Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on tumblr
Share on email
Share on print

Zieloni dźihadyści

Radykalni weganie - od których odcina się nawet lewica - prowadzą akcje ekoterrorystyczne i świadomie łamią prawo. Jak długo jeszcze władze naszego kraju będą ignorować zagrożenie i pozwalać na zastraszanie leśników, rolników i myśliwych?

Ostatnio złapałem nastolatków, którzy zniszczyli dwie drabiny. Mieszkają w małej miejscowości na terenie obwodu. Młodszy chodzi do miejscowego liceum, a jego starszy kolega jest uczniem technikum leśnego.

Nie umieli wytłumaczyć z jakich pobudek dokonali tego aktu wandalizmu. Ze względu na wiek nie zadzwoniłem na policję. Rodzice nie byli zszokowani, nie przepraszali za swoje dzieci i nie podziękowali za pobłażliwe potraktowanie młodzieńców.

Podejrzewam, że małolaty są “miejscowymi” bojownikami, którzy w poszukiwaniu przygód poszli złą drogą. Byli mocno przestraszeni i obiecali odbudować urządzenia, co teoretycznie zrobili, ale kilka innych ambon zostało w niedługim czasie zwyczajnie zniszczonych. Z perspektywy czasu przyznaję rację mojemu Tacie, że należało wezwać policję. Kto ma miękkie serce musi mieć twardą…

To już kolejny rok w którym aktywiści organizacji antyłowieckich ścinają ambony.

Zakapturzeni aktywiści

Nie chcę być złym prorokiem, ale przeglądając Internet mam wrażenie, że czas polowania z ambon bezpowrotnie się kończy. W dawnych czasach kłusownicy „psuli” nam urządzenia, dzisiaj ich miejsce zajmują przeciwnicy łowiectwa. Czy to będzie tragedia? Przypominam, że przez stulecia polowaliśmy z ziemi!

W naszym kraju ten proceder dopiero raczkuje, więc pewnie nasi ojcowie będą oglądać zachody słońca ze zwyżki, ale nasze dzieci niekoniecznie. Bardzo wątpię, że zdołamy zatrzymać przeciwników polowania, dlatego warto poznać motywy jakimi się kierują i jednocześnie zastanowić jak postępować w przyszłości.

Reklama

We Francji zakapturzeni aktywiści antyłowieckich organizacji każdego dnia niszczą ambony myśliwskie. Teoretycznie utrudniają polowanie, ale prawdziwym celem jest wywołanie negatywnych emocji wobec naszego środowiska. Takie akcje są paliwem, które pozwala im funkcjonować w sieciach społecznościowych, dlatego każdego dnia publikują zdjęcia i filmy.

Większość to typowe ruchy anarchistyczne. Czytając ich wpisy normalnemu człowiekowi włosy stają dęba. Żeby nie być gołosłowny muszę Wam jeden zacytować: „Jesteśmy organizacją antykapitalistyczną i antyfaszystowską. Jesteśmy weganami, których celem jest wyzwolenie zwierząt, dlatego nazywają nas leśnymi „dżihadystami”. Sprzeciwiamy się wykorzystywaniu zwierząt i wykorzystywaniu ludzi. Sprzeciwiamy się rasizmowi i nacjonalizmowi. Wierzymy w bezpośrednie akcje. Mamy świadomość, że wyzwolenie zwierząt nigdy nie nastąpi w kapitalizmie.”

Słowo weganie z premedytacją wyboldowałem, aby uświadomić niedowiarkom, że wszystkie ruchy antyłowieckie opierają się na osobach, które nie jedzą mięsa i siłowo chcą zaszczepić w naszym społeczeństwie nową ideologię!

Pewnie nie uwierzycie, ale swoje zdjęcia publikują na Facebooku pod hasłem „Wyzwolić lub zginąć”. Setki laików i pozytywnych komentarzy są niezbitym dowodem, że coraz większa część społeczeństwa akceptuje łamanie prawa. Władze europejskich krajów całkowicie się pogubiły i nie umieją zatrzymać tego procederu.

Strony propagujące nienawiść

Jak grzyby po deszczu powstają strony, które oficjalnie przyznają, że ich celem jest inspiracja aktywistów. Wprost piszą, że partie lewicowe lekceważą weganizm, dlatego tworzą nowe organizacje i media.

W naszym kraju też mamy takie strony. „Ludzie Przeciw Myśliwym”(LPM) zwalcza myśliwych i moim zdaniem inspiruje bojowników. Większość „liderów” występuje tam anonimowo, co daje poczucie bezkarności za wypowiadanie radykalnych tez. Dodatkowo strona zajmuje się wyciąganiem pieniędzy od społeczeństwa – ale to osobny temat.

Z odsłoniętą przyłbicą działa natomiast koalicja „Niech Żyją”. Z tego powodu musiała się odciąć od antyłowieckiego ruchu. Mój ulubiony dziennikarz Robert Jurszo napisał na ten temat duży tekst, w którym gloryfikuje „Pracownię na rzecz Wszystkich Istot”, „Fundację Dziedzictwo Przyrodnicze” i „Fundację na Rzecz Prawnej Ochrony Zwierząt i Kontroli Obywatelskiej LEX NOVA”. Przypisując im wszystkie zasługi, a o LPM pisze tak…

„Nie zamierzam całkowicie odbierać zasług LPM. Niewątpliwie w jakimś stopniu uwrażliwili oni polskie społeczeństwo na problem łowiectwa. Przede wszystkim przez pokazywanie jego drastycznego oblicza, często wprost i „bez znieczulenia”.

W moim odczuciu pan Jurszo doskonale zdaje sobie sprawę, że w każdej akcji koalicji „Niech Żyją” główny trzon stanowią aktywiści LPM, więc musi ich zganić, ale jednocześnie pogłaskać. Czyli jak Prezydent Wałęsa – jest za, a nawet przeciw!

Nie mogę zrozumieć takiej hipokryzji, ale również tego, że władze naszego związku nie potrafią – pomimo coraz większej radykalizacji – zablokować tych działań!

LPM jak ALF

Obserwując wegańskie organizacje nie mam wątpliwości, że nasi aktywiści inspirują się na terrorystach z grupy ALF, która powstała w latach 70-tych ubiegłego wieku. Przeczytajcie, co o sobie piszą:

„ALF narodziła się, aby stawić czoła powszechnemu uciskowi zwierząt. Stawiamy opór poprzez bezpośrednie akcje. Działamy bez przywódcy, niezależnie w wielu komórkach na całym świecie. Nasze struktury tworzone są przez osoby o podobnych poglądach, które łączą się, aby podjąć działania przeciwko odpowiedzialnym za znęcanie się nad zwierzętami.

Nasza działalność jest nielegalna, nasi aktywiści nie ujawniają się przed opinią publiczną, swoimi rodzinami, przyjaciółmi, aby pozostać wolnym i kontynuować działania. Każdy, kto wykonuje akcje zgodnie z wytycznymi ALF, może uważać się za działacza ALF.”

Zasłona dymna

Wszystkie bojówki terrorystyczne – niezależnie od celów – potrzebują jednak liderów, którzy publicznie… Zawsze odcinają się od nielegalnych działań, ale mimochodem prezentują „dokonania” i zajmują się zbieraniem niezbędnych funduszy.

We Francji strona, która zajmuje się szeroko rozumianą organizacją i reklamą – jednoznacznie odcina się od działań ALF. „Nie jesteśmy w żaden sposób powiązani z ALF. Nie bierzemy udziału ani nie usiłujemy podżegać do jakiejkolwiek nielegalnej działalności. Jesteśmy mediami, publikujemy wiadomości lub doniesienia, jako anonimowe komunikaty, które przesyłają do nas grupy konspiracyjne. Sami nie bierzemy udziału w tych działaniach, a także nie znamy tożsamości osób, które to robią.”

W czasie tej akcji we Francji zniszczono 14 ambon!

Teoretycznie ładnie i profesjonalnie, ale w moim odczuciu takie strony Internetowe powinny być natychmiast zamykane przez władze każdego państwa. Nie można się zasłaniać wolnością słowa, ponieważ to jawne podżeganie do przestępstwa, a za to jest paragraf w każdym kodeksie karnym.

Z historii doskonale pamiętamy przykłady jak kończyło się pobłażanie ruchom, które stygmatyzowały inne grupy społeczne!

Galeria zdjęć

Więcej artykułów