Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on tumblr
Share on email
Share on print

Towarzysz myśliwego

Kolejny raz część kynologów usiłuje wprowadzić obowiązkowe certyfikaty dla psów myśliwskich. Tym samym chcą zabronić polowania z kundlami oraz rodowodowymi pupilami, które wylegują się na kanapach.

Środowisko kynologów łowieckich lekko zawrzało, po tym jak NRŁ uchwaliła regulamin klubów, a Zarząd Główny PZŁ opublikował projekty kolejnych uchwał, jakie zaproponowała komisja kynologiczna. Przeciętny myśliwy kompletnie nie rozumie, a na pewno nie interesuje się sporami oraz przepychankami, które toczą się od dziesięcioleci w tej niewielkiej grupie pasjonatów.

Dla większości łowców psy są ważnym elementem łowiectwa, ale niewielu myśliwych je posiada. Podstawowy problem polega na braku umiejętności prowadzenia psa, nie mówiąc już o jego układaniu. Z tego powodu większość naszych „myśliwskich” czworonogów – którymi się chwalimy w statystykach – dumnie leży na kanapie.

Niestety, niezależnie od decyzji, jakie podejmą władze PZŁ, będą tam nadal leżeć. Widząc tą sytuację, część kynologów pragnie odmienić rzeczywistość. Moim zdaniem, tracą czas. Większość polskich łowców od rodowodowego i ułożonego psa bardziej docenia dobry sztucer, a obecni miłośnicy psów i tak nie będą ich certyfikować.

Polska na tle świata

Czy odbiegamy od światowej czołówki? Wielu kynologów uważa, że dzieli nas przepaść! Przypuszczam, że powodem jest uwielbienie dla niemiecko-austriackiego modelu łowieckiego, gdzie każdy pies posiada certyfikat użyteczności. To nie byle jaki dokument. Szacowne grono sędziów potwierdza w nim umiejętności i przydatność do polowania.

Takie rozwiązanie funkcjonuje tam od dziesięcioleci i wymusiło posiadanie ułożonych psów rodowodowych. Należy przypomnieć, że przepisy w Niemczech, Czechach, Słowacji i Austrii zabraniają polowania z pasami, które nie mają certyfikatów. Czy to jest najlepszy model?

Reklama

Być może się mylę, ale uważam, że w naszym kraju takie zapisy się nie przyjmą. Wszystkim, którzy opowiadają się za takim rozwiązaniem wskazuję Anglików, Włochów czy Hiszpanów, gdzie kynologia jest na bardzo wysokim poziomie, ale nikomu nie przyszło do głowy nakazywać królowi uzyskiwanie certyfikatu, a potem sprawdzać, czy z tym psem poluje. Nie naśmiewam się z pomysłodawców, ale wszyscy powinni mieć świadomość, że wprowadzenie takich rozwiązań u naszych sąsiadów było możliwe tylko pod rządami nazistów .

Związkowe zawirowania

W naszym kraju w 1938 roku powstał Związek Kynologiczny w Polsce (ZKwP), który rok później został przyjęty do Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (FCI). Współpraca pomiędzy PZŁ, a ZKwP po drugiej wojnie światowej układała się wzorowo. Pewnie niewielu myśliwych ma świadomość, że główna siedziba związku kynologicznego mieściła się w naszym budynku przy ul. Nowy Świat 35.

Powodem bardzo dobrych relacji był fakt, że we władzach kynologicznych zawsze było wielu myśliwych o dużym potencjale intelektualnym i niekwestionowanych autorytetów. Sytuacja diametralnie zmieniła się 20 lat temu. Władze ZKwP wyprowadziły się z Nowego Światu, a stosunki – delikatnie mówiąc – bardzo się rozluźniły.

Jeśli ktoś uważa, że w Polskim Związku Łowieckim mamy bałagan – to powinien poczytać o ZKwP. Trudno powiedzieć, kiedy kynolodzy wyprostują sytuację, ale wszystko wskazuje, że zawirowania, jakie tam panują znacząco utrudniają komunikację. Część naszych działaczy wprost mówi o konieczności podjęcia bezpośrednich rozmów z FCI.

Jednak w opinii wielu znawców tematu to całkowicie utopijny pomysł, który nie ma żadnych szans powodzenia. Takie „zabawy” mogą doprowadzić do całkowitego zerwania porozumienia – jakie ciągle funkcjonuje – wykopania toporów i wkroczenia na ścieżkę wojenną.

Brak strategii

Większość naszych kynologów to hodowcy, którzy są równocześnie członkami PZŁ i ZKwP. Statut związku kynologicznego jasno mówi, że zapisanie się do innych organizacji kynologicznych, a nawet udział w imprezach poza strukturami ZKwP może być powodem wykluczenia.

Związek kynologiczny nie ma problemu z wymierzaniem kar. Dlatego wielu hodowców z wielkim niepokojem spogląda na rozwój sytuacji i bez owijania w bawełnę twierdzi, że jeśli będą musieli wybierać – wybiorą ZKwP. Chcą, aby psy myśliwskie – rodowodowe i ułożone – były powszechne, ale nie będą ryzykować utraty nie tylko znaczących przychodów, ale przede wszystkim wielu lat pracy hodowlanej.

Trochę mnie to śmieszy, ale kolejny raz muszę napisać, że w naszych działaniach brakuje strategii, a nawet wyznaczenia celu działania. Czytając poszczególne dokumenty, mam wrażenie, że działacze liczą na zwiększenie liczby polujących psów z rodowodem, ale nie jestem tego pewien w 100 procentach.

Widzę natomiast, że kolejny raz przebija się koncepcja wprowadzania nakazów, która do mnie całkowicie nie trafia! Zwolenników takiego rozwiązania pewnie nie przekonam, ale pokuszę się o teoretyczne rozważenie, czy wprowadzenie obowiązkowych certyfikatów spowoduje większe zainteresowanie rodowodowymi psami?

Każdy myśliwy, który zdecyduje się zakupić rodowodowego psa będzie go musiał wyszkolić. Pewnie kupi książkę, poczyta mądre teksty w Internecie, lub znajdzie doświadczonego kolegę. Zakładamy, że zdarzy się cud i ułoży szczeniaka. Oczywiście zanim przystąpi do egzaminu będzie musiał się zapisać do ZKwP, bo jeśli będziemy certyfikować „kundle” to zakończymy współpracę ze związkiem kynologicznym.

Mówi o tym pierwszy paragraf porozumienia jakie nadal funkcjonuje pomiędzy PZŁ a ZKwP – „Organizatorem prób i konkursów pracy psów myśliwskich jest Polski Związek Łowiecki. Uczestniczyć w nich mogą członkowie ZKwP oraz inni członkowie organizacji kynologicznych zrzeszonych FCI.”

Koszty certyfikatu

Czyli skromnie licząc, każdy myśliwy będzie musiał wydać kilka, a jeśli zleci wychowanie psiaka fachowcom, kilkanaście tysięcy. Dlatego zanim pozbędzie się takiej kwoty usiądzie w fotelu i rozważy wszystkie za i przeciw. Pewnie się zastanowi, czy w przyszłym roku jego koło będzie jeszcze dzierżawić jakieś łowisko? A może plotki, że obwody leśne przejmą lasy państwowe, a polne gminy, to realne zagrożenie, jakie szykuje nam obóz rządowy zjednoczonej prawicy?

Nie można być pesymistą! Kupujemy wyżła! Zapolujemy z nim na bażanty i kaczki, ale na takie polowanie jedziemy dwa razy do roku! Wydanie kilkunastu tysięcy wydaje się mało opłacalną inwestycją! Więc może statystyczny łowca będzie polował z norowcami na lisy? Ale w tym przypadku może użyć wabika! To może będzie mu potrzebny gończy na dziki? Zapomniałem, ASF szaleje i dzików nie będzie. Dlatego zdecyduje się na posokowca. Będzie z nim dochodzić postrzałki. Tylko czy potrzebuje do tego certyfikatu?

Wielu myśliwych twierdzi, że zmianę prawa szykują osoby chcące zarabiać na hodowli psów oraz ich układaniu. Wielokrotnie rozmawiałem z hodowcami i mogę Was zapewnić – przyświeca im tylko piękna idea.

Z ich punktu widzenia nie można efektywnie polować bez ułożonego psa. Kompletnie nie umieją wczuć się w sytuację 80 procent łowców, którzy w ciągu roku wyjeżdżają 10 razy do lasu w tym trzy razy na zbiorówkę. Żadne, powtarzam żadne regulacje, zarówno związkowe, jak i ministerialne, nie zmuszą naszej społeczności do posiadania rodowodowego psa myśliwskiego.

Porozumienie i współdziałanie

Bardzo dużo zależy od władz PZŁ, które nie powinny obrażać terenowych działaczy, czy szukać nowych rozwiązań poprzez destrukcję obecnego modelu. Nasz związek za wszelką cenę powinien szukać porozumienia i współdziałać z ZKwP.

Jak przekonać bratni związek? Bardzo prosto! Tam prawie nikt się nie zna, a na pewno niewielu interesuje użytkowość psów myśliwskich, dlatego każde rozwiązanie, za którym będą szły większe wpływy przyjmą z zadowoleniem i brawami.

Naszym największym obecnie problemem jest brak sędziów pracy, więc musimy się porozumieć z ZKwP. Czeka również dostosowanie do nowej ustawy regulaminów konkursów i być może należy stworzyć elektroniczny wykaz psów, aby myśliwy kupujący psa mógł sprawdzić sukcesy użytkowe rodziców, a nawet dziadków swojego szczeniaka.

W tej kwestii mogą być przydatne kluby poszczególnych ras, które właśnie dostały ramowy regulamin. Nie będę się znęcał nad twórcami tego „dzieła”. Przeczytajcie tylko tytuł „Ramowy Regulamin Klubu Grupy Ras (klubu rasy) Psów Myśliwskich Polskiego Związku Łowieckiego”.

Zarząd Główny PZŁ maksymalnie skomplikował tym dokumentem zarówno pracę klubów, ale również rozmowy z ZKwP. Jestem pewien, że w najbliższej przyszłości ten “ramowy regulamin” będzie modyfikowany, przynajmniej w części, która jest nie zgodna ze Statutem PZŁ. To oczywiście najmniejszy problem, bo zawsze można zmienić statut.

Sukces w promocji

Wszystkie rozmowy na temat kynologii skupiają się tak naprawdę wokół wystaw i konkursów. Dlatego na zakończenie w dwóch zdaniach o tym, na czym wszyscy powinni się skupić myśląc o przyszłości kynologii.

Dla zwykłych myśliwych potrzebne są imprezy plenerowe. W takich miejscach mogą pokazać swojej rodzinie różne rasy, porozmawiać z hodowcami lub osobami, które układają psy – w czasie takich bezpośrednich rozmów zapadają ważne decyzje! Podejmowaliśmy takie próby między innymi podczas Hubertusa Spalskiego, w ramach którego organizowany był “Festiwal Psów Myśliwskich”.

Mówiąc o promocji kynologii, nie można zapominać o mediach! Mamy miesięcznik „Łowiec Polski”, w którym ukazują się artykuły promujące poszczególne rasy oraz poruszany jest temat szkolenia i prowadzenia psów myśliwskich, ale dzisiaj należy również wykorzystać media społecznościowe.

Pozwoliłem sobie sprawdzić aktywność fanpage’a prowadzonego przez Zarząd Główny PZŁ w ostatnich miesiącach, czyli od momentu, kiedy łowczym został wielki miłośnik psów. Jak myślicie, ile powstało postów promujących psy myśliwskie? Ani jednego! Na szczęście dwa udostępniono. Jeden ministerstwa środowiska, a drugi zarządu okręgowego w Elblągu.

Jak widać jest wiele do zrobienia i na pewno będzie więcej sukcesów jeśli Polski Związek Łowiecki będzie się skupiał na promocji kynologii i współdziałał z ZKwP!

Galeria zdjęć

Więcej artykułów