Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on tumblr
Share on email
Share on print

W obronie kaczek

Sezon na kaczory otwarty. Nasi przeciwnicy w końcu mogą zamachać skrzydłami. Trudno mi uwierzyć, że kilkunastu aktywistów organizacji antyłowieckich, kłamiąc w żywe oczy zagania pod ścianę 130-tysięczną organizację!

Były myśliwy, który rozstał się z bronią, odstawił wszelkie używki, mięso i przeszedł na buddyzm, postanowił całkowicie zmienić swoje życie. Jestem pewien, że każdego dnia, kiedy się budzi, myśli o cudownych chwilach, jakie spędził, polując z kolegami na kaczki. W jego każdym wywiadzie i tekście czuć tęsknotę do świata, który zostawił za sobą. Pewnie każdym swoim nerwem czuje tę wspaniałą atmosferę podczas tradycyjnego myśliwskiego ogniska, kiedy jakaś niewidzialna siła nie pozwalała mu jechać do domu, żony i dzieci. Intensywnie polował!

Musi głęboko wierzyć, że jego największym życiowym sukcesem było wyzwolenie się ze starych „nałogów”. Pewnym substytutem dawnych czasów są jego opowieści, w których ze szczegółami relacjonuje, jak strzelał, patroszył i biesiadował z kolegami. Na ich podstawie możemy powiedzieć, że był „zwykłym” myśliwym. Nigdzie nie chwali się wykształceniem, ale dzięki swoim aktorskim talentom zyskał przychylność mediów, które wykreowały go na wielkiego specjalistę od ochrony przyrody. Muszę przyznać, że jest mistrzem manipulowania emocjami i wciskania „ciemnemu ludowi” totalnych bredni!

Nie trzeba być prorokiem, żeby przewidzieć scenariusz działań organizacji antymyśliwskich. Przed nami upojne pięć miesięcy wegańskiego festiwalu. Zaczniemy tradycyjnie od kaczek, potem będzie rykowisko, a ostatnim akordem, który będzie grany do Świąt Bożego Narodzenia będą „krwawe polowania zbiorowe”. Kilka naszych starych, a pewnie i nowych wpadek będzie rozdrapywanych na oczach całego społeczeństwa.

Mija właśnie dziesięć lat naszego potykania się i bezsilnej nieumiejętności przejścia do kontrataku. Nasi przeciwnicy wciągają w swoje szeregi nowych „fachowców”, a my opowiadamy o szkodach i regulowaniu pogłowia, używając prawie w każdym zdaniu idiotycznego określenia „pozyskanie”, z którego wszyscy się już śmieją!

Szanowni obrońcy życia, kaczek, rykowiska i czego tam jeszcze chcecie! Polowanie to nie zabijanie dla przyjemności – chociaż wszędzie tak opowiadacie! Człowiek jest drapieżnikiem i to, że Wy macie na ten temat inne zdanie, nie zmienia tego faktu. Zasoby naturalne można i należy użytkować. Tym bardziej, że jest to najzdrowsze mięso, jakie człowiek może zdobyć.

Wszystkie wasze argumenty są beznadziejnie głupie i infantylne. Jak choćby ten „ornitologa” Marcina Siuchno, że dropie wyginęły, bo za późno wycofano je z listy gatunków łownych. Tego gatunku nie ma i nie będzie w naszym kraju, bo… w środowisku, w którym żyły, uprawia się dzisiaj rzepak i kukurydzę! Tak samo jest z głuszcem, cietrzewiem, batalionem i bekasem kszykiem – nie ma już dla nich siedlisk i nie robimy nic, żeby je odtworzyć. Dlatego ptaki te będziemy oglądać wyłącznie na zdjęciach i filmach. Koniec kropka!

Reklama

Kaczek i tysiąca innych ptaków też nie będzie, jeśli nie będziemy chronić miejsc, w których wyprowadzają legi. Tak zwany sukces lęgowy jest kluczowym czynnikiem wpływającym na wielkość populacji, której (tak przy okazji o tym wspominając) nie można policzyć.

Wasze monitoringi możecie sobie wsadzić w buty. Wszyscy wiemy, że wyciąganie kasy na ten cel jest doskonałym sposobem na luksusowe życie. Niestety, od Waszego „szacowania” żadnemu gatunkowi się jeszcze nie poprawiło. Czy zatem od polowania mogło się pogorszyć?

Moim zdaniem – ale również wielu prawdziwych naukowców, którzy nie zajmują się „szacowaniem” tylko zajmują się ochroną czynną – polowanie nie ma żadnego negatywnego wpływu! Prawda jest bolesna, ale odstrzał wykonywany poza sezonem lęgowym jest nieporównywalnie mniejszy niż śmiertelność naturalna.

Doskonale wiecie, że nasz wpływ jest, ale pozytywny. Chronimy miejsca lęgowe – a niekiedy nawet je tworzymy – prowadzimy za nasze pieniądze badania naukowe, które znowu nie szacują liczebności, ale udowadniają na przykład, że gęgawy nie umierają z tęsknoty za swoimi partnerami – a takie kłamstwa cały czas wciskają weganie!

W dniu otwarcia sezonu na kaczki oświadczam, że razem z kolegami sfinansujemy poważną opinię naukową pod apelem do Ministra Środowiska o wprowadzenie na listę gatunków łownych wszystkich kaczek i gęsi jakie latają nad naszym krajem.

Apele o wstrzymanie polowań na ptaki, do których strzela się w całej Europie, nie ma żadnego wpływu na ich ochronę. To działanie pozorne!

Galeria zdjęć

Więcej artykułów