PRZYPINKI DLA LUDZI NATURY

Fundusze pozyskane ze sprzedaży wspierają nasze projekty związane z ochroną przyrody i ratowaniem zagrożonych gatunków!

Fot Shutterstock
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on tumblr
Share on email
Share on print

Strzelanie i polowanie

Wszyscy powinni widzieć, gdzie zaczyna się i gdzie kończy polowanie. W tym kontekście warto postawić pytanie, czy używanie nowoczesnych technologii przełamie kolejną granicę.

W całej Europie trwa dyskusja na temat nokto i termowizji. Wielu myśliwych twierdzi, że ich używanie „zdeprawuje” nasze środowisko i będzie miało katastrofalny wpływ na łowiectwo w XXI wieku. Często w tej debacie pada pytanie, czy nowoczesna optyka i termowizja czynią nas mniej etycznymi myśliwymi? Czy kolejne pokolenia łowców będą umiały polować bez fotopułapek i smartfonów? Czy będziemy wysiadać w trakcie polowania ze swoich luksusowych samochodów terenowych?

Nie mam wątpliwości, że zabicie jelenia, sarny, dzika czy lisa, wykorzystując wszystkie obecne zdobycze technologiczne, nie ma nic wspólnego z łowami i jest, co najwyżej ich substytutem. Niewiele tam „łowienia”, a więcej zwykłego strzelania

Człowiek był i jest drapieżnikiem, a łowienie jest naszym naturalnym instynktem. Nie robimy tego jedynie dla zdobycia pożywienia i przeżycia. Większość z nas odczuwa potrzebę oderwania się od cywilizacji. Tak – upolowanie zwierzyny daje satysfakcję każdemu myśliwemu, ale przestało być koniecznym warunkiem każdego wyjścia do lasu.

Naturalne instynkty

W naszych łowiskach każdego dnia polują drapieżniki. Konfrontują się dwa instynkty – ofiary i myśliwego. Kiedy wędkarz wiąże na końcu żyłki sztuczną muchę i wykorzystuje cale swoje doświadczenie, posyłając ją w miejsce, gdzie może stać pstrąg… możemy mówić o sztuce łowienia. Biorąc do reki sieć, też „łowią”, ale ma to niewiele wspólnego z wędkarstwem.

Oglądając redukujących dziki youtuberów, którzy dziękują za udane łowy świętemu Hubertowi, mam mieszane uczucia, ponieważ ja tam nie widzę polowania. Natomiast jestem pełen podziwu dla myśliwych, którzy dobrowolnie odrzucają zdobycze technologiczne i zbliżają się do swoich ofiar na kilkanaście metrów.

Gdzie jest granica? Każdy myśliwy stawia ją w innym miejscu. Sto lat temu nemrodzi krytykowali lunety. Dziś wszyscy ich używamy i nikogo to nie bulwersuje. Wyznawcy „termosów” podają ten przykład, twierdząc, że przyzwyczaimy się do tej nowości jak do innych wcześniej. Moim zdaniem jednak, tym razem skoku technologicznego nie zaakceptuje społeczeństwo.

Nie pomoże tworzenie fałszywego obrazu „polowania”. Strzelając z kilometra do celu, którzy nie czuje zagrożenia i nie może użyć swojego instynktu obronnego, wydaje się nieetyczne nie tylko dla przeciwników łowiectwa, ale również zwykłych zjadaczy chleba.

Etyka i przepisy

W „ekstremalnych” sytuacjach – na przykład walki z afrykańskim pomorem świń –tymczasowo zaakceptowano nokto i termowizję, ale możemy być pewni, że z chwilą wynalezienia szczepionki, politycy wrócą do starych zapisów. Czasy się zmieniły i myśliwi będą ograniczani kolejnymi przepisami. Wątpliwe, aby nasza tradycja, obyczaje, kultura i etyka stały się przeszkodą dla kolejnych nowelizacji prawa łowieckiego.

Pewnie więcej będziemy strzelać na strzelnicy niż w łowisku. Moim zdaniem skala ograniczeń będzie wynikała z naszych postaw i popełnionych błędów. W publicznej debacie i naszych wewnętrznych dyskusjach – niestety – zbyt często używamy niewłaściwych pojęć.

Czy rybak może być wędkarzem? Oczywiście! Wykonuje dokładnie tę samą czynność – łowi ryby – ale nigdy nie myli określeń. W naszym środowisku dla wielu miłośników nowoczesnej technologii największą obelgą jest zarzut, że nie są myśliwymi, a co najwyżej strzelcami.

Nie można mieć pretensji do myśliwych wykonujących redukcję i mówić o braku etyki, którą kierujemy się podczas polowania. Nie powinno się jednak pozwalać na zakłamywanie rzeczywistości – dziękować świętemu Hubertowi i wkładać sobie złom do kapelusza.

Społeczna akceptacja

Z jednej strony nie ma powrotu do wilczych dołów i rohatyn. Nawet łuki budzą wątpliwości, ponieważ zwierz nie pada „w ogniu”, tylko (w świadomości mieszczuchów) „męczy” się przed śmiercią. Skłuwanie kordelasem dla wielkomiejskich elit zabijających jedynie komary i muchy też jest zbyt okrutne.

Granice etyki myśliwskiej, zdaniem społeczeństwa, są zbyt miękkie i za daleko postawione. Z tej perspektywy wszelkie „ułatwianie” polowania jest drogą, która buduje nasz negatywny wizerunek.

Otwartym pytaniem, na które dzisiaj nie umiemy odpowiedzieć pozostaje kwestia, czy nokto i termowizja nie zdeprawują myśliwych? Nie wiemy, ilu nowych łowców umie „polować” jedynie z pomocą nowych technologii. Nie wiemy więc, jak liczna ich grupa, będzie umiała się obyć bez tych „wspomagaczy”. Pewnie wielu nie zrezygnuje i przejdzie na złą stronę mocy…

ZAPRASZAMY DO ZAKUPÓW

Galeria zdjęć

Więcej artykułów