PRZYPINKI DLA LUDZI NATURY

Fundusze pozyskane ze sprzedaży wspierają nasze projekty związane z ochroną przyrody i ratowaniem zagrożonych gatunków!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on tumblr
Share on email
Share on print

Łowczy prosi

Paweł Lisiak zorientował się, że nie ma podstawy prawnej i nie może nakazywać raportowania, a tym bardziej organizacji polowań zbiorowych.

Zarządy okręgowe PZŁ wysłały – jak zwykle pisany na kolanie – komunikat do kół łowieckich, w którym łowczy krajowy chce zmotywować myśliwych do walki z afrykańskim pomorem świń. Prawdopodobnie „naszemu” komisarzowi ktoś uświadomił, że nie ma podstawy prawnej aby ściągać cotygodniowe raporty, a tym bardziej nakazać organizowania polowań zbiorowych.

Najważniejsze ogniwo

Z pisma dowiadujemy się, że z każdym obwodzie łowieckim „powinny odbyć się” zbiorówki na dziki. Pozostawię bez komentarza „opowieści” łowczego na temat konieczności redukcji dzików, poprawianie dat oraz śmieszne literówki. Mnie najbardziej ubawiło stwierdzenie, że kluczową rolę w programie redukcji dzików mają pełnić powiatowi koordynatorzy.

To kolejny twór, którego nie znajdziemy w ustawie łowieckiej ani Statucie PZŁ. Stwierdzenie, że są najważniejszym ogniwem, na którym spoczywa cała odpowiedzialność jest kolejnym dowodem, że obecna ekipa siedząca na Nowym Świecie kompletnie nie rozumie na czym polega walka z wirusem ASF.

Paweł Lisiak pisze o naszej jedności, zaangażowaniu, poświęceniu i swoim wsparciu, ale na siłę chce nam dołożyć pracy i zbierać nikomu nie potrzebne dane. Moim zdaniem całe zadanie ma na celu przymuszenie kół do zarejestrowania w systemie KŁ PZŁ EKEP – o którym „przypadkowo” wspomina łowczy – ponieważ to pozwoli przerzucić na myśliwych koszty jakie dzisiaj musi płacić Zarząd Główny.

Wszyscy – poza Pawłem Lisiakiem – wiemy, że najważniejszym ogniwem w walce z wirusem są sprawnie działające koła łowieckie, którym nie wolno przeszkadzać. Zadaniem Zarządu Głównego nie jest zbieranie danych tylko koordynacja działań i rozwiązywanie problemów z jakimi się borykamy każdego dnia.

Nie strasz, nie strasz…

Myśliwi od siedmiu lat sumiennie wykonują odstrzał planowy i sanitarny. Angażują własne środki i redukują populację dzików w ramach walki z afrykańskim pomorem świń. Rocznie wydajemy na ten cel około miliarda złotych, choć walka z wirusem i jego skutkami to zadanie rządu, więc powinien nam zwrócić koszty. Tymczasem politycy „zjednoczonej prawicy” zrzucają winę za brak sukcesów i straszą myśliwych.

Zbrojnym ramieniem rządu są lekarze weterynarii. Coraz częściej wysyłają pisma do kół łowieckich, w których piszą o „obowiązku realizacji odstrzału sanitarnego”, a nawet próbują karać dzierżawców, którzy go nie wykonali!

Prawdopodobnie nie doczytali i błędnie interpretują artykuł 85aa ust. 1 pkt 18 u.o.z.o.z., który mówi o karaniu dzierżawcy obwodu łowieckiego jaki nie podjął działań zmierzających do odstrzału sanitarnego. Karać wolno, ale nie za NIEWYKONANIE zaplanowanego limitu odstrzału.

Mamy już pierwsze wyroki. Między innymi WSA w Lublinie rozpatrzył odwołanie koła łowieckiego i uchylił karę jaką chciał wymierzyć powiatowy lekarz weterynarii. Zdaniem sądu językowa wykładnia art. 85aa ust. 1 pkt 18 u.o.z.z. jasno wskazuje, że karze pieniężnej, podlega ten, kto nie prowadzi odstrzału sanitarnego na określonym obszarze, ponieważ ustawodawca posłużył się czasownikiem w formie niedokonanej: „NIE PROWADZI”.

W tym konkretnym przypadku na obwodzie polnym nie było dzików, ale myśliwi WYKONYWALI odstrzał. Mieli odpowiednio udokumentowane stosowne wpisy i odstrzelili osiem dzików z 15 jakie zaplanował powiatowy lekarz. Taki efekt go nie usatysfakcjonował i postanowił ukarać koło łowieckie karą 1229,54 złotych, na szczęście myśliwi wykazali zimną krew i odwołali się do WSA.

Nie przeszkadzać

Redukcję dzików najbardziej paraliżują powiatowi lekarze, którzy wymyślają własne instrukcje dotyczące bioasekuracji i chłodni. Koła nie dysponują nieograniczonymi środkami i nie mogą sprostać tym wymaganiom. Na wielu obwodach nie prowadzi się odstrzału, ponieważ nie ma środków na chłodnie i budowę całej infrastruktury, a te które mamy są coraz częściej zamknięte, ponieważ wydłuża się badanie próbek.

Zarząd Główny na bieżąco powinien zbierać dane o problemach. Spotykać się z Głównym Lekarzem Weterynarii i ministrem rolnictwa, który odpowiada za walkę z wirusem. Niestety o takiej aktywności łowczego dawno nie słyszałem…

Z medialnych doniesień o walce z afrykańskim pomorem wynika, że najnowszym priorytetem będzie ograniczenie populacji dzików w newralgicznych dziewięciu powiatach, gdzie mamy koncentrację hodowli świń. W teorii to tam ZG PZŁ powinien przekazać chłodnie…

Pewnie nikogo nie zdziwi informacja, że nikt nie interesuje się kołami, które dzierżawią obwody w tych kluczowych dla rządu powiatach, a zakupione chłodnie z dotacji jaką uzyskał Polski Związek Łowiecki w 2019 roku trafią do kół, które pierwsze się zgłosiły…

Dzielnie walczymy

Paweł Lisiak czuje, że jego czas dobiega końca. Chce za wszelką cenę pokazać, że jest skuteczny. Niestety pismo jakie dzisiaj wysłał z całą pewnością nas nie zmobilizuje. Prawdopodobnie większość kół w każdy poniedziałek będzie wypełniać bezsensowną tabelkę, a etatowi pracownicy przesyłać dane do ZG PZŁ.

W skali związku poświęcimy tysiące godzin na zbieranie nikomu niepotrzebnych danych, które w żaden sposób nie przełożą się na większą redukcję dzików.

W przyszłym tygodniu odbędzie się posiedzenie Naczelnej Rady Łowieckiej, na którym będzie obecny minister Edward Siarka. Mam głęboką nadzieję, że temat zostanie poruszony i być może „skoordynowana akcja zbierania danych” zostanie lekko zmodyfikowana.

Przeczytaj pismo w całości (pdf)

ZAPRASZAMY DO ZAKUPÓW

Galeria zdjęć

Więcej artykułów