WildMen

Siła wiatru

Rozmowa z hodowcą wyżłów Sławomirem Kurowskim o naszej kynologii i przyszłości rodowodowych psów myśliwskich.

Reklama

Kiedy podjeżdżasz pod bramę kilkadziesiąt wyżłów oznajmia Sławkowi twoje przybycie. To wyjątkowo profesjonalnie prowadzona hodowla wyżłów! Siadamy w kuchni. W rozmowie uczestniczy żona Beata i dwie córki, bo cała rodzina Kurowskich żyje kynologią!

Reklama
W hodowli Loyal Point wszystkie psy są traktowane jak członkowie rodziny.

Dzisiaj hodujesz wyżły angielskie, niemieckie, włoskie i francuskie. W sumie siedem ras. Jak był początek Twojego kenelu?

W tej opowieści padną nazwiska osób, o których dzisiaj coraz mniej myśliwych pamięta. W 1980 roku kupiłem swojego pierwszego psa. Kolega mojego taty zadzwonił, że potrzebuje znaleźć dom dla szczeniaka. Był nim wyżeł niemiecki szorstkowłosy, który nie uzyskał akceptacji jego małżonki. Rok później zdałem egzamin łowiecki i od razu zapisałem się na kurs dla menerów, który przy zarządzie wojewódzkim w Warszawie prowadził Jerzy Wilski – autor doskonałej książki „Zrozumieć psa”.

Na próbach polowych i konkursach poznałem hodowców, sędziów i wielu wspaniałych myśliwych, którzy potrafili zainteresować kynologią adeptów łowiectwa. Wszystkich nie sposób wymienić, ale moimi autorytetami były Halina Kuczyńska, Wanda Szczepkowska oraz Czesław Kurowski, Wojtek Tarnowski Marek Roszkiewicz, Erwin Dembiniok i Andrzej Brabletz.

Reklama

Zaprzyjaźniłem się i najwięcej nauczyłem o układaniu psów myśliwskich od Janiny Niwińskiej. Przekazała mi swoje tajemnice jak układać wyżły, ale również oceny ich wartości w polu – czyli siły wiatru, chodów i stójki. To właśnie dzięki niej kupiłem drugiego wyżła – czeskiego fouska.

Janeczka pokazała mi jak zakładać włóczki i wytłumaczyła, co to jest aport. Była prawdziwą damą w warszawskim towarzystwie kynologicznym. Całe życie hodowała czeskie fouski i wiedziała o nich wszystko!

Reklama
Janina Niwińska była prawdziwą damą w warszawskim towarzystwie kynologicznym.

Czterdzieści lat temu myśliwi polowali z rodowodowymi psami?

Większość myśliwych nie miała psa. Na dziki polowano z kundelkami, a wśród wyżłów wiele nie miało rodowodów! Mój pierwszy pies też nie miał dokumentów. Dawniej rejestrowano tylko sześć szczeniaków z miotu. Pozostałe hodowcy rozdawali po znajomych. Prawdopodobnie, dlatego mamy dzisiaj całe mnóstwo psów myśliwskich bez rodowodów w typie poszczególnych ras.

Do hodowli zostawiano tylko najlepsze?

Teoretycznie! Nie jesteś w stanie ocenić potencjału szczeniaka. Niekiedy ostatni i najmniejszy „ogryzek” po kilku miesiącach okazuje wspaniałym psem z wielkimi możliwościami. Kilka razy mieliśmy w naszej hodowli takie przypadki. Generalnie w wieku pięciu – dziewięciu miesięcy potrafimy wskazać najlepszego psa.

Reklama

Najlepszego, czyli jakiego?

Na podstawie nabytego doświadczenia umiemy wytypować te, które mają największy potencjał. Choć nie zawsze się udaje! Część z nich „idzie” do znajomych za darmo, ponieważ wychodzą wady w uzębieniu lub w eksterierze, co wyklucza je z dalszej hodowli…

Córka Wiktoria opiekuje się i bardzo przywiązuje do szczeniaków…

W Twoim domu i hodowli główną rasą są dzisiaj pointery…

Zawsze podobały mi się angliki i kiedy Marek Roszkiewicz kupił Amona po psie Wojtka Tarnowskiego namówił mnie do zakupu pierwszego pointera. Dlatego w 1989 zmieniłem przydomek mojej hodowli z „Głuszcowa polana” – który do angielskich wyżłów średnio pasował – na „Loyal Point”. Początki były trudne i popełniłem wiele błędów…

W 1991 roku postanowiłem kupić psa z najwyższej półki i pojechałem do Francji, gdzie się wychowałem. W tamtych czasach mieli najlepsze pointery, więc od razu po przyjeździe rozpocząłem poszukiwanie psa i jeden z hodowców zaproponował mi pracę w kenelu…

Płacili marne grosze, ale zobaczyłem jak wygląda profesjonalna hodowla. Naiwnie myślałem, że można tam kupić dobrego psa. Prawda jest okrutna! Nieznajomym wciska się zawsze najgorszy sort. Musisz mieć wielkie doświadczenie i znajomości, albo zaskarbić sobie względy hodowcy…

Dzięki ciężkiej pracy dostąpiłem zaszczytu i mogłem kupić – za dwa tysiące dolarów – szczeniaka z doskonałej linii. Był nim Georges Du Pic De La Grave, którego ojciec dwukrotnie wygrał mistrzostwo świata Grande Cerca. Wszyscy wracali do kraju z wypasionymi autami, a ja wiozłem pointera oraz ledwo dychającego Volkswagena Polo…

Ojciec nie był zachwycony. Miał pretensję, że przeznaczyłem prawie wszystkie zarobione pieniądze na psa. Jego układanie powierzyłem Wojtkowi Tarnowskiemu. Georg był wspaniałym psem i wygrał wiele konkursów w tym czeską wystawę klubową uzyskując tytuł psa „chownego”. To był pierwszy polski pointer, który miał prawo kryć suki u naszych południowych sąsiadów.

Tak wyglądały polowania na kuropatwy po lewej Anda z „Olszówki”, a po prawej Georges Du Pic De La Grave

Czyli w hodowli psa myśliwskiego najważniejsze są geny?

Odpowiedź na to pytanie nie jest oczywista. Geny są bardzo ważne, ale to bardzo skomplikowany proces. Nawet najlepsi rodzice nie zawsze dają doskonałe potomstwo. Jednak rozmnażanie wybitnych psów przynosi po latach sukcesy, które bardzo łatwo kilkoma nieprzemyślanymi ruchami obrócić w spektakularną porażkę!

Jak wybrać psa myśliwskiego?

Musi być piękny, mądry i użytkowy. Dokładnie w tej kolejności, bo pies myśliwski, a tym bardziej wyżeł musi być piękny. Problem polega, że mamy dzisiaj coraz piękniejsze psy, ale zepsuto ich psychikę…

W hodowli bardzo ważne są suki, które opiekują się szczeniakami. Jeśli nie uciekają od szczeniaków, wylizują je, zajmują się nimi, to wiesz, że będziesz mieć właściwie odchowane szczeniaki. Z psów, którymi muszą się zajmować ludzie – najczęściej nic nie będzie…

Sprawdzając szczeniaki sprawdzam ich wiatr i stójkę, ale wiarygodną oceną są dopiero wiosenne field trialsy, gdzie psy muszą odszukać na kilkunastu hektarach parkę kuropatw. W takich warunkach można wybrać najlepsze do dalszej hodowli i polowania, bo widzimy ich naturalną stójkę oraz „siłę wiatru”, czyli odległość, z jakiej potrafią wystawić kury.

U wyżła najważniejszy jest wiatr i stójka

Wielu kynologów twierdzi, że rozwiązaniem wszystkich naszych problemów byłoby wprowadzenie do ustawy obowiązkowego certyfikatu użytkowości. Jakie jest Twoje zdanie?

Znając naszą mentalność byłby to wielki błąd, a konsekwencje dla łowiectwa i kynologii opłakane. Wszelkie nakazy należy likwidować, nawet obowiązkowe próby polowe dla hodowców! Bo jaki sens ma przymuszanie do tego osób, które nie mają i nie chcą mieć nic wspólnego z polowaniem. Tworzymy fikcję oraz nowe „stowarzyszenia”, bo zawsze ktoś się obrazi…

Na kynologię myśliwską nie powinno sie patrzeć przez pryzmat Niemiec, Czech i Słowacji, gdzie funkcjonują obowiązkowe certyfikaty. Światowymi liderami są dzisiaj Włosi, Francuzi oraz Serbowie, ale tam myśliwi kupują roczne psy…

Wstępnie sprawdzone i ułożone do polowania. Hodowca w dokumentach pisze „pies do praktycznego polowania”. Niestety Polak musi mieć małego szczeniaka…

Nawet, jeśli odda swojego „orła” do ułożenia, który potem zdobędzie „certyfikat”, to i tak w ciągu kilku miesięcy go „zepsuje”, bo zdecydowana większość naszych myśliwych nie ma zielonego pojęcia jak prowadzić wyżła, płochacza, dzikarza czy tropowca.

Starsza córka Karolina już poluje…

Jak zatem podnieść naszą kynologię na wyższy poziom?

Polski Związek Łowiecki nie może się ograniczać do organizacji prób, konkursów i wystawiania certyfikatów! Nie znałem pana Pawła Lisiaka, ale wielu kynologów trzy lata temu zapewniało o jego kynologicznych kwalifikacjach. Byłem pełen obaw, bo część naszego środowiska miało o nim negatywne zdanie…

Wykazał się totalną ignorancją i brakiem wiedzy zarówno kynologicznej, jak i łowieckiej. Przez jego błędne decyzje mamy dzisiaj totalny chaos. Nikt nie ma już wątpliwości, że jego celem była prywatna wojenka z ZKwP. W naszym środowisku jest „czarną owcą”, która wyłącznie niszczy wizerunek kynologii łowieckiej.

Polowanie bez ułożonych psów myśliwskich jest niemożliwe…

Moim zdaniem hodowlą powinni się zajmować profesjonaliści zrzeszeni w Międzynarodowej Federacji Kynologicznej FCI, a Polski Związek Łowiecki ma edukować myśliwych oraz ułatwiać sprawdzenie oraz układanie psów!

W dawnych czasach myśliwi, którzy zgłaszali się do łowczego wojewódzkiego nie mieli żadnego problemu z dostaniem bezpłatnego odstrzału, aby układać wyżły do konkursów. Dzisiaj w Ośrodkach Hodowli Zwierzyny nie ma zwierzyny drobnej, a kierownik ma zakaz wystawiania odstrzałów!

Paweł Lisiak żyje wyłącznie utopijną wizją certyfikowania psów myśliwskich! Pokazał, że nie ma za grosz szacunku dla hodowców, którzy budowali użytkowe linie w ramach FCI. Ja poświęciłem 40 lat hodowli wyżłów, ale dla „naszego” łowczego nie ma to żadnego znaczenia!

Mam głęboką nadzieję, że wiatr historii wymiecie partyjnych nominatów, a ich następcy wybrani w demokratycznych wyborach odbudują pozytywne relacje pomiędzy naszymi związkami i będą promować rodowodowe i ułożone psy myśliwskie!

Jestem umówiony na kolejne spotkanie i opowieść o włoskich wyżłach Bracco Italiano

Wszystkich zainteresowanych wyżłami odsyłam do strony internetowej hodowli Loyal Point LINK

Reklama

ZAPRASZAMY DO ZAKUPÓW

Galeria zdjęć

Więcej artykułów