WildMen

Fot. Shutterstock

„Nowy ład” dla dzików

Służby weterynaryjne wyznaczają kosmiczne plany odstrzałów sanitarnych. „Zjednoczona prawica” kolejny raz wywoła ogólnonarodową akcję obrony dzików.
Reklama

Wojewoda podkarpacki opublikował 14 stycznia bieżącego roku nowe rozporządzenie na temat odstrzału sanitarnego. Urząd wojewódzki na wniosek weterynarzy postanowił nakazać dzierżawcom i zarządcom obwodów łowieckich w trzy miesiące odstrzelić dwa i pół tysiąca dzików.

Reklama

Brak środków

Bezmyślność, głupota oraz brak wiedzy zarówno u polityków jak i bezradnych weterynarzy jest porażająca. Wszyscy myśliwi zadają sobie pytanie, skąd służby weterynaryjne biorą te liczby. Nie ma w tym magii i tajemnicy. Najczęściej odstrzał sanitarny zwiększany jest przez dodanie dzików, jakie zostały odstrzelone w ostatnim sezonie, zgodnie z Rocznym Planem Łowieckim.

Wyznaczanie nierealnych planów to prosta droga do chaosu, w którym „zjednoczona prawica” uwielbia się taplać. Rząd nie ma w budżecie środków na walkę z wścieklizną, ptasią grypą, a tym bardziej ASF. Niestety, ten fakt nie przeszkadza służbom weterynarii marzyć o zwycięstwie. Niewolnikami, którymi mogą bezkarnie pomiatać są myśliwi. Mamy gonić dziki za „miskę ryżu” i jeszcze udawać zadowolonych.

Reklama

Takie aroganckie traktowanie naszego środowiska ma dużą szansę doprowadzić do wspólnych demonstracji myśliwych i organizacji antyłowieckich, co może być wyjątkowo ciekawym doświadczeniem…

Wielkoobszarowa tępota

Wszyscy doskonale pamiętamy „wielkoobszarowe” polowania zbiorowe i odprawę łowczych w ministerstwie, gdzie Henryk Kowalczyk zakomunikował, że polowania powinny być szczególnie intensywne w strefach objętych ASF-em. Padły też słowa, że „oczekiwania są takie, że depopulacja dzików nastąpi w sposób absolutnie istotny”.

Reklama

Pod koniec 2018 roku Piotr Jenoch chciał błysnąć i zaprosił ministra Kowalczyka na zakończenie polowania w okręgu radomskim, gdzie kilka kół miało jednego dnia polować na dziki. Tak się narodził pomysł „wielkoobszarowych łowów”. Było to działanie czysto propagandowe, ale media i przeciwnicy polowań byli przerażeni.

Pomysł nie wypalił, bo wyciekł zapis kompromitującej dyskusji ministra z łowczymi, co było jednym z powodów odwołania ministra Kowalczyka. Dzisiaj ten sam polityk powrócił do rządu jako wicepremier i kolejny raz daje się wepchnąć swoim doradcom dokładnie w to samo bagno.

Reklama

Nie jesteśmy rakarzami

Politycy „zjednoczonej prawicy” żyją w głębokim przeświadczeniu, że wszystko wiedzą i nikogo nie muszą się o nic pytać, a już na pewno myśliwych, w temacie zwalczania afrykańskiego pomoru. Obserwując przez sześć lat nieudolne działania PiS-u, zaczynam mieć wrażenie, że politycy tej formacji zwyczajnie nie chcą rozwiązać tego problemu.

Bez wątpienia należy ograniczać populację dzików, bo to spowolni rozprzestrzenianie wirusa. Nie jest to proste zadanie, ponieważ olbrzymie obszary naszego kraju są wyłączone z reżimu obwodu łowieckiego i stanowią idealną ostoję dla dzików.

W końcu politycy dostrzegli ten problem, ale zabrakło im odwagi i cofnęli się w pół kroku. Wojewoda podkarpacki postanowił odstrzelić aż dwa dziki w Bieszczadzkim Parku Narodowym (jego powierzchnia to prawie 30 tysięcy hektarów). Gratuluję „twardej’ postawy i „zdecydowania” w działaniu.

Zdesperowane służby weterynaryjne każdej wiosny chcą zabijać prowadzące lochy. W ich mniemaniu, tylko tak można zwalczyć afrykański pomór świń. Nie potrafią zrozumieć, że myśliwi nie będą nawet za 10 tysięcy strzelać do matki i pasiaków. To jest wbrew naszej etyce. Zapamiętajcie to raz na zawsze! Redukcję dzików przeprowadza się od listopada do końca stycznia!

Nie możemy liczyć na reakcję i pomoc ze strony sparaliżowanego Zarządu Głównego PZŁ. Tymczasem Podkarpacie to tylko preludium. Jeśli nie będziemy zdecydowanie protestować, to z końcem marca wszystkie koła będą przymuszane do zabijania loch i pasiaków.

Reklama

ZAPRASZAMY DO ZAKUPÓW

Galeria zdjęć

Więcej artykułów