PREZENTY DLA LUDZI NATURY

Fundusze pozyskane ze sprzedaży wspierają nasze projekty związane z ochroną przyrody i ratowaniem zagrożonych gatunków!

Fot Rafał Łapiński
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on tumblr
Share on email
Share on print

Czarny charakter

„Brać Łowiecka” opublikowała list Zbigniewa Masłowskiego, w którym autor nieudolnie stara się dowieść, że był bohaterem porównywalnym do Diany Piotrowskiej.

Miałem nadzieję, że nie będę musiał upubliczniać tej historii, ale Zbigniew Masłowski wymusił moją ripostę, publikując w „Braci Łowieckiej” list, w którym próbuje zrobić z mojej osoby czarny charakter, a siebie wykreować na wielkiego bojownika o wolność i demokrację.

Zainspirował go ponoć mój tekst „Prawo i Sprawiedliwość”, w którym opisałem perypetie Diany Piotrowskiej. Była rzecznik została dyscyplinarnie zwolniona przez Piotra Jenocha, ówczesnego łowczego krajowego. Zmuszona do obrony – wytoczyła i wygrała proces z Polskim Związkiem Łowieckim.

Zbigniewowi Masłowskiemu ta sytuacja przypomniała, że pracował w redakcji „Łowca Polskiego”, został zwolniony i wygrał odszkodowanie w sądzie pracy. Nie wiem czy świadomie, ale w swojej opowieści pominął kilka ważnych szczegółów, które moim zdaniem nie pozwalają łączyć tych historii.

Nie lubię plotek i o ludziach staram się wyrabiać własne zdanie, więc kiedy łowczy krajowy poprosił mnie, abym znalazł dla niego miejsce w redakcji, nie protestowałem. W tym czasie pan Masłowski był już emerytem i – zdaniem łowczego – zwyczajnie nie radził sobie z obowiązkami, ale miał wiedzę na temat broni i strzelectwa, co miało się przełożyć na nową jakość tekstów z tej tematyki publikowanych na łamach „Łowca Polskiego”. Niestety, nie był dziennikarzem i okazało się, że z pisaniem przystępnych tekstów dla szerokiego grona myśliwych też ma problemy.

Kiedy w 2006 roku zostałem redaktorem naczelnym, postanowiłem znacząco przebudować skład redakcji. Zatrudniłem Mirosława Głogowskiego – doświadczonego dziennikarza – któremu powierzyłem funkcję prokurenta i koordynatora akcji „Ożywić Pola”, a do składu redakcji dołączył Paweł Bombik, który w tym czasie organizował zagraniczne wyprawy łowieckie. Posiadał wszechstronną wiedzę i po kilku miesiącach objął funkcję sekretarza redakcji.

Nowi pracownicy byli w pełnym tego słowa dziennikarzami, a znajomość angielskiego, hiszpańskiego, francuskiego oraz rosyjskiego, dawała im możliwość zdobycia cennych kontaktów dla redakcji! Nie byli moimi krewnymi ani znajomymi królika – jak napisał pan Masłowski. Mieli wysokie kompetencje, którymi (niestety) nie mógł pochwalić się autor listu.

W tym czasie bardzo intensywnie szukałem nowych autorów. Udało mi się przekonać do współpracy Jarosława Lewandowskiego, obecnego redaktora naczelnego miesięcznika „Strzał” i wybitnego fachowca od broni, z którym emerytowany pracownik ZG PZŁ nie mógł rywalizować.

Za dobre teksty autorzy oczekiwali honorarium, więc musiałem obniżyć koszty stałe. Większość kierowników jednostek w takiej sytuacji woła zbędnego pracownika i wręcza mu wypowiedzenie. Ja postąpiłem całkowicie inaczej.

Zakomunikowałem Zbigniewowi Masłowskiemu, że chciałbym zmienić formułę naszej współpracy i mam pomysł na wykorzystanie jego wiedzy i kompetencji. Pech chciał, że podczas urlopu pan Masłowski zachorował i sześć miesięcy przebywał na zwolnieniu. Kiedy pojawił się w pracy, wróciliśmy do naszej rozmowy w sprawie nowego projektu. Zaproponowałem mu prowadzenie „Szkoły Strzeleckiej Łowca Polskiego”.

Pomysł spodobał mu się, tym bardziej, że zajęcia miał prowadzić uznany autorytet w tej dziedzinie – Andrzej Szeremet. Ukazały się pierwsze reklamy, na które odpowiedziało wielu chętnych. Niestety, po kilku tygodniach pan Masłowski wycofał się z naszych ustaleń, zasłaniając się innymi planami, więc wspólnie ustaliliśmy termin jego odejścia.

Odebrał należną mu odprawę i byłem pewien, że pożegnaliśmy się w pełnej zgodzie! Z niezrozumiałych dla mnie powodów pan Masłowski złożył pozew do sądu pracy. Podczas rozprawy starał się dowieść, że jako wybitny fachowiec został zwolniony z polecenia łowczego krajowego. Sąd nie dał wiary i oddalił powództwo.

Mój były pracownik odwołał się i rzeczywiście sąd w drugiej instancji przyznał mu – jeśli dobrze pamiętam – dodatkowe symboliczne odszkodowanie w wysokości miesięcznego wynagrodzenia, ale z całą pewnością nie przywrócił go do pracy, co między wierszami sugeruje teraz w swoim liście.

Zbigniew Masłowski pisze, że walczył z Lechem Blochem. Zapomniał dodać, że postępowanie w prokuraturze, które zainicjował zostało umorzone, że do „Łowca Polskiego” przeszedł za porozumieniem stron, że jako autor tekstów o broni i strzelectwie się nie sprawdził, że sam zrezygnował z rozwojowego projektu szkoły strzeleckiej i – łamiąc ustalenia gentelmeńskiej umowy – nie był zainteresowany dalszą współpracą.

W wypadku Zbigniewa Masłowskiego nie mam żadnych wrzutów sumienia. W moim mniemaniu z jednej strony należycie dbałem o interes spółki, a z drugiej nie dałem odczuć byłemu pracownikowi PZŁ, że stał się niepotrzebny. Moim zdaniem, jego list to manipulacja w czystej formie. Diana Piotrowska została zwolniona przez Piotra Jenocha w trybie dyscyplinarnym. Po dziesięciu latach pracy na pierwszej linii frontu dostała w nagrodę od związku „wilczy” bilet. Przed sądem oczyściła swoje nazwisko i udowodniła, że ówczesny łowczy krajowy działał niezgodnie z prawem!

JEŚLI ZAMIESZCZANE TREŚCI NA PORTALU WildMen SĄ DLA CIEBIE INTERESUJĄCE, WESPRZYJ NAS I

KUP KALENDARZ NA 2021 ROK!

Galeria zdjęć

Więcej artykułów