” łowczego. Był szarą eminencją w Zarządzie Głównym PZŁ. Między innymi to on wręczał w imieniu naszego komisarza wypowiedzenia, ale również piastował stanowisko prezesa w związkowym biurze polowań „Diana” i skutecznie mieszał w OHZ-tach.

Jego niedawne odejście z Zarządu Głównego owiane jest aurą tajemnicy, ale miało miejsce po wybuchu afery z „latającymi dzikami” w OHZ Gola. Piotr Wesołowski cały czas jednak zasiada w komisji kynologicznej. Przez prawie cztery lata pisał nowy regulamin prób i konkursów, którego pomimo zapewnień „naszego” łowczego cały czas nie mamy.

Krytyka Związku Kynologicznego w Polsce w wykonaniu pana Wesołowskiego odkryła karty ekipy Pawła Lisiaka. „Brać łowiecka” w taki oto sposób komentuje i zachęca do przeczytania artykułu:

„Wyznawcy monopolu ZKwP twierdzą, że słowa takie jak „sędzia” czy „certyfikat” są zarezerwowane jedynie dla czołowej w naszym kraju organizacji kynologicznej. Piotr Wesołowski na łamach czerwcowej BŁ przekonuje, że PZŁ, tak jak każda inna organizacja, ma prawo do desygnowania własnych sędziów oraz wystawiania własnych dokumentów. To tylko kwestia szerszej perspektywy i dobrych chęci.”

Obowiązkowe certyfikaty

Nie jest tajemnicą, że w Polskim Związku Łowieckim od kilku lat niewielka grupa kynologów dąży do wprowadzenia obowiązkowych certyfikatów użytkowości dla psów myśliwskich. Jestem przekonany, że taki „egzamin” zniszczy nie tylko relacje Polskiego Związku Łowieckiego ze Związkiem Kynologicznym w Polsce, ale również nie poprawi wyjątkowo słabej kondycji myśliwskiej kynologii.

W przypadku wprowadzenia tego ograniczenia myśliwi nie mogliby polować z psami, które nie mają dyplomów użytkowości. Pomysł zaczerpnięty jest od naszych południowych i zachodnich sąsiadów. Tylko, że w naszym przypadku zdecydowana większość psów wykorzystywanych w polowaniach nie ma rodowodu.

Teoretycznie „certyfikat użytkowości” można przyznawać wszystkim „kundelkom”, ale w tym miejscu ZKwP zaprotestuje!

Wzajemne relacje

Jedyną organizacją w naszym kraju, która reprezentuje Międzynarodową Federacją Kynologiczną (FCI) jest Związek Kynologiczny w Polsce. Nasze związki zawsze świetnie się dogadywały przy organizowaniu szkoleń, prób i konkursów dla RODOWODOWYCH psów myśliwskich.

Przez wiele dziesięcioleci w ZKwP wynajmował biuro w naszej siedzibie, a wielu działaczy związku kynologicznego było również myśliwymi i zasiadało w organach PZŁ. Na próbach i konkursach zwycięzcom wręczano dyplomy i tytuły FCI, ponieważ to ZKwP zatwierdzał nasze regulaminy i wybierał sędziów.

Jeśli ktoś trafi na imprezę kynologiczną PZŁ szybko się zorientuje, że uczestnicy to bardzo niewielkie grono pasjonatów poszczególnych ras

Moim zdaniem obecna ekipa, którą zainstalowali politycy Solidarnej Polski w Zarządzie Głównym PZŁ chciałaby wykiwać Związek Kynologiczny w Polsce. Pierwszym krokiem byłby samodzielny wybór sędziów, o czym pisze pan Wesołowski, a drugim nakazanie myśliwym certyfikowania psów.

Towarzystwo okupujące Nowy Świat naiwnie liczy, że tym sposobem Polski Związek Łowiecki będzie wystawiał dokumenty dla kilku, a może nawet kilkunastu tysięcy psów myśliwskich i wymusi podpisanie samodzielnej umowy z FCI.

Budowanie koalicji

Nie trudno przewidzieć jaki będzie efekt tej gry. Związek Kynologiczny w Polsce ma monopol na wystawianie dokumentów z logo FCI. W przypadku kiedy Polski Związek Łowiecki nie ma zamiaru współpracować i będzie budować swoje własne oceny psów to ZKwP zerwie porozumienie z PZŁ.

Pan Wesołowski i jego koledzy nie ogarniają, że ZKwP w tej rozgrywce trzyma same asy. Żaden hodowca oraz sędzia nie pokaże się na certyfikowaniu psów organizowanym przez Polski Związek Łowiecki, ponieważ udział w takich imprezach może skutkować wyrzuceniem z ZKwP.

Używanie przez pana Wesołowskiego argumentu, że PZŁ ma 130 tysięcy członków, a ZKwP tylko 20 jest słabe i pokazuje, że obecny Zarząd Główny PZŁ działa na skodę naszego związku, ponieważ nie rozumie na czym polega budowanie szerokiej koalicji. Myśliwi i kynolodzy mają dokładnie tych samych wrogów, więc współpraca jest w naszym wspólnym interesie.

Czekałem z moim komentarzem, ponieważ naiwnie myślałem, że tekst pana Wesołowskiego był jego prywatną inicjatywą i „nasz” łowczy wyda w tej sprawie komunikat, w którym odetnie się od poglądów swojego byłego pracownika. Niestety tak się nie stało, co jest czytelnym sygnałem.

W Polskim Związku Łowieckim od kilku lat niewielka grupa kynologów dąży do wprowadzenia obowiązkowych certyfikatów użytkowości dla psów myśliwskich

Brak wyobraźni

W ZKwP jest nowy zarząd, na którego czele stoi myśliwy – Leszek Salomon. Doskonale zna wszystkie problemy. W czerwcu ponad dwudziestu nowych sędziów zdało stosowne egzaminy, więc jeśli PZŁ będzie szczekał spod stołu, to związek kynologiczny samodzielnie zorganizuje próby i konkursy dla ras myśliwskich.

Czy zerwanie współpracy pomiędzy związkami uzdrowi kynologię łowiecką? Moim zdaniem NIE! W dawnych czasach w wiosennych próbach uczestniczyło 100 psów. Jeśli ktoś trafi dzisiaj na imprezę kynologiczną PZŁ szybko się zorientuje, że ta „rodzina” to bardzo niewielkie grono pasjonatów poszczególnych ras.

Jak w każdej „rodzinie” nie wszyscy się lubią. Ilość plotek i pomówień w tym środowisku jest porażająca, co w konsekwencji nie buduje pozytywnych więzi. Z tego powodu brakuje merytorycznej dyskusji jak powinniśmy promować kynologię.

Ekipa Pawła Lisiaka jest owładnięta chęcią rozdawania „Championów PZŁ”. Brakuje im wyobraźni i tak jak napisała „Brać Łowiecka” szerszej perspektywy i dobrych chęci.

ZAPRASZAMY DO ZAKUPÓW

Galeria zdjęć

Więcej artykułów