Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on tumblr
Share on email
Share on print

Posokowiec w akcji

Przed nami sezon na jelenie. Z pewnością kilku myśliwych przekona się, że najlepszym psem do poszukiwania postrzałków jest ułożony posokowiec.

Całą jesień zwykle spędzam na Mazurach. Opisywany dzień był bardzo intensywny. Rano mieliśmy dwie prace na jeleniach. Pies miał już w nogach 12 kilometrów tropienia. Pierwsza z nich była bardzo wyczerpująca. Cezar spędził blisko godzinę w wodzie, pływając w jeziorze za jeleniem.

Przy drugiej, również się nabiegał. Zmęczeni wracaliśmy do bazy, a tu dzwoni telefon. Myśliwy ładnie się przedstawił i prosi o pomoc w odszukaniu jelenia byka. Słychać, że bardzo mu na tym zależy. Powołuje się na naszego wspólnego znajomego, który nas polecił i powiedział, że jesteśmy „ostatnią deską ratunku”.

Tadeusz podaje nam swoje namiary. Sprawdzam i okazuje się, że dzieli nas 150 kilometrów. Nie ma czasu na wahania. Jeśli mamy mu pomóc to musimy zrobić to za dnia. Walimy prosto do niego i jesteśmy o czwartej po południu na miejscu.

Nad brzegiem Bugu

Okazuje się, że czeka na nas paru myśliwych. Witam się szybko, a Tadeusz przechodzi do rzeczy. Wskazuje mi zestrzał na skoszonej łące. Niedaleko stoi ambona, z której wczoraj wieczorem strzelał do byka. Nieopodal widać krzaki i zarośla porastające obrzeża Bugu.

Odkładam Cezara przed „widownią” i razem z Tadeuszem idziemy na zestrzał. Praktycznie go nie ma. Byk nie zostawił farby po strzale. Łowca opowiada mi zdarzenie, pokazując jednocześnie trasę jego ucieczki. Jak zwykle w takich wypadkach, odstawiam magiczne sztuczki, czyli „skubię trawę”, co ma Cezarowi ułatwić lokalizację przypuszczalnego zestrzału. Pies tymczasem siedzi i patrzy jak zamurowany. Nasza „widownia” również.

Reklama

Czuję się jak w teatrze. Zapinam otok i ruszamy. Cezar wyjątkowo szybko łapie trop. Łukiem jak po sznurku prowadzi do krzaków. Pytam Tadka, czy tą trasą uciekał byk. Potwierdza, że tak było, więc idziemy dalej!

Nikt z „widowni” nie wyraża chęci towarzyszenia nam w poszukiwaniu. Wszyscy siedzą na łące i patrzą na nas. Wtedy to trochę mnie to zdziwiło, ale wszyscy mieli już w nogach ładnych parę kilometrów. Poszukiwania jak się później okazało trwały zarówno w nocy jak i za dnia.

Przeprawa łodzią

Wchodząc w zarośla nagle zauważyłem, że nie zabrałem telefonu komórkowego. Odłożyłem Cezara i wracam do samochodu. Zdziwieni myśliwi pytają, co się stało i gdzie jest pies? Odpowiadam spokojnie, że czeka. Patrzyli na mnie nieufnie i pewnie myśleli, że robię sobie z nich żarty.

Wracam do psa i ruszamy dalej. Meandrujemy w tych zaroślach przez 1,5 kilometra i dochodzimy do brzegu Bugu. Cezar wyraża gotowość przepłynięcia na wyspę, do której mamy 40 metrów. Nie znając głębokości dzwonię do Tadeusza. Jest przygotowany. Okazuje się, że ma łódkę, bo wyspa była już kilkukrotnie przeszukiwana.

Po dwudziestu minutach przypływa po nas dwóch kolegów. Ładujemy się do łodzi i płyniemy. Rzeka miejscami jest tak płytka, a łódka trze dnem o piasek. W końcu dopływamy. Myśliwi nie chcą nam przeszkadzać i będą czekać.

Cezar rusza i przeprowadza mnie dobre 100 metrów na drugi brzeg wyspy. Już wydaje mi się, że przed nami kolejna przeprawa przez wodę, a jednak nie. Na jej krańcu – na piaszczystej plaży – Cezar odbija w górę wyspy.

Gon i stanowienie

Po kolejnych 100 – 200 metrach, pakuje się w gęste krzaki i zarośla, porastające całą wyspę. Nagle słyszę jak rusza do gonu! Za chwilę brzmi jego baryton i wali w kierunku naszej łodzi. Staram się, tunelami w krzakach dobiec do niego. Słyszę z daleka głośne, podniecone nawoływania moich kolegów. Gdy do nich dobiegam mówią, że byk przeskoczył ich łódkę i uciekł z powrotem na brzeg, a za nim głośno ujadając pędził Cezar.

Przeprawiamy się ponownie na brzeg. W oddali słyszę szczekającego Cezara, który za bykiem zatoczył szerokie półkole i pędzi go w naszym kierunku. Nagle pogoń ustała. Jest stanowienie!

Nie wytrzymuję, bo łódka znowu trze dnem o piasek i zatrzymujemy się co chwilę. Wyskakuję i pędzę przez wodę, patrząc w ekran Garmina, by jak najszybciej trafić do mojego orła. Teraz nawet gęste krzaki mi nie przeszkadzają. Dobiegam 200 metrów i widzę stanowionego byka, który jest postrzelony w przedni badyl. Strzelam, kończąc jego cierpienia…

Finał pracy był dla nas bardzo szczęśliwy. Podziękowałem Cezarowi za jego wyczyn i zadzwoniłem po posiłki, a w notatniku zapisałem „Praca na tropie po 22;5 godzinach – na otoku 1,7 km – długość gonu 1000 metrów – czas stanowienia 10 min”.

Aby dokładnie opowiedzieć, co działo się później, musiałbym napisać kolejne opowiadanie. Oczywiście zakończyliśmy ten dzień w restauracji, a ja poznałem wspaniałą grupę myśliwych. Tadeusz przyznał się, że przede mną byka szukało 8 przewodników z 11 psami.

Zakładając, że chciał mi zrobić przyjemność i przesadził o połowę, to i tak poczułem się dumny. Ta spektakularna praca, trafiła się nam jak na zamówienie. Nie zawsze mamy tyle szczęścia. Wtedy to było, jak trafienie 6 w Totka.

Teraz regularnie odwiedzam „widownię”. Przeżyliśmy wiele wspaniałych polowań, a Cezar odnajduje tutaj kolejne postrzałki jednocześnie rozsławiając „Klub Posokowca”. Wielu myśliwych po tym wyczynie zapragnęło mieć posokowca i musiałem pomóc w poszukiwaniu odpowiedniego szczeniaka.

Tym sposobem, ta jedna praca, zjednała nam wielu fanów i przyjaciół. Determinacja Tadka była poglądową lekcją z etyki i kynologii, której nie mogą zastąpić nawet najlepsze wykłady.

Pogotowie postrzałkowe

Takie podejście do łowiectwa jest doskonałym wzorem – godnym naśladowania. Pozostaje jedynie problem, jak przeciętny myśliwy ma rozróżnić, z kim ma do czynienia kiedy ściąga pomoc?

Najczęściej wykorzystujemy psy najbliższych kolegów. Potem tak naprawdę szukamy na chybił trafił. Czy to jest właściwa droga poszukiwania tropowca, który potrafi doprowadzić do postrzelonej sztuki?

Moim zdaniem CERTYFIKAT wystawiony przez PZŁ dla najlepszych i sprawdzonych psów – byłby pomocny dla myśliwych szukających pomocy. W łatwy sposób można uniknąć wielu rozczarowań, a pseudo menerom ograniczyć możliwości nabijania łowców w „butelkę”.

Oczywiście przy założeniu, że taki CERTYFIKAT nie będzie kolejną lipą. Szukać wolno każdemu i niech tak zostanie, bo uczyć powinien się każdy, ale prawdziwi profesjonaliści powinni się wyróżniać. Wspólnie z redakcją portalu WildMen wymyśliliśmy, że już niedługo znajdziecie tutaj baner „Pogotowia postrzałkowego”. W zakładce będą telefony do menerów godnych zaufania!

Galeria zdjęć

Więcej artykułów