PRZYPINKI DLA LUDZI NATURY

Fundusze pozyskane ze sprzedaży wspierają nasze projekty związane z ochroną przyrody i ratowaniem zagrożonych gatunków!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on tumblr
Share on email
Share on print

Rok Cezara

Jeśli ktoś poszukuje postrzałków to nie może niczego planować, nawet zabawy sylwestrowej. A zbyt ambitny przewodnik musi się jeszcze liczyć z poważnym uszczerbkiem na zdrowiu.

Stary rok postanowił nas pożegnać tak, abyśmy go długo pamiętali i wspominali! Wieczorne rozmyślania o zawiłościach naszego myślistwa przerwał telefon Tomka z koła „Przesmyk”. Strzelał do odyńca, który uszedł. Jest farba, ale ich dwa pieski nie dały rady, więc umawiamy się na rano.

Rankiem pracy przybyło. Jest jeszcze jeden dzik do szukania i drugi do kontroli… Zaczynamy oczywiście od odyńca. Ten na zestrzale nic nie zostawił, ale jak mówią, po 200 metrach była farba i skończyła się po 500 na leśnej przecince. Podejrzewają postrzał na miękkie. Nie tracimy czasu i ruszamy od tej przecinki….

Odyniec w bagnie

Cezar szybko łapie trop. Po dwóch kilometrach dochodzimy do rozległego, zwartego, bagiennego trzcinowiska. W tym miejscu mina mi rzednie!

Takich miejsc zwyczajnie się boję! Cezar jednak wchodzi i widzę na ekranie Alfy, że po 50 metrach dochodzi do rzeki. Zawracam go, bo dalej jest rozległe trzcinowisko i bagna, a rzeka jest nie do przejścia. Rozsądek mówi mi, że w tym terenie taki odyniec prędzej nas upoluje, niż my jego!

Tomek też zdaje sobie sprawę ze sporego ryzyka. Szybkie konsultacje i zapada decyzja, że odpuszczamy!

Przyjeżdżają po nas koledzy i jedziemy do drugiego, postrzelonego dzika. Może ten będzie rozsądniejszy i za kryjówkę wybierze trochę lepszy teren. Strzelany był, co prawda na suchym lesie, ale gdzie nas doprowadzi, tego nikt nie wie. Prawdopodobny postrzał na miękkie…

„Przyzwoity” dzik

Cezar ponownie z ochotą zapina się na trop i ruszamy ostro, jak przystało na pogotowie, ale łatwy teren kończy się po około kilometrze. Tutaj wszystkie dziki są niestety złośliwe i idą w bagna!

Ten był wyjątkowo „przyzwoity”. Szedł krzakami wzdłuż bagna, więc pies tropił w tym labiryncie a my szliśmy brzegiem lasu. Odległość między nami wynosiła około 80-100 metrów. Nagle mój orzeł zwolnił. Nie ma na co czekać, nurkuję w labirynt i słyszę, że głosi! Po chwili cichnie, a Tomek mówi, że słyszał uciekającą zwierzynę.

Jestem zaniepokojony, bo stoi w miejscu i się nie przemieszcza. Gdy dotarłem do niego okazało się, że dzik był jeszcze ciepły, ale już martwy…

Tym sposobem na starym roku doszliśmy 99 postrzałka. Moja rozbuchana ambicja od razu podpowiedziała, że istnieje nadzieja zakończenia roku okrągłą setką. Jak się okazało ta myśl drogo mnie kosztowała…

99 postrzałków

Jedziemy szukać trzeciego dzika. Wydawało się, że brak śladów trafienia i kula znaleziona w pniu drzewa, wyjaśnia wszystko. Cezar jednak był innego zdania i wybrał dzika, który o dziwo, nie wiał z watahą. Uciekł w przeciwnym kierunku!

Przeszliśmy za nim dwa kilometry, bez żadnego potwierdzenia trafienia na tropie. Osobiście sądzę, a wręcz jestem pewien, że mogła to być obcierka patrząc na zapał psa i jego zaangażowanie. Znowu przerywamy pracę.

Jednak powraca myśl o tym 100 postrzałku i zasugeruję, że może jeśli objedziemy bagna, do których wszedł poranny odyniec, to przy szczęśliwym trafie… Cezar powinien podjąć jego trop.

Koledzy chętnie na to przystali, a mnie już wyświetliła się w myślach ta okrągła setka. No i zdjęcie z orężnym odyńcem!

Szybko objechaliśmy bagno i trzciny. Na Alfie widziałem miejsce, gdzie Cezar był przy tej rzece. Teraz znajdowaliśmy się na brzegu bagien i lasu, w odległości około 300 metrów od miejsca, do którego dotarł mój posokowiec.

Idziemy brzegiem bagna, a Cezar spokojnie sprawdza teren przed nami. Po 200 metrach nagle zakręca w prawo do lasu i ciągnie w głąb. Zatrzymałem go na leśnej drodze i zadzwoniłem do kolegów. Za chwilę byli już przy nas. Tomek ruszył ze mną, a Cezar aż podskoczył z radości słysząc komendę „idź”!

Trop „krokodyla”

I tak zaczął się nasz maraton! Nie było wątpliwości, że idziemy za właściwym dzikiem, bo zostawiał trop „krokodyla”! Takiego rozmiaru buta z pewnością nie miał żaden dzik, w promieniu 200 kilometrów.

W niepamięć poszła zasada, że jeśli zwierz nie kładzie się do 3-4 kilometrów, to szanse jego dojścia są znikome. Ambicja przysłoniła zdrowy rozsądek. Brnęliśmy przez las, przez młodniki, gęstwiny i mokradła.

A gdy widzieliśmy dobre miejsce na legowisko dla dzika, to adrenalina szła nam w górę. Dzik jednak pokonywał nie tylko leśne drogi, ale i asfaltowe. W końcu wyszedł na pola, za którymi były nadwiślańskie chaszcze.

A mnie znów ponownie zaświtała nadzieja… Pokonaliśmy wał przeciwpowodziowy i już nad samą Wisłą taranowaliśmy kolejne krzaki. I nagle wielkie rozczarowanie!

Stoimy nad wodą, a dzik popłynął na wyspę. Jestem podłamany brakiem możliwości pokonania tej przeszkody. Przyjeżdżają koledzy i jeden z nich mówi, że kilometr dalej powinna być tzw. główka, którą można się dostać na wyspę. Jedziemy w to miejsce i rzeczywiście, z problemami, ale ja z Cezarem lądujemy na wyspie. Tomek ma dosyć i zostaje…

Ruszam tylko z moim orłem, do miejsca przeprawy naszego olbrzyma! Dotarcie do tropu nie było łatwą sprawą, bo dziki wzdłuż brzegu zryły każdy centymetr gruntu… Ale w końcu idąc tymi kraterami, dotarliśmy na miejsce!

Cezar po obdukcji tej nabrzeżnej, wodno- błotnej topieli, łapie trop i znowu zasuwamy. I nareszcie po ok.400 ma słyszę jego głoszenie, ale są za daleko i nie widzę ich!

Stary odyniec nie stawiał się, nie rżnął kozaka, tylko wziął nogi za pas i popędził w górę wyspy. Wróciliśmy prawie tam skąd przyszliśmy, tyle że Cezar doprowadził mnie na plażę, do miejsca z którego nasz zbieg popłynął na przeciwległy brzeg.

Stary i mądry

Tym oto sposobem stary mądry odyniec przypomniał staremu myśliwemu, że w tych dochodzeniach cuda się nie zdarzają! Jeśli nie ma porządnego trafienia nikt nie powinien liczyć na cuda…

Zasadę 3-4 kilometrów należy przestrzegać, chyba że się ma żelazną kondycję!

Kamienistą główkę, którą wracaliśmy na brzeg, można powiedzieć, że pokonywałem na czworaka. Do dzisiaj czuję ten 17 kilometrowy spacer w nogach…

A noc sylwestrową spędziłem w pozycji horyzontalnej z żoną, która patrzyła na mnie z politowaniem! Mimo totalnego zmęczenia, jestem bardzo zadowolony!

Koledzy głoszenie Cezara słyszeli, dzika doszliśmy, a dzięki temu, że naszego bilansu nie domknęliśmy do pełnej setki, to mamy o co walczyć z Cezarem w tym nowym 2021 roku!

JEŚLI ZAMIESZCZANE TREŚCI NA PORTALU WildMen SĄ DLA CIEBIE INTERESUJĄCE, WESPRZYJ NAS I

KUP KALENDARZ NA 2021 ROK!

Galeria zdjęć

Więcej artykułów