WildMen

łowieckie tradycje
łowieckie tradycje

Gorzki smak tradycji

„Gazeta Wyborcza” zaatakowała Eugeniusza Grzeszczaka. Tekst tradycyjnie okraszono krwią „mordowanych” zwierząt, ale tym razem zanucono również pieśń ludu pracującego miast i wsi: Wyklęty powstań, ludu ziemi…

Reklama

Powołany przez resort środowiska nowy łowczy krajowy stał się celem ataku. Dziennikarze „Gazety Wyborczej” politykowi PSL-u zarzucili posiadanie własnej ambony z tabliczką „senator”, przynależność do koła łowieckiego, które jest atakowane przez przeciwników zabijania i jeżdżenie bryczką z Prezydentem Komorowskim…

Reklama

Cały tekst jest jednym wielkim kapiszonem, choć tym razem obok zarzutu „polowania dla zabawy” zagrano również na niechęci do kułaków i obszarników. Wielu myśliwych nie rozumie, dlaczego nasze tradycje są nieustannie opluwane w mediach. Wszystko ma swoje uzasadnienie w historii, o której warto pamiętać…

Atrybut władzy

Do wybuchu II Wojny Światowej polowanie w Polsce było zarezerwowane dla właścicieli gruntów – ziemian i arystokracji – dla których jeździectwo i łowy było jedyną atrakcją w nudnym wiejskim życiu. Reszta społeczeństwa mogła w nich uczestniczyć tylko, jako naganiacze i stajenni.

Reklama

Po 1945 roku pomimo zmiany ustroju polowanie było dalej dostępne tylko dla elit. Z tych powodów zdecydowana większość naszego społeczeństwa „myśliwego” utożsamia z szeroko rozumianą „władzą”, do której miała i ma ograniczony szacunek.

Teoretycznie wszystko się zmieniło po 1989 roku, kiedy każdy obywatel niezależnie od statusu społecznego i pochodzenia klasowego może się ubiegać o pozwolenie na broń, czyli atrybut „władzy”. Jednak dostąpić tego „zaszczytu” mogą tylko nieliczni, więc w narodzie łatwo można kreować strach przed uzbrojonym osobnikiem…

Reklama

Kułak i obszarnik

Te dwa określenia doskonale znamy z propagandy socjalistycznej. Przez 40 lat PRL-u władza ludowa tłumaczyła społeczeństwu, że to ich wrogowie. Dla dzisiejszych propagandzistów nie jest wielką sztuką, aby ten negatywny obraz podtrzymać u potomków chłopów pańszczyźnianych…

Wystarczy pokazać prywatną ambonę z tabliczką „senator” czy myśliwych w bryczkach i powozach, aby odżyły stare resentymenty. Bez wątpienia w strategii promocji nowoczesnego łowiectwa należy umiejętnie równoważyć pokazywanie naszych tradycji z rolą, jaką pełni dzisiaj myśliwy w systemie ochrony przyrody.

Reklama

Tekst o nowym łowczym krajowym jest niezmiernie ciekawy, ale nie z powodu manipulacji, jakie zastosowano, ale trzech cytatów ministra Mikołaja Dorożały. Pierwszy wyjątkowo optymistyczny dotyczy Eugeniusza Grzeszczaka, który zdaniem ministra „Przedstawił bardzo merytoryczny plan naprawy sytuacji Polskiego Związku Łowieckiego i dostał od ministerstwa duży kredyt zaufania.”

Niepokojące plany resortu

Dwa pozostałe cytaty nie napawają już optymizmem. Pada kolejne potwierdzenie, że resort środowiska planuje zakazanie używania zarówno termowizji jak i noktowizji.

Można domniemywać, że minister Dorożała rozmawiał o tym z Eugeniuszem Grzeszczakiem: „Dużo uwagi poświęciliśmy także kontrowersjom wokół wykorzystywania termowizji/noktowizji w polowaniach i kwestiom zmian zasad komunikowania polowań, dostępności lasu dla mieszkańców.”

W tym kontekście pewnie wielu myśliwych oczekuje jasnego komunikatu ze strony nowego Zarządu Głównego PZŁ nie tylko na temat nowoczesnej optyki, ale również merytorycznego planu naprawy PZŁ – tym bardziej, że idziemy na ostre zwarcie z ministerstwem. Pan Mikołaj po raz pierwszy wymienił również gatunki, które chce lepiej chronić…

„Wpisanie na listę ochronną kilku gatunków ptaków, m.in. jarząbek, cyraneczka, bażant czy gęsi zbożowe oraz przygotowanie planu wdrożenia ochrony dla niektórych gatunków, m.in. dla ciężarnych loch.”

Zestawianie gatunku obcego, jakim jest bażant z jedną kaczką, zbożówką, jarząbkiem i ciężarnymi lochami jest całkowicie niezrozumiałe. Wszystkim wymienionym kompletnie nic nie zagraża, więc troska pana ministra musi mieć inne podłoże…

Wyprowadzić kontratak

Mikołaja Dorożąłę albo ktoś wprowadza w błąd, albo znów potwierdza swoją ignorancję. Nie znam łownego gatunku „ciężarna locha”. Prezentowanie kolejnych bzdur kompromituje poważny resort.

Na wojnie nie przebiera się w środkach. Będziemy atakowani z każdej strony i musimy odpowiadać na każdy cios, ale oprócz działań reakcyjnych musimy w końcu wyjść z kontratakiem i przejąć inicjatywę.

Nie jesteśmy bandytami i kłusownikami. Polujemy zgodnie z obowiązującym prawem. Wszystkie przypadki łamania prawa przez członków Polskiego Związku Łowieckiego trafiają przed oblicze niezawisłych sądów.

Nie wygramy jednak tej wojny siedząc w swojej wieży warownej i odpierając kolejne ataki. Musimy z niej wyjść i nawet, jeśli będziemy ponosić na początku większe straty, to dłuższej perspektywie mamy szansę przejść do ofensywy, która przyniesie zwycięstwo!

Nowy łowczy krajowy. Ma prywatną ambonę, jeździł dorożką z Komorowskim

Reklama

ZAPRASZAMY DO ZAKUPÓW

Galeria zdjęć

Więcej artykułów