Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on tumblr
Share on email
Share on print

Ludzie listy piszą

Prawdziwe dziennikarstwo upada. Wszystkie media chcą wzbudzać emocje i ujawniać sensacje. Dlatego w przestrzeni publicznej mamy mnóstwo plotek, a niekiedy również zwykłych pomówień.

„Brać łowiecka” bardzo chętnie na swoich łamach drukuje listy „zwykłych” myśliwych. W nagłówku nawet informuje, że jest ostatnim ogólnopolskim miesięcznikiem, w którym łowiecka społeczność może poruszać różne bolesne tematy. To bardzo śmieszna teza, która moim zdaniem nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, ale nie będę wyprowadzał z błędu redaktorów tego miesięcznika.

Ważniejszym tematem jest treść tych listów. „Brać Łowiecka” chętnie oddaje łamy wszystkim wyrzuconym pracownikom PZŁ. Wiem, bo też dostałem taką propozycję, ale nie skorzystałem z niej. Zawsze śmieszyły mnie osoby, które w takich chwilach czuły nagły przypływ „odwagi” i potrzebę publikacji „ważnych” informacji. Nie stawiam zarzutu tym, którzy ujawniają fakty. Niestety w takich przypadkach zazwyczaj głównym celem autorów było obrzucenie błotem swoich niedawnych „kolegów”.

Drukując listy wspomniana redakcja informuje czytelników, że nie ingeruje w tekst i poprawiła tylko błędy interpunkcyjne oraz ortograficzne – w ten prosty sposób zrzuca z siebie odpowiedzialność za treść, która nie ma nic wspólnego z dziennikarstwem.

Tropiciel afer

W ostatnim wydaniu możemy przeczytać list odwołanego łowczego z Częstochowy – niejakiego Andrzeja Perlińskiego – którego dopiero teraz martwi los strzelnicy – będącej własnością PZŁ.

Pominę zabawną historię powołania tego pana na to stanowisko łowczego okręgowego, wysokość jego poborów i nazwiska kolegów z rządu zjednoczonej prawicy, bo… Autor nie poruszył tych wątków w swoim liście do myśliwych.

Reklama

Możemy się domyślać, że jego zdaniem – najważniejszym tematem jest strzelnica i wielkie „przekręty” jakich dopuściły się w dawnych czasach miejscowe władze. Nie wymienia z nazwiska Ireneusza Chłąda, choć wszyscy myśliwi z tego okręgu znają tą osobę doskonale. Znają również, jego zdanie na temat swojego następcy, ponieważ wielokrotnie je wygłaszał na różnych imprezach.

Łowczy u rzecznika

Aby zrozumieć treść opublikowanego listu musicie znać kilka faktów. Pan Andrzej zanim został łowczym ponoć nie miał najlepszej opinii, a przez dwa lata pracy niestety nie zyskał powszechnego szacunku i uznania. To oczywiście opinie różnych myśliwych, które być może są krzywdzące, ale fakty są jednoznaczne. Okręgowy Zjazd Delegatów w 2019 roku nie udzielił zarządowi absolutorium i nie zatwierdził budżetu ani planu działania.

Teoretycznie ówczesny łowczy krajowy Albert Kołodziejski powinien pana Andrzeja Perlińskiego odwołać, ale z niewiadomych powodów nie wykonał uchwały NRŁ – łamiąc tym samym Statut PZŁ. Pewnie bał się podjąć decyzję, więc pozostawił swojemu następcy tą kontrowersyjną osobę na stanowisku łowczego.

Oliwy do ognia dolał sam pan Andrzej blokując zwołanie zjazdu i nie wpuszczając do zarządu powołanej komisji, która miała skontrolować działania zarządu!

Brazylijski serial

Ten brazylijski serial w cieniu Jasnej Góry trwał bardzo długo. Głównym „wrogiem” pana Andrzeja został członek NRŁ, a zarazem przewodniczący okręgowego zjazdu Sławomir Strzelczyk. To on w imieniu częstochowskich myśliwych pisał pisma i domagał się odwołania pana Andrzeja Perlińskiego.

W końcu się udało! Jest nowy kierownik biura, który wpuścił kontrolę. Niestety tak jak podejrzewali częstochowscy działacze nieprawidłowości było bardzo dużo i zostały zgłoszone do Głównego Rzecznika Dyscyplinarnego.

Przypuszczam, że z tego powodu nazwisko kolegi Strzelczyka znalazło się w liście wydrukowanym w „Braci Łowieckiej”.

Nie będę Was zmuszał do czytania tego „dzieła” ale zdradzę, że koledze Strzelczykowi pan Perliński zarzucił udział w komisji, która miała zadecydować o sprzedaży część działki na jakiej znajduje się strzelnica po zaniżonej wartości.

Nikogo nie zdziwię, że Sławomir Strzelczyk nigdy nie uczestniczył w żadnej komisji. Dlatego złożył do redakcji „Braci Łowieckiej” żądanie opublikowania sprostowania.

Strzelnica pod Częstochową

Rozmawiałem z byłym łowczym Ireneuszem Chłądem na temat częstochowskiej strzelnicy. Opowieść jest długa. Strzelnica została wybudowana w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. W 2005 roku nadarzyła się okazja kupienia od miasta za okazyjną cenę przyległych dwóch hektarów.

Częstochowa to mały okręg (2500 myśliwych) i brakowało środków, aby odpowiednio zagospodarować ten teren. Po długich poszukiwaniach znalazł się inwestor, który wydzierżawił strzelnicę i kupił część działki. Zbudował tam całe zaplecze. Obiekt doskonale funkcjonuje i służy myśliwym.

Żeby nie było żadnych niedomówień decyzja o sprzedaży została podjęta kolegialnie. Zgodnie z naszym statutem wniosek Zarządu Okręgowego zyskał akceptację Okręgowej Rady Łowieckiej, a potem organów centralnych. Ireneusz Chłąd publikację w „Braci Łowieckiej” kwituje jednym zdaniem.

– Jeśli mój następca wykrył nieprawidłowości to miał dwa lata na zgłoszenie tego faktu do prokuratury, jeśli tego nie zrobił to nie powinien pisać teraz łzawych opowieści, które moim zdaniem mają odwrócić uwagę od problemów jakie ma obecnie były łowczy!

Galeria zdjęć

Więcej artykułów