WildMen

Próba zastraszenia myśliwych

Przeciwnicy zabijania zwierząt mają prawo prezentować swoje opinie na temat polowania i zgłaszać propozycje zmiany obowiązującego prawa, ale nie mogą kłamać!

Reklama

Nikt nie komentuje bardzo słabego wyniku ministra Dorożały, jako kandydata na europosła. „Nasz” minister startował w Warszawie i zdobył zaledwie trzy tysiące głosów. Wynik grubo poniżej jednego procenta w największej polskiej aglomeracji jest dowodem, że wegańska wizja „ochrony przyrody” nie ma społecznego poparcia!

Reklama

Minister Dorożała nie podziękował swoim wyborcom za oddane głosy. Mam wrażenie, że przeciwnicy jedzenia mięsa – po tej ewidentnej klęsce – postanowili przykryć porażkę i przystąpić do zmasowanego ataku na łowiectwo. Stacja TVN 24 wyemitowała specjalny odcinek „Czarno na białym” (przez ponad dwa tygodnie był dostępny tylko w Internecie), a „Gazeta Wyborcza” i „Rzeczpospolita” opublikowały teksty, w których zaprezentowano założenia „reformy” łowiectwa…

LINK do tekstu opublikowanego w „Gazecie Wyborczej”

Reklama

Zakaz polowania

Minister Dorożała sprawia wrażenie bardzo pewnego, że zależny od resortu środowiska Polski Związek Łowiecki zaakceptuje postulaty antyłowieckiej koalicji „Niech Żyją”. Moim zdaniem ta „sztuczka” się nie uda. Po pięciu latach zarządzania Polskim Związkiem Łowieckim przez komisarzy „zjednoczonej prawicy” myśliwi powoli wstają z kolan…

Zdecydowana większość rycerzy św. Huberta zrozumiała, że kolejne ustępstwa będą oznaczać „skok” w przepaść. Nie tylko nie możemy się dalej cofać, ale musimy wyartykułować nasze żądania i wywalczyć pozytywne dla naszego środowiska zmiany w ustawie łowieckiej…

Reklama

Weganie dostrzegają naszą determinację i postanowili nam pogrozić palcem pokazując, że ich żądania mogą być bardziej radykalne. „Rzeczpospolita” opublikowała artykuł Cezarego Błaszczyka i Anny Zientary – którzy współtworzą „Centrum Prawa Ochrony Zwierząt i Przyrody Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego” – ich zdaniem wprowadzenie moratorium na polowania na niektóre gatunki ptaków, okresowe badania lekarskie oraz zakaz używania noktowizji NIE rozwiąże problemów…

„W naszej opinii rozwiązaniem problemów polskiego łowiectwa jest jego profesjonalizacja. Proponujemy odejście od obecnie obowiązującego społecznego modelu łowiectwa. Myślistwo dokonywane w interesie publicznym (odstrzały redukcyjne, selekcyjne i sanitarne) byłoby realizowane wyłącznie przez upoważnioną do tego służbę (np. już istniejącą Państwową Straż Łowiecką), według planów i wskazań opracowywanych przez ekspertów z ministerstwa właściwego ds. środowiska bądź naukowców. Myślistwo rekreacyjne (sportowe) zostałoby zaś jednoznacznie odróżnione od wyżej wymienionych działań i zakazane, tj. zrównane z przestępstwem zabicia zwierzęcia.”

Reklama

W tym tekście zabrakło mi dopowiedzenia, że ten pomysł nie jest niczym nowym. W 1974 roku, w Szwajcarii, w referendum mieszkańcy kantonu genewskiego zdecydowali, że zadania realizowane przez myśliwych, będą wykonywać etatowi pracownicy.

To doskonały przykład, ponieważ pozwala wyliczyć koszty takiego „modelu”, które przeciwnicy jedzenia mięsa bagatelizują, a prezentując pomysły na temat reformy łowiectwa zwyczajnie kłamią. Na tym właśnie schemacie zbudowali swój tekst prawnicy UW pt. „Potrzebna prawdziwa reforma prawa łowieckiego”!

LINK do tekstu opublikowanego w „Rzeczpospolitej”

Kłamstwa przeciwników zabijania zwierząt

Pani Anna i pan Cezary – pewnie, aby uwiarygodnić swoją tezę o konieczności „rewolucyjnych” zmian w prawie łowieckim – przedstawili fałszywy obraz łowiectwa, pisząc o „bolączkach” naszego modelu: „Tych natomiast jest wiele: od dużej liczby wypadków myśliwskich, przez zabijanie zwierząt objętych ochroną, przekraczanie planów łowieckich (oraz niewłaściwe zasady ich wyznaczania), polowania w rezerwatach przyrody i na obszarach Natura 2000, aż po naruszanie zakazu udziału dzieci w polowaniu czy konflikty z użytkownikami lasów i właścicielami nieruchomości na terenie obwodów łowieckich. Do nieprawidłowości dochodzi ze szkodą dla dobra publicznego, ponieważ zarówno lasy, jak i zamieszkujące je zwierzęta w stanie wolnym stanowią mienie Skarbu Państwa.” To typowa propaganda, która polega mieszaniu kłamstw z własnymi opiniami, które nie mają nic wspólnego z obiektywnym spojrzeniem na rzeczywistość.

Każdemu wolno napisać, że kilka wypadków w skali roku to „duża liczba”, ale statystyki pokazują, że polowanie jest jedną z najbardziej bezpiecznych form spędzania wolnego czasu na świeżym powietrzu. Jazda na rowerze, pływanie, czy chodzenie po górach stwarza większe zagrożenie dla życia i zdrowia…

Zostawmy jednak prawnicze „opinie” i przejdźmy do ewidentnych kłamstw, a jest nim twierdzenie, że myśliwi polują w rezerwatach! Nigdy tam nie polowaliśmy, ale takie bzdury opowiada minister Dorożała. Nie znam również ani jednego przypadku łamania zakazu zabierania dzieci na polowania przez myśliwych…

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego wymusił zmianę w prawie łowieckim i zlikwidował wszystkie „konflikty” z właścicielami nieruchomości, którzy obecnie mogą zakazać polowania na swoich działkach. Czytelnicy „Rzeczpospolitej” nie muszą znać prawa łowieckiego, a kiedy prawnicy z Uniwersytetu Warszawskiego tak piszą, to można pomyśleć, że myśliwi są przestępcami i moim zdaniem taki był cel autorów…

Zepsuci moralnie myśliwi dewastują przyrodę

Nie dość, że jesteśmy przestępcami notorycznie łamiącymi prawo, to jeszcze dewastujemy przyrodę. Dwukrotnie autorzy tekstu wspominają o „planowaniu odstrzału”. Za pierwszym razem wygłaszają swoją nieobiektywną opinię na temat ich przekraczania i niewłaściwego ustalania, ale za drugim razem znowu kłamią: „Obecnie roczne plany łowieckie sporządzają koła łowieckie PZŁ jako dzierżawcy obwodów łowieckich, a zatwierdzają nadleśniczy Lasów Państwowych w uzgodnieniu z PZŁ. Jak wskazują krytycy, planów nie opiniują zewnętrzni eksperci, a zawarte w nich szacunki zawyżają liczbę „Zwierzyny łownej.”

Plany odstrzału opiniują w imieniu społeczeństwa władze samorządowe – o czym prawnicy UW nie wspominają – ale zwykłym kłamstwem jest twierdzenie, że zawyżamy liczebność gatunków łownych!

Oczywiście wrzucenie do tego zdania „ekspertów” i przypisanie ewidentnego kłamstwa „krytykom” zwalnia od odpowiedzialności prawników UW, ale przeciętny czytelnik tego nie wychwyci. Tymczasem statystyki z ostatnich 50 lat dobitnie pokazują, że nie tylko NIE zawyżamy, ale użytkujemy zasoby przyrodnicze w sposób zrównoważony, co przekłada się na ich stały wzrost. Doskonałym przykładem są tutaj jelenie, które w latach 70-tych ubiegłego wieku w większości kraju nie występowały, a ich liczebność oceniano na 50 tysięcy sztuk, a obecnie na 290 tysięcy!

Świadome zakłamywanie rzeczywistości

Prawnicy reprezentujący wspomniane „Centrum Prawa Ochrony Zwierząt i Przyrody Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego” – którego fanpage obserwuje tylko 80 osób – mogą prezentować swoje pomysły, ale osoby z tytułami naukowymi pracujący w katedrze Historii Doktryn Polityczno-Prawnych oraz katedrze Prawa Karnego nie mogą zakłamywać rzeczywistości pisząc, że: „Jesteśmy świadomi, że realizacja naszych postulatów przyniosłaby koszty dla budżetu państwa, związane głównie z brakiem wpływów z czynszu dzierżawnego obwodów łowieckich oraz rozbudową służby zajmującej się łowiectwem. Dodatkowo na Skarb Państwa zostałby przeniesiony ciężar wypłaty odszkodowań dla rolników za szkody wyrządzone przez zwierzęta dzikie. Niemniej będą one raczej niskie, skoro sprofesjonalizowane łowiectwo zapewni efektywną gospodarkę łowiecką i małe szkody. Istotnych kosztów i zmian gospodarczych nie przyniesie też brak mięsa pozyskiwanego w wyniku łowiectwa. Dziczyzna już dziś stanowi ułamek spożywanego mięsa i z powodzeniem można zastąpić ją produktami pochodzącymi z uboju.”

Każdy średnio rozwinięty człowiek po szkole podstawowej potrafi dzisiaj posługiwać się wyszukiwarką. Z pierwszego tekstu, jaki nam wyskoczy dowiemy się, że w kantonie genewskim jest zatrudnionych 11 strażników. Zarządzanie dziką zwierzyną w tym bardzo zurbanizowanym terenie o powierzchni 28 tysięcy hektarów kosztuje około miliona franków rocznie (4,5 miliona złotych).

W „normalnym” terenie koszty rosną trzykrotnie, dlatego modelu „genewskiego” nie można zastosować w całej Szwajcarii. Nawet tak bogaty kraj nie jest w stanie ich udźwignąć…

A jakie to są koszty? Stworzono specjalny kalkulator, który pokazuje, że w skali roku zarządzanie dziką zwierzyną na powierzchni 170 tysięcy hektarów, to koszt około 56 milionów franków szwajcarskich (250 milionów złotych), czyli przeliczając to na teren Polski otrzymamy około 40 miliardów złotych!

W budżecie naszego kraju przez następne 100 lat takich środków nie będzie. Czy zatem prawnicy z Uniwersytetu Warszawskiego błędnie oszacowali koszty?

Z zacytowanego fragmentu ewidentnie widać, że nie mają zielonego pojęcia na ten temat, ale nie można ich podejrzewać o ignorancję, dlatego stawiam tezę, że celem tego artykułu było wyłącznie przestraszenie Polskiego Związku Łowieckiego…

Mamy nie „fikać” i przyjmować wszystkie propozycje, jakie wysuwają aktywiści antyłowieckiej koalicji „Niech żyją”. Myślę, że na pierwszym „roboczym” spotkaniu zespołu ministra Dorożały „strona społeczna” mocno się zdziwi!

Reklama

ZAPRASZAMY DO ZAKUPÓW

Galeria zdjęć

Więcej artykułów