Fot Karol Bielakow
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on tumblr
Share on email
Share on print

Odyniec na wypasie

Opowieść zaczyna się zimą. Kukurydzisko pod miastem często odwiedzały dziki. Najczęściej lochy i przelatki, które znajdowały spokojnie schronienie w otaczających pole nieużytkach.

Łowczy zjeżdżając z polowania zawsze zaglądał w to miejsce i kilkakrotnie udało mu się podejść buchtujące watahy. W grudniu zauważył dużego odyńca, który zawsze miał szczęście – albo schodził, albo wiatr zakręcił, albo „coś” go spłoszyło.

Zima się skończyła i odyniec wyparował, ale przyszedł czas zasiewów i pilnowania pól, gdzie strzelają petardy. Być może to one były powodem, że odyniec powrócił w sumie do niewielkiego paska nieużytków.

Tego dnia razem z łowczym rozstawialiśmy sznury hukowe. Kiedy podjechaliśmy pod Gawroniec na łące zauważyliśmy „dużego” dzika i kilka przelatków. W ciągu kilkunastu sekund sprawdziliśmy wiatr i wybraliśmy drogę podejścia. Ostrożnie – cały czas obserwując dziki – podeszliśmy na dwieście metrów i już wiedzieliśmy, że mamy przed sobą „naszego” odyńca – miał charakterystyczną karpiowatą budowę.

Postanowiliśmy nie ryzykować i podejść jeszcze tylko 100 metrów. Tym razem odyniec nie miał szczęścia. Strzał przeszył powietrze. Dzik zaznaczył i galopem ruszył w kierunku nieużytków, do których jednak nie dotarł. Kilka metrów przed nimi spisał testament.


Wspaniała przygoda i wielkie emocje. Z bliska „nasz” odyniec wyglądał imponująco. Warzył 96 kilo, a szable mają długość 19 i 18 centymetrów.

Roman Jaciubek

Wszystkim myśliwych zachęcamy do przesyłania fotografii oraz krótkiego opisu polowania!

Reklama

Galeria zdjęć

Więcej artykułów